Dimmu Borgir – Abrahadabra
(22 marca 2012, napisał: Paweł Denys)

Zainteresowanie tym zespołem jest już od kilku lat niezmiennie wysokie. Zarówno wśród wielkich metalowych magazynów, jak i wśród metalowej młodzieży, dla której jest to zespół wręcz kultowy. Jako, że ja jestem jednak już trochę starszy to i bardziej krytycznym okiem patrzę na to co Dimmu Burger wypuszcza na kolejnych płytach. "Death Cult Armageddon" była (wciąż jest) dla mnie płytą genialną i do dziś twierdzę, że śmierć frajerom, którzy na tamtej płycie wywęszyli komerchę. Potem jednak panowie trochę spuścili z tonu i na kolejnym albumie nagrali materiał wybitnie zachowawczy, który porównania z poprzedniczką absolutnie nie był w stanie wytrzymać. To co jednak wydarzyło się później, czyli wszelkiej maści zawirowania ze składem, a także zmiany muzyczne i imidżowe, powodowały w mojej głowie obawy o to, czy Norwegowie dadzą radę nawiązać do swych najlepszych lat. Czy za sprawą "Abrahadabra" tak się stało? Otóż nie. Zespół okrojony do trzech stałych członków i zgraji muzyków sesyjnych, nagrał materiał, który może jakoś mocno nie odbiega od wcześniejszych płyt, ale nie potrafię pozbyć się wrażenia, że dopiero teraz jest to materiał, który łykną fani "metalu" promowanego w mediach. Zwyczajnie nowe oblicze DB śmierdzi dla mnie komerchą na kilometr i nie jestem w stanie ani przez chwilkę zachwycać się tym, co znajduje się na "Abrahadabra". Wraz ze zmianą imidżu muzyka grupy uległa wygładzeniu i obrała kurs na telewizję itp. Z tym wyglądem to muzykom DB bliżej to Vivy niż do metalowych gazet. Natomiast sama muzyka stała się jeszcze mocniej naszpikowana wpływami muzyki klasycznej, a także muzyki filmowej i właśnie tak odbieram ostatni album norweskich "black" metalowców, bo też sama muzyka wiele ma wspólnego z muzyką filmową. Wystarczy jednak posłuchać uważnie płyty, aby się przekonać, że i w warstwie typowo metalowej nie ma tu za wiele ciekawych rzeczy. Słychać zwyczajnie brak pomysłów. Słychać też, że aplikując swojej muzyce te wszystkie orkiestracje i inne bajery, muzycy chcieli zwyczajnie ukryć niedostatki kompozycji. Może i im się to udało, bo pewnie i album sprzedał się w sporej ilości, pewnie stać muzyków na dziwki i dobry alkohol, ale nie to jest najważniejsze. Boli mnie to, że DB rozmienia się na drobne i próbuje przypodobać się "metalowej" młodzieży. Jeśli im tam dobrze to krzyżyk na drogę. Ja tymczasem zapodam sobie "Death Cult Armageddon", bo tam przynajmniej jest czego posłuchać i czym się zachwycić. Na "Abrahadabra" niestety zachwycać się nie ma czym. Wybitnie mizerny album.
Lista utworłó
1. Xibir
2. Born Treacherous
3. Gateways
4. Chess With The Abyss
5. Dimmu Borgir
6. Ritualist
7. The Demiurge Molecule
8. A Jewel Traced Through Coal
9. Renewal
10. Endings And Continuations
Ocena: 5/10































