Sacrofuck – Ekstaza Upodlenia
(19 czerwca 2020, napisał: Prezes)

Sacrofuck znam już jakiś czas, w zasadzie to od kasety „Skraj Świadomości”. Później były jeszcze dwa całkiem niezłe splity i to w zasadzie tyle. Zawsze miałem ich za porządny death metalowy band, solidny ale bez rewelacji. W zeszłym roku, po kilkunastu już latach działalności wydali oni wreszcie swój debiutancki, pełnoczasowy album… i wydaje mi się że jest to ich najlepsze dzieło. A w zasadzie to powinienem chyba powiedzieć „najgorsze”, bo ta muzyka jest po prostu zła. Ohydna, odrażająca, szpetna. Mówimy tu o death metalu, bardzo mocno zakorzenionym w klasyce gatunku. Brutalny i zajebiście bezpośredni death metal, który łączy w sobie amerykańskie podejście do tego gatunku (Repulsion, Autopsy) z wpływami brytyjskiego grind core’a. Nie ma tu absolutnie żadnego muzycznego zaskoczenia, ale też nikt go nie oczekuje. Ma być ostro, momentami prostacko i do przodu! Na całe szczęście nie jest to tylko jednostajna młócka, są też okazjonalne urozmaicenia. Z jednej strony potężne strzały w ryj, brutalne parcie naprzód, a z drugiej techniczne połamańce i pokręcone solóweczki, jak chociażby w utworze „Podobieństwo”. Fajnie się to wszystko zaplata i jest dość dobrze wyważone. Plusem sporym są też wokale, równie „złe” i obrzydliwe jak sama muzyka. Na pewno nie jest to przełom, ani najbardziej oryginalny krążek na świecie, ale mi takie granie bardzo siadło.
Wyd. Putrid Cult, 2019
Lista utworów:
1. Leszek P.
2. Czekam z ufnością
3. Podobieństwo
4. Śmierć spragniona
5. Nie znaczy nic
6. Palacz zwłok
7. Ogień
8. Obraz
9. Kłoda
Ocena: -8/10

































