VERMIN – PLUNGE INTO OBLIVION
(29 lipca 2013, napisał: Pudel)
Niezbyt często w nasze skromne, redakcyjne progi przybywają płyty będące wznowieniami starszych materiałów, właśnie z re-edycją mamy do czynienia w przypadku omawianego tutaj wydawnictwa. „Plunge into oblivion” to debiutancki duży album szwedzkiej death metalowej załogi, nagrany w Sunlight studio i wyprodukowany przez pana Freda Estby’ego z Dismember. W zasadzie w tym momencie mógłbym skończyć recenzję, bo chyba ciężko o lepszą rekomendację, nieprawdaż? Ale nie będziemy się tutaj wygłupiać… Vermin grał te niespełna dwie dekady temu muzykę jak najbardziej death metalową, szwedzkie pochodzenie oczywiście momentami z tego naparzania wychodzi(wczesny Entombed na przykład się kłania), to co wyróżnia ten materiał spośród wielu innych płyt z tamtego okresu to to, że „Plunge…” brzmi jakby był nagrany kilka lat wcześniej, w pionierskiej dla ekstremalnych odmian metalu drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Kawałki są krótkie, mało kiedy przekraczają trzy minuty, nie ma miejsca na zbędne kombinacje alpejskie, tylko jest prawie cały czas jazda do przodu, bez trzymanki, ponadto można tu wychwycić inspiracje takimi kapelami jak na przykład Terrorizer, wczesny Carcass czy nawet crustowymi wyziewami(co nie powinno dziwić – Skandynawowie zawsze byli mocni w takim napierdalaniu). Mimo potężnej dawki czadu muzyka Vermin ma w sobie jakąś taką specyficzną chwytliwość, trafiają się serio wpadające w ucho fragmenty – co z perspektywy czasu nie jest niczym dziwnym: na kolejnych albumach kapela poszła w luzackie, death’n’rollowe klimaty. „Plunge into oblivion” to idealnie wręcz wyważony miks brutalności i obskurnego, podziemnego soundu z dobrze rozumianą przebojowością. Jakbym musiał się do czegoś przywalić to byłby to średnio udany cover Johnnego Casha – ale z drugiej strony w tamtych czasach fascynacja człowiekiem w czerni nie była chyba jeszcze na porządku dziennym wśród metalowców… Szczerze mówiąc nie rozumiem, czemu zespół z tym albumem nie zrobił takiej kariery jak ich krajanie z innych kapel. Płyta może nie wybitna, ale na metalową imprezę, do samochodu czy do samotnego pomachania łbem w domowym zaciszu idealna. Oceny nie wystawiam, ale gorrrrrrrrrrąco zachęcam do posłuchania tego wyziewu.
Wyd. Chaos records(1994)/Punishment 18 records(2013)
Lista utworów:
1. When Hell Becomes Reality
2. Slave
3. Screw
4. The Silence
5. Life – See My Sorrow
6. Enemy
7. Eternal Love
8. Denials
9. Hypochrist
10. Plunge Into Oblivion
11. How Many Million
12. Bitter Hate
13. San Quentin
VERMIN @ Punishment 18 records