Codex Nero – Ordo Acherontis

(3 grudnia 2025, napisał: Prezes)


Codex Nero – Ordo Acherontis

Zacznę może od tego, że w dzisiejszych czasach naprawdę niewiele jest płyt, które potrafią człowieka szczerze zmęczyć — nie dlatego, że są słabe, tylko dlatego, że stawiają opór. Żyjemy w epoce, w której wszystko ma być przystępne, klarowne i od razu chwytliwe, nawet w ekstremalnym metalu. Dlatego kiedy trafia się album, który nie zachęca, tylko odpycha, który nie podaje słuchaczowi niczego na tacy, który zamiast przyciągać — od razu spycha w otchłań, to ja od razu mam na niego większy apetyt. I właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia przy „Ordo Acherontis”. Jeśli ktoś liczył, że Codex Nero po świetnym debiucie pójdzie w stronę większej komunikatywności, melodii czy jakiegoś pozornie „dojrzałego” wygładzenia brzmienia — no to mam złą wiadomość. Panowie poszli dokładnie w przeciwnym kierunku.

Od pierwszych minut słychać, że to materiał nieprzystępny, gęsty, trudny, wręcz lepki. Tam nie ma za co się złapać — dosłownie dwa, może trzy riffy stanowią jakiekolwiek punkty orientacyjne. Reszta to świadomie utkany chaotyczny nieład, pogmatwany, dysonansowy, budowany tak, by słuchacz stale czuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. Dominują tremola — jedne szybkie i agresywne, inne wolniejsze, ale wszystkie tworzące poczucie niepokoju i napięcia. To właśnie ta trudna, nieczytelna struktura sprawia, że album jest tak bardzo „nie dla wszystkich”. I to jest piękne. Metal nie ma być miły, wygodny i łatwy w konsumpcji. Ma być brudny, chamski, niedostępny — i „Ordo Acherontis” realizuje tę filozofię wzorowo.

Trzeba jednak przyznać, że w tym nieładzie kryje się metoda. Pomiędzy ciosami wściekłych tremol trafiają się motywy klimatyczne, transowe, niemal religijne, które budują klimat rytuału. W kilku momentach miałem wrażenie, że obcuję z jakąś bluźnierczą liturgią — powtarzalną, hipnotyczną, celowo pozbawioną punktu wyjścia i dojścia. W sferze dźwięków pobocznych dzieje się równie dużo: szumy, szepty, dziwne pogłosy i noise’owe naleciałości rozsiane gdzieś w tle potęgują uczucie szaleństwa i duchoty. Najbliżej temu do sceny francuskiej, z jej obsesją na punkcie dysonansu i transowej mantryczności.

Technicznie album robi niemałe wrażenie. Brzmienie jest specyficzne — w wolniejszych momentach w miarę klarowne, a w szybszych, bardziej poszarpanych — ciężkie, zbasowane, przytłaczające, jakby ktoś wtłaczał słuchacza w beton. To właśnie ta zmienność tonów i gęstości powoduje, że ten album potrafi brzmieć chwilami niemal industrialnie, a chwilami sakralnie. Wokale wpisują się w ten koncept idealnie: krzykliwe, złowieszcze, monotonne — ale nie dlatego, że brakuje pomysłów, tylko dlatego, że taka jest ich funkcja. Mają nie prowadzić melodii, tylko pełnić rolę złowrogiego kaznodziei stojącego w centrum rytuału. Tam, gdzie w tle dołożone są szepty, pogłosy czy dziwne zawodzenia, klimat tylko gęstnieje.

W tym wszystkim trafiają się też przebłyski czegoś bardziej „ludzkiego”: kilka naprawdę fajnych motywów gitarowych, czy prostych riffów, które na chwilę pozwalają złapać oddech. Ale to naprawdę chwile — migawki światła w tunelu, które zaraz znikają, gdy tylko ściana tremol i blastów wraca, by znów wszystko zmieść.

I tu dochodzimy do pytania: czy to album lepszy od debiutu? Trudno powiedzieć, bo jest zupełnie inny. Debiut miał więcej melodii, trochę więcej momentów, które mimo ekstremy potrafiły przyciągnąć uwagę. „Ordo Acherontis” jest odpychający, bardziej brutalny, bardziej chaotyczny, bardziej „nieprzyjemny”. Ale czy to wada? W żadnym wypadku. Jeśli zespół chciał stworzyć rzecz wymagającą, nieoczywistą, operującą na granicy black metalowego obłędu i rytualnego transu — to zrobił to doskonale.

Podsumowując — to album nie dla każdego. Nieprzystępny, odpychający, chaotyczny, gęsty, trudny do ogarnięcia za pierwszym, drugim, a czasem i piątym przesłuchaniem. Ale jeśli ktoś lubi, gdy muzyka nie prowadzi go za rękę, tylko zmaga się z nim, testuje jego cierpliwość i skupienie, to z tą płytą powinien się zaprzyjaźnić. Codex Nero pokazuje, że potrafi iść pod prąd.

 

Wyd. Liber Khaos Productions, 2025

 

Lista utworów:

 

1. Ordo Acherontia
2. Death as Metamorphosis
3. Ignis Maledicto
4. Abhorrent Death Eater
5. Tenebris Amenti
6. The Omen Heralds
7. Let the Darkness Reborn
8. Emissary

 

Ocena: 8/10

 

https://www.facebook.com/CodexNero/

divider

polecamy

NIHIL KAOS – MYSTAGOGUE Czarna Jucha – Zły duch SPHERE – INFERNO Devilpriest – Where I Am the Chalice, Be Thou the Blood
divider

imprezy

Święto metalu w Chorzowie już w piątek! 15/03/2026 – Patriarkh “Hacele 2026” + Królówczana Smuga + Ephialtes + Doctor Visor Kraków | Klub Studio 08/04/2026 – Hexvessel + Aluk Todolo + BaarRa 07/04/2026 – Miserere Luminis; Kraków, Klub Gwarek Grindcore Assault 19-21.02 29/03/2026 – Polar 28/02/2026 – Thy Worshiper 18/04/2026 – Black Metal Assault II 28/03/2026 – DESASTER w Krakowie (Klub Zaścianek) Elderwind i Cân Bardd w Krakowie Splot Światów 2026 – trasa koncertowa Czarny Bez & UKĆ 14/03/2026 – Impaled Nazarene + Witchfuck Savatage, Nevermore i Armored Saint zagrają w Warszawie
divider

patronujemy

Trzecia płyta ATERRA Narodowy spis zespołów – Artur Sobiela, Tomasz Sikora Premiera albumu „Szczodre Gody” Velesar NEAGHI – Whispers of Wings Taranis „Obscurity” ROCK N’SFERA 5 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation
divider

współpracujemy

Deformeathing Prod. Sklep Stronghold VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Wydawnictwo Muzyczne Pscho SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty