Leash Eye – Destination: 125
(19 października 2025, napisał: Prezes)

Po kilku latach ciszy Leash Eye wracają z nowym albumem i robią to w sposób, którego można się było po nich spodziewać – bez kombinowania, bez rewolucji, ale z solidnym kopem i charakterem. „Destination: 125″ to materiał, który nie sili się na oryginalność, a mimo to słucha się go z autentyczną przyjemnością.
Już od pierwszych minut czuć, że to muzyka drogi – amerykański kurz, słońce i długie kilometry asfaltu. Południowy klimat sączy się tu z każdego riffu i każdego klawisza (tak, mamy tu też klawisze, o nich za chwilę). Brzmienie jest ciepłe, lekko brudne, z tym charakterystycznym „piaskiem między zębami”, który od razu kojarzy się z southern rockiem. W tej muzyce jest coś swojskiego i przyjaznego, ale jednocześnie prącego do przodu – słychać w niej zarówno luz, jak i moc.
Największą siłą płyty są moim zdaniem riffy – momentami wręcz hiciorskie, jak ten otwierający „String Puller”, który od razu ustawia słuchacza do pionu. To granie, które buja i niesie, nie próbując być cięższe, niż trzeba. Gitary potrafią być agresywne, ale nie zapominają o melodii. Z jednej strony mamy więc energię i napęd, a z drugiej trochę tego południowego luzu – może nie spokoju, ale właśnie tej gitarowej swobody, której wielu kapelom brakuje.
Sporo uroku wnosi też warstwa klawiszowa. Hammondy zazwyczaj siedzą gdzieś w tle, tworząc ciepłą tkankę brzmienia, ale kilka razy wychodzą na pierwszy plan, dostając swoje krótkie, charakterne solo. Ten element nadaje płycie oldschoolowego smaku i bardzo dobrze uzupełnia całość. Wokale to kolejny mocny punkt – różnorodne, dobrze zaaranżowane, bez tej przesadnej delikatności, która często psuje bardziej przystępne odmiany rocka. Gdzieniegdzie pojawiają się chórki, dobrze wtopione w tło, co dodaje kompozycjom przestrzeni i głębi. Całość przypomina momentami Black River – może nie bezpośrednio w brzmieniu, ale w tym samym podejściu: ciężar spotyka się tu z groove’em i rock’n’rollowym pulsem. „Destination: 125″ to właśnie taka płyta – fajna, dynamiczna, prąca do przodu, a przy tym mająca w sobie ten nieuchwytny luz.
Nie jest to materiał, który ma ambicję odkrywać coś nowego. Ale nie musi. Bo kiedy gra tak dobrze, to naprawdę mi niczego więcej nie potrzeba.
Wyd. Fonostrada Records, 2025
Lista utworów:
1. Some Like It Hot
2. Venom
3. Do or Die
4. Back to Hell
5. Big
6. A Trap
7. String Puller
8. Case Closed
9. The House of the Setting Sun
Ocena: 8/10
































