Cryptopsy – Cryptopsy
(22 września 2012, napisał: Paweł Denys)

ęwiat wraca do równowagi. Cryptopsy się przebudziło z dziwnej fascynacji, która na poprzednim albumie zdominowała zespół i powraca w formie, która zmiata z powierzchni ziemi wszystkie kapele parające się technicznym death metalem. Oprócz jazzowych wstawek (chociaż ze mnie taki znawca jazz’u, jak z koziej dupy trąba), które dają pożądane chwile oddechu, wszystko tu jest podporządkowane zabijaniu dźwiękiem. Zespół tym razem niezwykle mocno przyłożył się do kompozycji. Każda jest wielowątkowa, popierdolona jak paczka gwoździ bez łebków. Gęstwina riffów wypełniająca każdy kawałek przyprawia o zawrót głowy. Z jednego kawałka inni zrobiliby całą płytę i jeszcze szczyciliby się, że są tak zajebiści! Tymczasem Cryptopsy gra to, co najlepiej potrafi i wychodzi im to na "Cryptopsy" znakomicie. Naturalnie wręcz. W znakomitej formie na tym albumie jest Flo Mounier. To co ten facet wyprawia za swoim zestawem perkusyjnym, to istne mistrzostwo świata. Macie zagwarantowane, że zrobi to Wam w głowach niesamowity chaos, a mimo to będziecie zadowoleni i będziecie błagać o więcej. Techniczna maestria to za mało powiedziane, aby określić wyczyny tego pana i jego kolegów również. Wszystko to zostało idealnie podrasowane brzmieniem, które zabija, ale pozwala również usłyszeć każdy smaczek znajdujący się na albumie, a jest ich tu nie mało. Na tym albumie Kanadyjczycy z nikim się nie cackają, nie puszczają oka do innej niż death metalowa publika. I bardzo dobrze. Miejsce tego zespołu jest w technicznym death metalu i najnowszy album dowodzi, że w takim graniu Cryptopsy czuje się najlepiej. Nie spodziewałem się tak mocnego strzału, a zostałem zabity w sekundę. Album potęga!
I jeszcze jedno na koniec: mi wcale Lorda Worma nie jest brak.
Lista utworłó
1. Two-Pound Torch
2. Shag Harbour’s Visitors
3. Red-Skinned Scapegoat
4. Damned Draft Dodgers
5. Amputated Enigma
6. The Golden Square Mile
7. Ominous
8. Cleansing The Hosts
Ocena: 10/10






























