RÄUM – CURSED BY THE CROWN
(20 lipca 2023, napisał: Robert Serpent)

Słuchając Belgów z Räum, po raz kolejny wróciły do mnie pewne przemyślenia i refleksje. Być może Belgowie mają nieco pecha, że te refleksje nachodzą mnie akurat podczas odsłuchu ich debiutanckiego albumu, ale czasem człowiek ma różne myśli, przypuszczenia, czy też wnioski. Inna kwestia to fakt, że nie zawsze są one słuszne.
Räum to kapela młodziutka stażem, istnieją zaledwie od trzech lat, patrząc na przeszłość muzyków, zbyt wiele wspólnego z black metalem nie mają, oprócz wokalisty, który udziela(ł) się w jakiejś post-black metalowej kapeli, z podobnym stażem, co opisywany tutaj Räum. Reszta muzyków raczej z czarnym metalem do tej pory nie obcowała, chyba, że jest to mocno ukrywane ;)
O co chodzi z tymi refleksjami ze wstępu? Otóż, czasem odnoszę nieodparte wrażenie, że niektóre kapele próbują na siłę wstrzelić się w koniunkturę, ktoś nagle odkrywa, że black metal w sumie jest zajebisty, ktoś wyśmiewając się wcześniej z death metalu, nagle zmienia zdanie i wraca po latach na scenę udając mrocznego typa, obwiesi się łańcuchami i porzuca groźnymi spojrzeniami i też jest zajebisty. Nie oszukujmy się, tak się dzieje, działo i zapewne będzie tak nadal. Pytanie, czy tak jest w przypadku Belgów? Nie mam bladego pojęcia i nie będę rzucał żadnych posądzeń, ale będąc zupełnie szczerym, już samo rzucenie okiem na wygląd muzyków, jakoś mnie zniechęcało do słuchania Räum. Ja wiem, że nie szata zdobi człowieka, że nie ocenia się książki po okładce, płyty również itp. itd. Ale… No właśnie zostaje to „ale”. Nic nie poradzę, że jestem starszej daty i wywodzę się ze starej szkoły. Dobra, dość wywodów, czas na zajęcię się samą muzyką.
Räum para się black metalem, problem w tym, że raz mnie ten ich black metal najzwyczajniej drażni, by za chwilę „wjechać” w takie rejony, jakie robią mi cholernie dobrze. Pierwsze co przykuwa uwagę to niesamowicie dopieszczone i perfekcyjne brzmienie, trzeba obiektywnie przyznać, że ten album brzmi naprawdę potężnie. Tutaj nie można się dowalić do dosłownie niczego. Räum miesza black metal w stylu „tępego napierniczania”, potrzebnego komuś, jak pewnej pani, uprawiającej najstarszy zawód świata majtki, z bardziej klimatycznymi zwolnieniami, ze szczyptą psychodelii. I właśnie te zwolnienia zatrzymały mnie przed chęcią początkowego zmieszania z błotem „Cursed by the Crown”. Na szczęście jest ich sporo na albumie i naprawdę potrafią zwrócić na siebie uwagę. Sporym minusem całości jest wokal, niesamowicie irytujący i jednostajny skrzek, potrafiący doprowadzić do szału, wprawdzie pojawiają się tu i tam jakieś czyste wokale, ale akurat ich jest jak na lekarstwo.
Płyta trwa niespełna 37 minut, najchętniej usunąłbym z niej pierwszy utwór pt. „Andromeda”, bo on mi bruździ i wprowadza spory mętlik w głowie. Na całe szczęście Belgowie nie brną głębiej w tępe napierdzielanie bez sensu, ładu i składu, i mają trochę ciekawych pomysłów do zaprezentowania słuchaczowi. Räum stawia na rozbudowane kompozycje, czasem być może na siłę przedłużając czas trwania utworu, ale nie jest to aż tak irytujące i rażące. Pojawiają się akustyczne gitary (jak chociażby w „Fallen Empire”, jak również w „Beyond the Black Shades of the Sun), a w dodatku riff jaki wjechał w zamykającym album utworze, dosłownie położył mnie na łopatki. Ogólnie ostatni, żeby było ciekawiej, najdłuższy kawałek (czas trwania nieco ponad 12 minut), pokazuje ogromny potencjał jaki tkwi w Räum. Mam wrażenie, że to jest droga, którą powinni podążać w przyszłości. Sporo akustycznych gitar na koniec, przyjemne motywy instrumentów klawiszowych i szczypta psychodelicznych sampli. Słuchając ostatniego utworu i porównując go do tego co słyszałem na początku „Cursed by the Crown”, wydaje się, że słucham dwóch różnych zespołów. Mało tego, „Beyond the Black Shades of the Sun” jest tak zaaranżowany, że nawet ten skrzek jakby mniej przeszkadzał i nie przykuwał większej uwagi.
I bądź tu mądry, początek płyty wręcz odrzucający, a koniec zupełnie odwrotnie. Wiecie co? Ja mimo wszystko to kupuję. Może jestem naiwny, ale uważam, że Räum ma w sobie wielki potencjał, a pewne rzeczy należy wybaczyć, wszak mamy do czynienia z debiutanckim krążkiem. Czas pokaże co stanie się z Belgami i jaką pójdą drogą, na chwilę obecną wyglądają na kapelę szukającą drogi i ciut błądzącą, ale za to wielce utalentowaną. Będę się im przyglądał z ciekawością, mam nadzieję, że się nie zawiodę. Dostają ode mnie kredyt zaufania, a „Beyond the Black Shades of the Sun” będzie przez dłuższy czas wałkowany w odtwarzaczu.
Wyd. Les Acteurs de l’Ombre Productions, 2023
Lista utworów:
1. Andromeda
2. Cursed by the Crown
3. Fallen Empire
4. Beyond the Black Shades of the Sun
Ocena: +7/10
































