Angrrsth – Złudnia
(27 października 2025, napisał: Prezes)

Zacznę może od tego, że Angrrsth kibicuję od początku, czyli od EP-ki „Znikąd” z 2018 roku. Po jakimś czasie udało mi się poznać ich osobiście (i bardzo polubić), dlatego też mogę być tutaj mało obiektywny, choć będę się starał… Kiedy w 2021 roku ukazał się debiut „Donikąd”, wiedziałem, że nie mam do czynienia z kolejnym, przypadkowym projektem zrobionym na szybko, tylko z zespołem, który dokładnie wie, co chce grać. Teraz, cztery lata później, dostajemy „Złudnię” – album, który nie tylko potwierdza tę tezę, ale też pokazuje, że Angrrsth się rozwija, nabiera doświadczenia i coraz śmielej podkręca wszystkie swoje atuty.
Pierwsze, co rzuca się w uszy, to wściekłość. Ten materiał jest bardziej agresywny i bezkompromisowy niż jego poprzednicy. To chyba najbardziej wkurwiony materiał w dorobku zespołu, choć trzeba od razu zaznaczyć – to nie rewolucja, a naturalna ewolucja. Angrrsth zawsze potrafił łączyć black i death metal w sposób własny, a teraz po prostu robi to mocniej, szybciej i z większym przekonaniem. Wciąż słychać tu te rozpoznawalne charakterystyczne motywy gitarowe, dzięki którym po kilku sekundach wiadomo, z kim mamy do czynienia, ale całość jest jakby jeszcze bardziej agresywna, bardziej bezpośrednia i zadziorna. Kompozycje są rozbudowane, z licznymi zmianami tempa, przemyślane i poukładane – niby brutalne, a jednak bardzo logiczne. Wolniejsze, bardziej patetyczne fragmenty nadal się pojawiają, ale zdecydowanie dominują te szybkie, jadowite i kipiące energią. W muzyce jest mniej chwytliwych melodii, mniej tego, co można by nazwać „hiciarskim riffem”, ale za to więcej jadu, wściekłości i czystej, nieposkromionej siły.
Ogromną robotę robią tu wokale Hermanna – jeden z najlepszych punktów tego albumu. Są różnorodne, pełne ekspresji, ale zawsze brzmią autentycznie i z pasją. Wściekłe ryki, krzyki i blackmetalowe skrzeki tworzą gęstą ścianę emocji, często nakładane na siebie, co daje wrażenie chaosu – kontrolowanego, ale bardzo intensywnego. Tych czystych wokali jest tym razem mniej, jednak kiedy się pojawiają, to wciąż robią ogromne wrażenie. Czasem są to melorecytacje, półszeptane linie wokalne, które nie tylko kontrastują z agresją, ale też budują klimat, dzięki któremu ten materiał pozostaje tak „angrrstowy” i rozpoznawalny. To właśnie ten miks brutalności z subtelnością sprawia, że ten zespół wciąż wyróżnia się na tle innych rodzimych blackmetalowych projektów.
Na osobne brawa zasługuje perkusista Kuba, który zadebiutował tu w studyjnym składzie. Wpasował się w Angrrsth idealnie – jego partie są szybkie, różnorodne, dynamiczne, a chwilami wręcz brawurowe. W połączeniu z mocnym, nowoczesnym brzmieniem, które wysuwa bębny do przodu, daje to potężny efekt i dodatkową porcję energii. Całość brzmi soczyście i selektywnie, a mimo nowoczesnej produkcji nie traci nic z organiczności i charakteru. Chłopaki, do spółki z Przemkiem Nowakiem z Impressive Art Studio, ponownie zadbali o to, żeby wszystko miało odpowiedni ciężar i przestrzeń. W tle natomiast, przy uważniejszym słuchaniu, można wychwycić subtelne klawisze i delikatne orkiestracje – bardzo oszczędne, ale dobrze trafione, dodające głębi i nieco patosu, gdy tego trzeba.
Nie byłbym jednak sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił. Materiał jest może odrobinę nierówny – niektóre momenty są absolutnie topowe (jak otwierające „Kolejna pętla”, „Mane, Tekel, Fares” czy „Złudnia”), a inne, jak „Solve et Coagula”, sprawiają wrażenie lekkiego wypełniacza. Ale to drobiazg, bo tych drugich naprawdę jest niewiele… Całościowo płyta broni się znakomicie – energią, konsekwencją i przekazem. I choć „Złudnia” może być mniej przebojowa od debiutu, to nadrabia wszystkim innym: intensywnością, złością, emocją i świadomością tego, co zespół chce powiedzieć.
Angrrsth rozwija się, dojrzewa, ale nie zatraca siebie. Nie próbuje nikogo zaskoczyć na siłę, tylko robi swoje – i robi to coraz lepiej. „Złudnia” to nie tylko kolejny rozdział w ich historii, ale też potwierdzenie, że w toruńskim podziemiu nadal dzieją się rzeczy wyjątkowe. To materiał, który wymaga skupienia, ale odwdzięcza się z nawiązką. Bez kalkulacji, bez udawania – czysty, emocjonalny, autentyczny metal z krwi i kości.
Wyd. Godz ov War Productions, 2025
Lista utworów:
1. Kolejna Pętla
2. Mane, Tekel, Fares
3. Próg
4. Złudnia
5. Amor Fati
6. Solve et Coagula
7. Widziałem Go
Ocena: +8/10
































