Epitome – Goodbye My ROT
(7 marca 2026, napisał: Prezes)

Epitome to dziś już instytucja – nie tylko na krajowej scenie, ale też w światowym death/grindzie. Rzeszowska ekipa nigdy nie zasypywała rynku wydawnictwami, ale kiedy już coś wypuszczała, zazwyczaj był to materiał z górnej półki. „Goodbye My ROT” idealnie wpisuje się w tę tradycję. Po ponad trzech dekadach działalności maszynka do mięsa z logo Epitome nadal pracuje pełną parą i nie widać tu oznak zużycia. No, może poza samym brzmieniem – ono faktycznie jest lekko „rdzawe”, chropowate i szorstkie, ale w tym przypadku to oczywiście komplement.
Muzycznie dostajemy dokładnie to, czego można się po tej kapeli spodziewać – gęsty, brutalny death/grind z charakterystycznym, lekko chorobowym klimatem. Cała płyta stoi solidnymi riffami: jedne są bardziej nośne, inne pokręcone i nerwowe, ale wszystkie mają odpowiedni ciężar. Materiał jest przy tym bardzo równy – trudno wskazać oczywiste „hity”, ale też nie ma momentów słabszych czy zapychaczy. W „Dystonii” można wychwycić delikatny ukłon w stronę klasyki – gdzieś pobrzmiewa duch Vaderowego „Carnal”, pojawiają się też momenty przywodzące na myśl stare Cannibal Corpse. To jednak tylko smaczki, bo w gruncie rzeczy nadal jest to po prostu Epitome w bardzo dobrej formie.
Cieszy też, że zespół – mimo mocnego zakorzenienia w swojej niszy – wciąż próbuje dorzucać drobne elementy wychodzące poza sztywną konwencję. Na początku materiału pojawiają się partie saksofonu, które dodają muzyce lekkiego szaleństwa, a miejscami przewijają się subtelne wstawki elektroniczne czy industrialne. Nie ma tego dużo, ale działa jako ciekawe urozmaicenie. Z drugiej strony są też te małe „świeckie tradycje”, które fani Epitome znają od lat – choćby słowo „ROT” w tytule czy charakterystyczne, białe tło okładek. Wokalnie jak zwykle pełen arsenał – potężne growle, przeraźliwe screamy i sporo tej charakterystycznej nuty szaleństwa. Nie brakuje też typowo grindowych momentów – jak choćby „GORE” ze skocznym początkiem i klasycznymi „świniakami” na wokalach.
Całość brzmi bardzo dobrze: produkcja jest mocna i czytelna, ale jednocześnie zachowuje tę obowiązkową dla Epitome chropowatość. W tle przyjemnie bulgocze bas, który nie ginie pod gitarami i dodaje materiałowi dodatkowej głębi. W efekcie „Goodbye My ROT” to kolejny bardzo solidny rozdział w historii zespołu – bez rewolucji, ale z dużą klasą i charakterem. Epitome nadal robi swoje. I robi to naprawdę dobrze.
Wyd. Deformeathing Production, 2025
Lista utworów:
1. ROT
2. Goodbye My ROT
3. Sister-in-Law
4. Dystonia
5. Fuck You!
6. Post-Traumatic Dementia
7. Town
8. Way Out
9. Gore
10. The Man-Eater
11. Stick Man
12. Clostridium
13. Maruta
14. Funky
15. Connective Tissue Disorder
16. Crepitating Flesh
17. Trip
18. Shipbuilder’s Eye
19. Endocannibalism
20. Cerebrovascular Accident
21. 3 Guys – 1 Hammer
Ocena: +8/10






























