Chao Abyssi – Archaic Chants of Chaotic Visions
(15 stycznia 2026, napisał: Prezes)

Na wstępie warto jasno postawić sprawę: Chao Abyssi nie próbuje nikogo zaskoczyć ani wyciągać black metalu w nowe rejony. „Archaic Chants of Chaotic Visions” to raczej świadome zanurzenie się w dobrze znanych wodach, z pełną akceptacją ich temperatury, mętności i prądu. I słychać to od pierwszych minut. Inspiracje klasyczną Norwegią lat 90. są tu wyraźne — tremolowe riffy, agresja, chłód i pierwotna surowość stanowią fundament tego materiału. Jednocześnie zespół nie jest ślepo zapatrzony w kanon; gdzieniegdzie pojawiają się drobne urozmaicenia, które dyskretnie wychylają się poza najbardziej ortodoksyjne schematy, choć trzon pozostaje bezdyskusyjnie klasyczny.
Brzmieniowo jest… dziwnie. I nie mówię tego wprost jako zarzut. To nie jest całkowicie surowa, piwniczna produkcja, jakiej można by się spodziewać po takim graniu, ale też daleko jej do wygładzenia czy nowoczesnej selektywności. Całość sprawia wrażenie pozbawionej mocy — jakby wszystko było na swoim miejscu, a jednak brakowało tego jednego impulsu, który dociśnie słuchacza do ściany. Bębny, choć dość zróżnicowane jak na tak agresywny black metal, brzmią miejscami płasko, co dodatkowo potęguje to odczucie. Całkiem nieźle wypada za to bas, który przyjemnie czai się gdzieś w tle, wychodząc do przodu od czasu do czasu i popisując się fajnymi zagrywkami. Wokale wpisują się w klasyczny wzorzec: ni to charczenie, ni to skrzek — bez niespodzianek, za to skutecznie podkreślające wrogi charakter materiału.
Muzycznie album jest bardzo agresywny, choć niepozbawiony kontrastów. Pojawiają się wolniejsze, atmosferyczne fragmenty, które pozwalają na chwilę złapać oddech, a jednocześnie budują niepokój. Szczególnie dobrze wypada spokojne, klimatyczne intro oraz instrumentalny przerywnik w środku płyty — wolne, nastrojowe, lekko niepokojące. Trochę klawiszy, ciekawy motyw na akustycznych gitarach — te fragmenty naprawdę robią robotę, wprowadzając przestrzeń i pokazując, że zespół potrafi operować klimatem, a nie tylko nieustannie napierać do przodu. W samych tremolach trafiają się też nienachalne melodie — dalekie od jakiejkolwiek skoczności czy przaśności, raczej subtelne podmalowanie nastroju niż próba zapamiętywalności.
Od czasu do czasu Chao Abyssi pozwala sobie również na bardziej dynamiczne, bezpośrednie zagrywki, momentami wręcz lekko punkowe w konstrukcji — jak w „He Who Reigns Supreme”. To krótkie momenty, które ożywiają materiał i wybijają go z jednostajnego rytmu agresji, ale nie zmieniają jego ogólnego charakteru. Nadal jest to surowy, pierwotny black metal, bez ambicji odkrywczych, za to z wyraźnym poczuciem komfortu w obrębie obranej estetyki.
Podsumowując: „Archaic Chants of Chaotic Visions” to płyta, która nie odkrywa nowych muzycznych lądów, ale też nie udaje, że chce to robić. To raczej zwiedzanie dobrze znanych rejonów przez ludzi, którzy czują się w nich swobodnie i wiedzą, jak się po nich poruszać. Dla fanów klasycznego, norweskiego black metalu — pozycja naprawdę warta sprawdzenia.
Wyd. Under the Sign of Garazel Productions, 2025
Lista utworów:
1. …
2. The Emergence of Chaos and Order
3. He Who Reigns Supreme
4. Underworld Goddess
5. …
6. Priests of the Abyss
7. Forgotten Glorious Past
8. Apotheosis of Hatred
Ocena: +7/10
































