MUR – Truth
(11 czerwca 2021, napisał: Prezes)

Ja nie wiem co oni tam w tej Francji biorą, ale fakty są takie, że największy odsetek muzyki „dziwnej i nieszablonowej” przychodzi do nas właśnie z tego kraju. Idealnym przykładem jest zespół MUR, który wypuścił całkiem niedawno EPkę „Truth”. Jak na EPkę jest to jednak materiał stosunkowo długi, bo trwa ponad pół godziny. Już po nieszablonowej szacie graficznej i kolorystyce tego materiału widać, że będzie to coś niezwykłego… i choć sama forma wydania (trzypanelowy digi, brak wkładki) podoba mi się raczej średnio to grafiki trochę intrygują. Muzycznie natomiast jest to już kosmos. Panie, czego tu nie ma?! Toż to istne pomieszanie z poplątaniem, które jednak – o dziwo – jest nawet słuchalne. I tak mamy tu elementy black metalowe (czy też post-blackowe), do tego jakieś hard-core’owe riffy i nawet lekko sludge’owe klimaty. Na wszystko to nałożona jest elektronika, lekko zmiękczająca całość i momentami wprowadzająca sporo przestrzeni. Przede wszystkim ten materiał jest dość wymagający i osoba przesłuchująca go po raz pierwszy bez odpowiedniego skupienia może odnieść wrażenie przytłoczenia z pozoru nie pasującymi do siebie dźwiękami. Bo tak w jednym kawałku mamy obok siebie mocno chaotyczny, black metalowy huragan, zmieniany za chwilę miękkimi i przyjemnie melodyjnymi klawiszami, by jeszcze chwilę później usłyszeć zajebiście połamane core’owe riffy, którym asystuje chora elektronika. Muzyka MUR budowana jest właśnie na bazie takich kontrastów, gdzie obok zaawansowanych technicznie, mocno pokręconych i dusznych momentów funkcjonują te proste, przejrzyste, niemal chwytliwe. Wyobraźcie sobie, że jeden z zamieszczonych tu kawałków to cover brytyjskiej grupy Talk Talk, zajmującej się tworzeniem dźwięków z pogranicza synth pop i art rock. Co ciekawe, utwór ten, odpowiednio przerobiony przez MUR brzmi bardzo przekonująco. Ostatni na płycie, tytułowy „Truth” to już w ogóle odlot w stronę tego elektronicznego kosmosu bo mamy tu 10-minutowego kolosa, który jest połączeniem jakiegoś retro-elektro, dark synthwave, czy nie wiem jak to jeszcze nazwać z jakimiś klimatami ocierającymi się o Dream Theater. Naprawdę trzeba sporo samozaparcia, by wytrzymać „ten pierwszy raz”, ale uwierzcie mi – potem jest już tylko lepiej. W jakiś niewytłumaczalny sposób te dźwięki z czasem wciągają i po prostu człowiek zaczyna się z nimi osłuchiwać. Jeśli o produkcję chodzi to tutaj nie miałbym większych zastrzeżeń, może poza brzmieniem stopy, która w szybszych partiach zaczyna się mocno rozmywać i gubi się gdzieś z tyłu. To samo można powiedzieć o wokalu, który przez większość czas jest charkliwo-skrzekliwy i ginie gdzieś w tle poza innymi instrumentami (głównie elektroniką).
Cóż, na pewno nie jest to materiał łatwy w przyswojeniu, ale gdy da się mu szansę może pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście wspominać chyba nie muszę, że metalowi puryści i ortodoksi raczej nie maja tu czego szukać…
Wyd. Les Acteurs de l’Ombre Productions, 2021
Lista utworów:
1. Epiphany
2. Suicide Summer
3. Inner Hole
4. Such A Shame (Talk Talk cover)
5. Truth
Ocena: +7/10
































