Formis – Bestiarius
(11 października 2025, napisał: Prezes)

Formis to nazwa, której kibicuję właściwie od samego początku, a że przez te lata udało mi się przejść z nimi przez każdą płytę – to mam też nie najgorszy punkt odniesienia. Tym większy szacunek, że mimo zawirowań kadrowych (których w historii Formis nie brakowało), zespół ani myśli się zatrzymywać. Nowy album zatytułowany „Bestiarius” to piąta już pełna płyta Formis i zarazem pierwsza, którą Hubert Nowak przygotował praktycznie w pojedynkę. Ot, tak się ułożyło po „Pogromcy”, że został sam na pokładzie, ale wcale nie czuć, by odbiło się to na jakości. Wręcz przeciwnie – „Bestiarius” brzmi jak bardzo świadomy i spójny materiał. Co więcej, to krążek krótki – niespełna pół godziny muzyki – ale treściwy i odpowiednio zbalansowany.
Już od pierwszych dźwięków czuć, że death metalowe wpływy są tu wyraźniejsze niż wcześniej – bardziej zdecydowane i intensywne, co słychać choćby w kilku blastach, potężniejszych zagęszczeniach czy momentami brutalniejszym riffowaniu. Nie znaczy to jednak, że Formis porzucił swoje thrashowe korzenie – thrash nadal pełni bardzo istotną rolę, zwłaszcza w motoryce i konstrukcji wielu kawałków. Ten charakterystyczny zadziorny riffing i siłowa energia nadal stanowią o tożsamości zespołu. Jak zwykle w muzyce Formis sporo tu gitarowych smaczków, które można wyłapywać niemal z każdego numeru – czy to w postaci świetnie wykręconych solówek, czy drobnych ozdobników i ornamentów, które skutecznie urozmaicają strukturę kompozycji. Nie jest to więc po prostu łojenie na jedno kopyto, a bogaty, różnorodny materiał, który zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem.
Brzmieniowo Formis też zrobił krok do przodu. Produkcja to profeska: selektywna, masywna, gary brzmią jak należy – potężnie, czytelnie i z odpowiednim kopem. Nie znalazłem tylko we wkładce kto je wbijał… może więc to automat? W każdym razie brzmi konkretnie. Dobrze wkomponowane melodyjne partie gitarowe dodają kolorytu, nie psując przy tym klimatu. I choć nie ma tu może hitów pokroju „Ostatni oddech” czy „Przeklęty” z poprzedniego albumu, to jednak zwartość i jednorodność „Bestiariusa” robi bardzo dobre wrażenie. To po prostu spójny, przemyślany materiał – może mniej przebojowy, ale bardziej świadomy.
Na osobny akapit zasługują wokale, bo tu działo się sporo. Za mikrofonem usłyszymy aż pięciu różnych wokalistów (!), co samo w sobie jest dość odważną koncepcją, ale – co zaskakujące – wyszło to nadzwyczaj dobrze. Brzmi to spójnie, mimo różnorodności barw i manier. Głosy nie przeszkadzają sobie, a wręcz dodają płycie ekspresji. Są momenty, gdy słychać inspiracje Nergalem (zwłaszcza Krzysztof „XYCHO” Kłosek z Horrorscope w utworze „Zmora”), ale generalnie to już nie są te same Frontside’owe wokale co na „Pogromcy”. Tu wszystko lepiej pasuje do bardziej deathmetalowego klimatu.
Podsumowując – „Bestiarius” to kolejny ważny krok w karierze Formis. Może i Hubert został sam, ale udowodnił, że wciąż ma pomysł i motywację, by ten zespół prowadzić dalej. To nie rewolucja, ale logiczny rozwój stylu, który Formis szlifuje od lat.
Wyd. Defense Records, 2025
Lista utworów:
1. Bies
2. Zmora
3. Bezkost
4. Wieszczy
5. Mor
6. Homen
7. Matoha
8. Czart
Ocena: 8/10
































