Despizer – Krew
(15 lutego 2026, napisał: Prezes)

Despizer to żadni debiutanci – na scenie siedzą już kilkanaście lat, a „Krew” jest ich trzecim długograjem (dwa poprzednie opisywaliśmy już na naszych łamach). Ja akurat wcześniejszych płyt nie słyszałem, więc bez porównań i rozliczeń z przeszłością – skupmy się na tym, co jest tu i teraz.
A dostajemy tu ponad pół godziny brudnego i bezpośredniego napieprzania, utrzymanego w duchu angielskich i skandynawskich ojców gatunku. Hardcore, punk, crust, ale też całkiem sporo klasycznie metalowych naleciałości – momentami zahacza to o thrash, a gdzieś w tle majaczy nawet blackowy posmak. Jest szybko i energetycznie, ale zespół potrafi też zwolnić i wejść w bardziej bujające, cięższe fragmenty. Najmocniejszym punktem materiału jest wokal – wysunięty zdecydowanie na pierwszy plan, pełen wściekłości i autentycznego wkurwu, który spokojnie mógłby zawstydzić niejedną „ekstremalną” metalową kapelę. Tego wkurwu w ogóle jest tu sporo – i w samej ekspresji, i w polskojęzycznych tekstach, ale też w samej muzyce.
Brzmieniowo jest surowo: zbasowane, szorstkie, hardcore’owe gitary, żywo brzmiąca perkusja bez wygładzania i triggerów. Jedynie miks może budzić wątpliwości – wokal jest niemal przyklejony do twarzy słuchacza, a reszta instrumentów jakby cofnięta i przyczajona lekko tyłu. Kulminacją płyty jest ponad dziesięciominutowa „Megalomania” – rozbudowana, z wyraźnymi zmianami tempa i klimatu, z blackowymi akcentami, zwolnieniami, a nawet (chyba jedyną na płycie) solówką. To raczej niszowe granie i rewolucji na scenie pewnie nie zrobi, ale mnie ta dawka energii i bezpośredniości przekonuje. Ja jestem na tak.
Wyd. Via Nocturna, 2025
Lista utworów:
1. Trzeba umrzeć
2. Ślepiec
3. Zaciśnięte pięści
4. Krzyk udręczonych
5. Przypadkowy samobójca
6. Strużka krwi
7. Megalomania
Ocena: -8/10
































