KRINGA – FEAST UPON THE GLEAM

(15 września 2019, napisał: Robert Serpent)


KRINGA – FEAST UPON THE GLEAM

Część z czytających poniższą recenzję osób pewnie rzucało co jakiś czas okiem na niedawne „popisy” naszej piłkarskiej reprezentacji w meczu z narodową reprezentacją Austrii. Piszę o „popisach” w ironicznym tonie, bo nie dało się tego na trzeźwo oglądać. A mimo w miarę korzystnego rezultatu dla naszych „gwiazdeczek” Austriacy przejechali się po teamie Brzęczka w sposób ośmieszający naszą kadrę „kopaczy”.
Co ma wspólnego Kringa z tym żenującym spektaklem? Dokładnie tyle co nic, oprócz pochodzenia. Z ciekawości postanowiłem sprawdzić co tam słychać w austriackim podziemiu, bo nie jest żadną wielką tajemnicą, że oprócz kilku godnych uwagi kapel, w tym jednej najbardziej znanej i mocno przereklamowanej, austriacka scena black metalowa w porównaniu do naszej wygląda bladziutko.
Kringa tuła się już po scenie od dekady i właśnie za pomocą Terratur Possessions wypuściła na ten podły świat swój debiutancki album. Fakt faktem, że Austriacy mają na koncie już kilka wydawnictw, a uściślając trzy demówki i również trzy EP-ki, także nie obcujemy z nowicjuszami, którzy postanowili „zarobić” (żarcik okolicznościowy) na graniu black metalu.
Co zatem Kringa prezentuje na swoim pierwszym długograju? Przyznam, że między mną a Austriakami zaiskrzyło już przy pierwszym odsłuchu „Feast Upon the Gleam”. Ktoś powie, a bo jesteś pojebany i łykasz wszystko co czarne. Z pierwszym stwierdzeniem mogę się zgodzić ;) z drugim nie do końca. Debiut Austriaków być może nie „przenosi gór”, ale słychać na tym materiale sporo ciekawych pomysłów i czuć powiew świeżości. Sześć utworów zamkniętych w niespełna 45 minutach odważnie wpierdala się z butami do umysłu słuchacza i wcale nie ma zamiaru szybko go opuszczać.
Niby to dość prymitywne granie rodem z początku lat 90-tych z tzw. drugiej fali norweskiego black metalu, ale… No właśnie i tu jest to „ale”, przy którym wypada się zatrzymać. Proste gitarowe riffy zostały wmieszane w mroczną i uzależniającą resztę. Co mam na myśli pisząc o reszcie? Przede wszystkim bardzo zróżnicowane wokale, nie ograniczające się tylko i wyłącznie do „skrzeku”, mamy czyste męskie chóry, przerażające jęki, growle, opętane wrzaski, jednym słowem duet odpowiedzialny za te popisy (Berstuk i Vritra) wspiął się na bardzo wysoki poziom i odwalił kawał znakomitej roboty. Druga sprawa to kapitalna praca gitary basowej, za którą odpowiada wspomniany już Berstuk. Bas często wysuwa się na pierwszy plan i wbija się pod czaszkę tworząc z wokalami uzupełniający się kapitalnie monolit. Trzecia sprawa to sam pomysł na całokształt krążka. Ileż tu się dzieje… Mógłbym ustawić się z osobą, która stwierdzi, że wieje nudą ;) Zróżnicowane tempa nie sprawiają żadnego problemu muzykom i jak często się zdarza, że mówi się lub pisze o tym, że to te szybsze lub wolniejsze partie przypadły bardziej komuś do gustu, to w przypadku Austriaków nie ma miejsca na żadne przypadkowe dźwięki i całość tworzy doskonały kolektyw. Pojawiają się jakieś schizofreniczne ambientowe wstawki (zakończenie „Unwind the Gap Anew”), transowe i spokojniejsze fragmenty (początek „Cloak of Unbound Fears” z chorymi wokalami, kurwa ależ robią robotę te nieludzkie odgłosy) czy też mroczny, hipnotyczny i „bujający” ostatni na albumie „Eyers of Stone” (prosty, ale jakże rozpierdalający system riff przewodni) z dudniącym basem i… niespodzianka, zajebistymi i zróżnicowanymi wokalami.
Podsumowywując… Jedyną rzeczą jaką mogę zarzucić „Feast Upon the Gleam” jest fakt, że uzależnia i jest prawie jak nałóg. A jak wie każda średnio bystra istota nałogi są złe. Taki jest też debiut Kringa. Zły, paskudny, odrażający czyli jednym słowem idealny :)
Potężna dawka czarnego grania, która jestem przekonany, że namiesza dużo na scenie. Jeśli ktoś zwątpił w black metal to powinien za wszelką cenę rozglądnąć się za debiutem Austriaków i zadać sobie surową pokutę. Jeden z najlepszych albumów w black metalu w roku 2019 i jak dla mnie kandydat do tytułu „debiut roku”.
A ja zaczynam kolejny raz odsłuch… Zapamiętajcie koniecznie tę nazwę, Kringa nadciąga!

 

Wyd. Terratur Possessions, 2019

 

Lista utworów:

 

1. As Kaleidoscope Patterns Arise
2. Unwind the Gap Anew
3. To Sleep in Vermin Velvet
4. Eroding Passage
5. Cloak of Unbound Fears
6. Eyers of Stone

 

Ocena: +9/10

 

https://www.facebook.com/theblazeofkringa/

divider

polecamy

BORGNE – Y Nekkrofukk – Antikkrist Venomous Uteroplacental Injekktor of Goat Semen & Mephistophallus Thermonukklear Messiah Violation PLANET HELL – 2019 MISSION TWO CELL – ANCIENT INCANTATIONS OF XARBOS
divider

imprezy

The Last Words of Death: Czort / Funeral Mass / Trwoga / Ortsul / Mol’Ekh Łysa Góra & Madrugada World Music w VooDoo Club Koncertowy After po Powitaniu Lata w Twin Peaks Harley-Davidson Velesar – trasa koncertowa „Bratnia Krew” Runika i Morhana na Letniej Scenie VooDo Loneliness Tour / LaNina Knock Out Productions prezentuje koncert Amon Amarth w Warszawie! Ancient Rites na dwóch koncertach w Polsce Ancient i Acherontas na dwóch koncertach w Polsce Piąta edycja wrocławskiego festiwalu została odwołana! Mystic Festival 2020
divider

patronujemy

ROCK N’SFERA 3 i 4 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation Premiera nowego albumu Nekron – Psychosis Uerebos – Tormented by Faith Planet Hell – Mission One Nowy NEKKROFUKK!!! Vibrant – The hell is around me Hectic – Exist to Burn Zorormr – Corpus Hermeticum Last Grey Ocean – debiutancka płyta HYPERIAL – Blood And Dust Unsaint – Watch Them Bleed
divider

współpracujemy

Musick Magazine nr 30 VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Radio ProRock Galicja Productions Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty