NIHIL KAOS – MYSTAGOGUE
(12 lutego 2026, napisał: Robert Serpent)

O kurwa! Tak sobie pomyślałem przy pierwszym zderzeniu (to idealne określenie w stosunku do muzyki Nihil Kaos) z trzecim albumem Turków. Kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać, mimo tego, że Nihil Kaos na scenie działa już blisko 25 lat, a „Mystagogue” jest trzecim albumem grupy. W dzisiejszych czasach ciężko być na bieżąco ze wszystkim co się dzieje na scenie, może ktoś kto śpi trzy godziny dziennie i od rana do nocy siedzi wpatrzony w internet, w miarę ogarnia temat (w co szczerze wątpię, albowiem przy ilości płyt ukazujących się na scenie jest to niemożliwe do okiełznania).
Jak napisałem nieco wyżej, „Mystagogue” to trzeci album Nihil Kaos, co w odniesieniu do stażu kapeli nie nadaje im miana „najpłodniejszych” zespołów świata. Poprzedni album („Noxkult”) od najnowszego dzieli aż 10 lat przerwy, wprawdzie po drodze był jeszcze split, ale mimo wszystko odstęp czasowy między albumami jest zaskakująco długi.
Włączam „Mystagogue” i dosłownie szczęka odbiła się od gleby, w momencie powrotu na swoje miejsce, momentalnie powrotnie wylądowała na glebie. Żeby być szczerym, muszę napisać, że nie po raz ostatni. Takiej zagłady muzycznej się nie spodziewałem. Wprawdzie jakieś tam przesłanki się pojawiały, ale potęga tego albumu przerosła moje najśmielsze oczekiwania.
Nihil Kaos od samego początku daje jasno do zrozumienia, że nie uznaje półśrodków, ani nie idzie na żadne kompromisy. Tornado jakie wylało się z głośników przy „Solemn Henosis” natychmiast wprawiło mnie w stan podziwu i totalnego zaskoczenia. I teraz, żeby ktoś sobie nie pomyślał, że „Mystagogue” to jest nawalanka niczym seria z MG-42, owszem, album jest raczej utrzymany w szybkich i bardzo szybkich tempach, ale mnóstwo w muzyce Turków zmian rytmu, zwolnień, w których słychać kunszt muzyków i smaczki ukryte pod przykrywką (w pełni kontrolowanego) chaosu.
Album nie jest krótki, trwa prawie 45 minut, ale jest perfekcyjnie zbalansowany, szybkie pociski takie jak „Pendulum Luciferi” (a’la Marduk, czy też wczesny Dark Funeral), są przy zwolnieniach okraszone ciekawymi partiami gitar (niekiedy nieco przypominającymi Watain). Nie jest najmniejszym problemem dla Nihil Kaos wplecienie w utwór ciekawej solówki gitarowej (jak chociażby „Exegesis of Transgression”) lub melodyjnych pasaży („Procession of Divine Demise”), które wespół z wyśmienitymi partiami wokali współtworzą całość. Niech nikt nie będzie zdziwiony, słysząc od czasu do czasu niemal thrash metalowe galopy, nad którymi unosi się duch skandynawskich klasyków black metalu (głównie tego szwedzkiego).
Muszę jeszcze troszkę czasu poświęcić partiom wokalnym, które na „Mystagogue” ocierają się o geniusz. Przeraźliwy wokal, który wydobywa z siebie Tlepsh, wywołuje ciarki na plecach, ale popisy wokalne nie ograniczają się tylko do wypluwania z siebie nieludzkich dźwięków, partie wokalne są mocno urozmaicone i zróżnicowane. Dokładnie tak jak muzyka Nihil Kaos. Czy to niski growling, czy przerażający skrzek, czy spokojniejsze, czyste wokale. Dawno nie słyszałem tak doskonałego partii wokalnych. Totalny respekt! Fakt, że pozostali muzycy nie ustępują w niczym wspomnianemu frontmanowi, a wręcz często wrzucają swoje „trzy” grosze i prezentują swoje umiejętności dopełnia całokształtu.
Teraz padną słowa wielkie, ale w pełni przemyślane. „Mystagogue” to brylant, to album kipiący wręcz doskonałymi rozwiązaniami, łączący porażającą brutalność z mistycyzmem. Nie wyobrażam sobie nawet, żeby fani Black Metalu (celowo napisane wielkimi literami) nie zapoznali się z tym materiałem. Wow!!!
p.s. Minusik tylko i wyłącznie po to, żeby panom nie uderzyła „woda sodowa” :)
Wyd. Mara Production, 2025
Lista utworów:
1. Solemn Henosis
2. Path of the Winged Serpent
3. Synthamata: In Idolatry’s Echo
4. Exegesis of Transgression
5. Procession of Divine Demise
6. Pendulum Luciferi
7. A Hymn to Mass Graves
8. Under the Crepuscular Bythos
9. Eternal Genesis
Ocena: -10/10
https://www.facebook.com/nihilkaos666/#






























