Indignity – Realm of Dissociation
(20 stycznia 2018, napisał: Prezes)

Indignity rzygnęło debiutanckim materiałem. Czas najwyższy bo demówka „Decrepitude” smaka mi narobiła… Wszystko zaczyna się od dobrego intra. Wiele razy tu już podkreślałem że intr za bardzo nie lubię bo przeważnie są słabe i pełnią rolę wypełniaczy. Co innego jak jest to intro które w jakiś sposób łączy się z całością, albo jest po prostu dobre. Tak właśnie jest w tym przypadku. Płytkę otwierają tajemnicze, bardzo niepokojące dźwięki, jakby żywcem wyjęte z jakiegoś horroru z lat 80. Dalej jest już to, czego można się było po chłopakach spodziewać. Ostry wpierdol w klimatach brutalnego death metalu. Niby nic nowego, a jednak jest to bardzo słuchalne. W odbiorze pomaga przede wszystkim świetne, soczyste, odpowiednio ciężkie, ale też przejrzyste brzmienie wykręcone w Studio Orion. Kolejną istotną zaletą „Realm of Dissociation” jest przyswajalność tej płyty. Czasami zespoły w tym gatunku ścigają się byle tylko szybciej, brutalniej i bardziej technicznie. Tutaj tego nie ma. Zapomnijcie o jakimś maniakalnym brandzlowaniu się na gryfie i kompozycjach w stylu ultra szybko – brake down – ultra szybko. Owszem panowie z Indignity to na pewno nie techniczne ułomki i momentami wykręcają naprawdę srogie wywijasy, ale techniczne popisy same w sobie nie są tu wartością. Liczą się kompozycje jako całość, a te są naprawdę zróżnicowane. Jest szybko, jest wolno, jest technicznie, ale też momentami melodyjnie. Wszystkie utwory płyną do przodu swobodnie, pełne chwytliwych, nośnych zagrywek. Co jakiś czas wyłaniają się różne aranżacyjne smaczki, niekoniecznie słyszalne przy pierwszym przesłuchaniu, ale w końcu to bardzo intensywny materiał, więc wymaga sporo uwagi od słuchacza. Gdy tylko się trochę wsłuchać to wychodzą wszystkie te basowe połamańce, pokręcone solóweczki czy nietypowe zagrywki Takiego na garach. Wokalnie to raczej klasyka gatunku, bez żadnych udziwnień, czyli kosmaty niedźwiedź, ustępujący miejscami pola świniakowi.
Ogólnie debiut bardzo na plus, wydany schludnie w formie trzystronicowego digipacka, niestety bez książeczki. Jeśli lubicie death metal łączący brutalność z groovem to polecam sprawdzić Indignity, także w wydaniu koncertowym, bo Panowie na żywca mielą aż miło!
Wyd. Sliptrick Records, 2017
Lista utworów:
1. Genotype of a Murderer
2. Addicted to Brutality
3. Embodiment of Internal Corruption
4. Bloodlust
5. Consumed by Anhedonia
6. Skull Trepanation
7. Whine of Conceit
8. Violence Escalation
9. Keratoprosthesis
Ocena: 8/10

































