Martwa Aura – Lament
(18 września 2025, napisał: Prezes)

Martwa Aura to jedna z tych nazw, przy których od lat mam w notatniku postawioną gwiazdkę z dopiskiem: „bezwzględnie brać każdy nowy materiał!”. Ich kolejne płyty nie tylko nie rozczarowują, ale zwykle jeszcze bardziej cementują tę decyzję. Tak było i tym razem, choć na Lament przyszło nam trochę poczekać — ponad pięć lat od Morbus Animus. Warto było? No jasne.
Od pierwszych sekund czuć, że coś się tu zmieniło. Zaskoczył mnie ciężki, przytłaczający, wręcz brutalnie oblepiający klimat, który od razu przygniata słuchacza do ziemi. To nie jest black metal do kontemplowania przy świeczce – to black metal do duszenia w ciemnym zaułku. Teksty? Proste, bezpośrednie, pełne frustracji i beznadziei – i może właśnie dzięki tej prostocie działają tak mocno. Greg jak zwykle robi robotę – jego wokal to nie tylko krzyk, ale cały wachlarz emocji: wściekłość, pogarda, rezygnacja. To wszystko słychać i czuć. Warstwa muzyczna to z kolei świetnie znany miks szybkich, agresywnych partii i wolniejszych, bardziej przestrzennych fragmentów. Z jednej strony mamy tu surowe tremola, blastujące bębny i blackowy brud, z drugiej – wolne riffy, klimatyczne zawieszenia i te charakterystyczne dla Martwej Aury motywy, które porażają mroczną chwytliwością. Może nie ma ich aż tylu co na poprzednim albumie, ale jak już się pojawiają, to trafiają celnie i zostają w głowie.
Brzmienie? Z jednej strony chropawe, brudne, wręcz ścierne w tych najbardziej agresywnych momentach. Z drugiej – zaskakująco czytelne i precyzyjne tam, gdzie trzeba. To miks, który działa na korzyść klimatu: nic tu nie brzmi za czysto, ale też nie ma chaosu, który by coś gubił. Każdy riff, każdy werbel i każdy wrzask Grega dociera gdzie powinien. Na plus także okładka – może nie jest to przełom w estetyce gatunku, ale wciąż coś świeżego, dobrze dopasowanego do klimatu tej płyty. Wszystko tu się zgadza.
Na dziś nie potrafię jeszcze jednoznacznie powiedzieć, czy Lament przebił Morbus Animus. Na pewno to inna płyta, z innym nastawieniem i innym ciężarem emocjonalnym – i to samo w sobie jest już wartością. Na pewno nie ma mowy o żadnym kroku wstecz, przeciwnie – Martwa Aura znowu pokazała, że nie stoi w miejscu i potrafi dostarczyć materiał, który zostaje w głowie na długo.
Wyd. Malignant Voices, 2025
Lista utworów:
1. Lament pierwszy
2. Lament drugi
3. Lament trzeci
4. Lament czwarty
5. Lament piąty
6. Lament szósty
7. Morbus Animus II
Ocena: +8/10
































