Maze of Torment – Silencing the Voice of Reason
(31 grudnia 2025, napisał: Prezes)

Z nowymi zespołami zawsze jest ten sam problem: z jednej strony chce się im kibicować, z drugiej — trudno oprzeć się podejrzeniu, że znowu dostaniemy coś poprawnego, ale bez charakteru. W przypadku Maze Of Torment takich wątpliwości długo mieć nie trzeba. Już sama nazwa zespołu uruchamia konkretne skojarzenia i trudno uwierzyć, żeby był to przypadek. Jeśli ktoś choć trochę zna klasykę death metalu, to od razu wie, w jakim rejonie stylistycznym będziemy się poruszać. I rzeczywiście — „Silencing the Voice of Reason” to debiut, który bez cienia wstydu staje po stronie staroszkolnego death metalu, granego na pełnej, bez półśrodków i bez oglądania się na współczesne mody.
Muzycznie jest tu dokładnie tak, jak można się spodziewać po kapeli, która ewidentnie wyrosła na latach 90. Szybkie, chaotyczne motywy przeplatają się z wolnymi, smolistymi zwolnieniami, a całość zanurzona jest w dusznym, jazgotliwym klimacie. Nie ma tu jednego dominującego tempa ani prostego schematu — utwory są połamane, pokombinowane, pełne nagłych zmian i zakrętów. Słychać wyraźnie, że to nie jest granie „na czuja”, tylko muzyka tworzona przez ludzi, którzy instrumentalnie są mocno ogarnięci i wiedzą, co robią. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów są te dziwne, atonalne gitarowe piski i niby-solówki — momentami brzmiące jakby gitary miały się zaraz rozsypać. To właśnie one nadają temu materiałowi osobliwego, lekko chorego charakteru i mogą śmiało uchodzić za znak rozpoznawczy zespołu.
Dużo dobrego dzieje się też w sekcji rytmicznej. Perkusja nie idzie na łatwiznę — nie ma tu ciągłego blasta ani bezmyślnego „umpa-umpa” na złamanie karku, choć oczywiście momentami i takie fragmenty się pojawiają. Zamiast tego dostajemy sporo urozmaiconego, technicznego bębnienia, które dobrze współgra z połamanymi riffami i podkreśla chaos tej muzyki. Brzmieniowo całość wypada naprawdę solidnie: jest mocarnie, gęsto i ciężko, dokładnie tak, jak tego wymaga ten typ death metalu. Jedyny element, do którego można się przyczepić, to stopy, które momentami brzmią dość płasko i nie zawsze przebijają się tak, jak mogłyby — ale to raczej drobny zgrzyt niż realny problem.
Na osobne wyróżnienie zasługują wokale. To nie jest ani klasyczny growl, ani czysty scream — raczej bestialska, potworna deklamacja, która idealnie pasuje do tej muzyki. Brzmi dziko, agresywnie i bardzo naturalnie, bez przesadnego kombinowania czy studyjnych sztuczek. W połączeniu z jazgotliwymi gitarami i dusznym klimatem robi to naprawdę dobre wrażenie i skutecznie buduje atmosferę obłędu, która przewija się przez cały album.
Jak na debiut, „Silencing the Voice of Reason” jest materiałem dość długim — niespełna 50 minut to sporo, zwłaszcza w tak intensywnej formule. Co jednak ważne, ta płyta nie męczy. Dzięki zróżnicowaniu temp, ciągłym zmianom i bogactwu pomysłów da się jej słuchać od początku do końca bez poczucia znużenia. To nie jest death metal do tła ani do szybkiego przesłuchania „po łebkach” — raczej album, który wymaga uwagi, ale w zamian oferuje naprawdę solidną porcję brutalnej, staroszkolnej rzeźni.
Podsumowując: Maze Of Torment wchodzi na scenę bardzo pewnym krokiem. „Silencing the Voice of Reason” to debiut bez kompleksów, wyraźnie osadzony w klasyce death metalu, ale nie brzmiący jak bezmyślna zrzynka. Jest tu chaos, jest technika, jest ciężar i jest klimat. Jeśli zespół utrzyma ten kierunek i jeszcze bardziej doszlifuje swoje pomysły, to kolejne wydawnictwa mogą być naprawdę mocne. A na razie — bardzo solidny strzał na otwarcie.
Wyd. Old Temple, 2025
Lista utworów:
1. Centuries of Conquest
2. Disempathetic Century
3. Smalltown Cult of Suicide
4. Full Circle
5. Genius of Genocide
6. Silencing the Voice of Reason
7. Cryptid Predator
8. World Rejection
9. Here Comes Mr Suicide
Ocena: -8/10
































