DESERT NEAR THE END – OF FIRE AND STARS

(8 czerwca 2019, napisał: Robert Serpent)


DESERT NEAR THE END – OF FIRE AND STARS

Chociaż Grecy z Desert Near The End byli już recenzowani na naszych łamach, nie będę ukrywał, że jest to mój pierwszy kontakt z ich twórczością, a jak się okazuje, to niemal weterani sceny metalowej. Wcześniej jako The Eventide (w roku 2007) wydali jeden duży album i jedno demo, by w roku 2010 przemianować się na Desert Near The End. Płyta, którą poniżej opiszę to jest już czwarty długograj pod „nową” nazwą. A dlaczego nie słyszałem, czy też słyszałem, ale nie zwracałem uwagi na ten band? Otóż zaszufladkowany jest jako zespół obracający się w klimatach power/thrash, a jak widzę „power” to gorzej chyba na mnie tylko działa metalcore i gothic.
„Zaszufladkowanie” w tym wypadku zadziałało zatem na mnie jak spray przeciwko komarom, na te latające cholery, ale skoro dostałem płytę do zrecenzowania to należy czynić swoją powinność.
Odpalam i już na wstępie zaskoczenie… Nisko nastrojone gitary, agresywny wokal (jak ja się cieszę, że nie mam tu do czynienia z wyciem kastrata, jakże charakterystycznym dla miłośników smoków, rycerzy i śpiącej królewny) i blasty, wcale nie pojawiące się okazjonalnie. Power metal? Ja pytam jaki power metal? Nie wiem, być może wcześniej muzyka Greków brzmiała inaczej? Nie mam porównania, bo jak wspomniałem jest to moje pierwsze zderzenie z twórczością Desert Near The End.
Zamiast nieszczęsnego power metalu, ja na „Of Fire and Stars” słyszę sporo death metalu, wprawdzie tej bardziej melodyjnej odmiany, słyszę tutaj również dużo thrash metalu, nie da się nie dostrzec heavy metalowych korzeni i powiedziałbym, że można doszukać się jakichś pierwiastków… black metalu (weźmy taki początek utworu pt. „Across the Desert”). Generalnie słychać, że mamy do czynienia z muzykami kompletnymi (że się tak wyrażę), warsztat techniczny, pomysł na muzykę i jej wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie. O brzmieniu nie wspomnę, bo przy takim stażu i doświadczeniu muzycznym to jest oczywiste. Jest konkretnie, gitary tną jak wkurwione zmutowane komary (piszę o zmutowanych, bo te zwykłe to bzyczą, a tutaj o bzyczeniu nie mam mowy, jest ciężko, momentami nawet bardzo). Mogłoby się wydawać, że połączenie tylu gatunków metalu to coś w rodzaju dodania do bigosu powidła. Otóż, guzik prawda! Członkowie Desert Near The End wszystko mają pod pełną kontrolą, nie ma żadnych przypadkowych dźwięków, wszystko ze sobą współgra i tworzy potężny kolektyw. Ileż na tym albumie się dzieje? Nie ma monotonii, jest pełno smaczków i nie ma mowy o żadnych schematach. Weźmy taki „The Highest Hill”, początek akustyczny (wszystkie te akustyczne wstawki nieodparcie kojarzą mi się ze starszym Iced Earth), za chwilę jednak panowie dosłownie urywają głowę ciężarem gitar, świetną robotę wykonują nakładające się na siebie wokale, oba agresywne, ale jeden ciut bardziej melodyjny, do tego nieprzeciętne solówki gitarowe i atakujące znienacka blasty.
Siódmy utwór na płycie, „Throne of Martyrdom”, swym początkiem ujebał mi głowę u samej dupy. Sam się dziwię, że mogę dalej pisać. Chwila wyciszenia, akustyczna gitarka i czysty wokal (a’la Iced Earth) i ponownie riffy, które można porównać do piły ucinającej głowę, żeby było ciekawiej pojawiają sie również blasty.
Nie biorą jeńców ci Grecy… Kolejny utwór „The Final Frontier „, znowu zaczynamy akustycznie (zgadnijcie z kim mi się kojarzy haha), znowu potężne gitary, troszkę heavy metalowych melodii i blasty. Co istotne, wszystko jest robione w sposób niespodziewany, nie na zasadzie „akustycznie, napierdalamy, refren, itp.” (kolejność przypadkowa). Słuchając tego albumu człowiek nie jest w stanie przewidzieć co wydarzy się za chwilę, to ogromny atut „Of Fire and Stars”. Jest ciężko, potężnie, szybko, melodyjnie, zaskakująco… Jest bardzo wciągająco.
Jakbym powiedział, że panowie odwalili kawał dobrej roboty to tak jakbym nic nie powiedział. Ten album wręcz sie prosi do kolejnych przesłuchań, a muzyka jest tak skonstruowana, że za każdym przesłuchaniem słuchacz odkrywa coś nowego. Jestem pod wielkim wrażeniem. Koniecznie rozglądnijcie się za tym krążkiem, płyta z gatunku tych, które długo nie opuszczają odtwarzacza.

 

Wyd. Total Metal Records, 2019

 

Lista utworów:

 

1. A World Beyond
2. The Call of the Stars
3. ‎Light Long Dead
4. Across the Desert
5. Earth and Water
6. The Highest Hill
7. Throne of Martyrdom
8. The Final Frontier
9. Of Fire and Stars

 

Ocena: +8/10

 

https://www.facebook.com/DesertNearTheEnd/

divider

polecamy

NIHIL KAOS – MYSTAGOGUE Czarna Jucha – Zły duch SPHERE – INFERNO Devilpriest – Where I Am the Chalice, Be Thou the Blood
divider

imprezy

Święto metalu w Chorzowie już w piątek! 15/03/2026 – Patriarkh “Hacele 2026” + Królówczana Smuga + Ephialtes + Doctor Visor Kraków | Klub Studio 08/04/2026 – Hexvessel + Aluk Todolo + BaarRa 07/04/2026 – Miserere Luminis; Kraków, Klub Gwarek Grindcore Assault 19-21.02 29/03/2026 – Polar 28/02/2026 – Thy Worshiper 18/04/2026 – Black Metal Assault II 28/03/2026 – DESASTER w Krakowie (Klub Zaścianek) Elderwind i Cân Bardd w Krakowie Splot Światów 2026 – trasa koncertowa Czarny Bez & UKĆ 14/03/2026 – Impaled Nazarene + Witchfuck Savatage, Nevermore i Armored Saint zagrają w Warszawie
divider

patronujemy

Trzecia płyta ATERRA Narodowy spis zespołów – Artur Sobiela, Tomasz Sikora Premiera albumu „Szczodre Gody” Velesar NEAGHI – Whispers of Wings Taranis „Obscurity” ROCK N’SFERA 5 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation
divider

współpracujemy

Deformeathing Prod. Sklep Stronghold VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Wydawnictwo Muzyczne Pscho SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty