Lethaeos – Pillar of hope

(13 września 2016, napisał: Pudel)


Lethaeos – Pillar of hope

Trzeba przyznać, że Francuzi z działającego od trzech lat Lethaeos przyłożyli się mocno do wizualnej strony swojego debiutanckiego (i od razu pełnometrażowego) wydawnictwa – elegancki cardsleeve czy jak to się tam zwie, nie taniocha w jakiej obecnie coraz więcej płyt wychodzi, tylko opakowanie mogące się kojarzyć z tymi japońskimi replikami winyli dla snobów. Do tego ciekawa okładka i w środku ni to steampunkowe, ni to „horrorowe” grafiki. No ale piszemy tutaj podobno o muzyce, nie o okładkach czy opakowaniach. No i skłamałbym mówiąc, że „Pillar of hope” od razu mnie wgniótł w fotel. Wręcz przeciwnie. Gdy po ciekawym, kosmicznym intrze rozległy się pierwsze gitarowe dźwięki pomyślałem sobie „O nie, znów!”. No bo mamy tutaj deathcorowe szarpanie, łamane rytmy i ogólną „nowoczesność” z wrzeszczanym wokalem. Czyli dokładnie to co po pierwsze już się robi lekko przebrzmiałe a po drugie najczęściej zwyczajnie mnie nudzi. Jednak głupio by tak było zlać ten materiał i po jednym odsłuchu walnąć kilka ogólników, więc co jakiś czas sobie ten CD dawkowałem. I o ile na pewno die hard fanem grupy i takiego stylu już raczej nie zostanę, tak jednak początkowy pogląd na ów materiał zrewidować musiałem. Bowiem dzieje się tu naprawdę sporo i to nie w sensie dowalania coraz to kolejnych załamań tempa i innych tego typu rzeczy, ale raczej o klimat, budowanie nastroju. Gdzieś mi tam w tle za tymi ciężkimi gitarami miga od czasu do czasu psychodeliczna nutka, to zaś jakiś stonerowy riff się trafi. A dosyć często wychodzą lekko kosmiczne klimaty rodem z Forestowych płyt Voivoda. No i przede wszystkim kawałki są tak zrobione, że z przyjemnością można tego posłuchać, muzyka nie męczy – a mam wrażenie że wielu z tych naśladowców Meshuggah czy innego Dillingera za cel sobie stawia wywołanie u słuchacza bólu głowy. Oczywiście pewne rzeczy mnie tu nie przekonują – czyste wokale pojawiające się od czasu do czasu, to jak to zwykle w takim graniu lekki dramat, miejscami się wkrada w te granie jakiś taki dziwny, ja wiem, patos? Całościowo jednak materiał pozostawia dobre wrażenie, choć mam takie wrażenie, że jakby panowie (i pani basistka) pewne rzeczy uprościli na rzecz większego napierdolu to by jeszcze lepiej było. Ale co ja tam wiem…

 

Wyd. własne zespołu, 2016

 

Lista utworów:

 

1. Intro / It Comes
2. They Conspire
3. Visceral
4. Impur Wind Whistles
5. Waves of Sand
6. Few pale Stars
7. Pillar of Hope
8. Painless I Leave This World

 

Ocena: 7/10

 

https://www.facebook.com/lethaeos

divider

polecamy

Martwa Aura / Odour of Death – Credo in Mortem BLACK MASS – WARLUST Entropia – Vacuum Moonreich – Fugue
divider

imprezy

Killsound metal fest. Black Waves Fest vol.4 DESTROYERS wraca na Śląsk po ponad 25 latach! koncerty Frightful SeaFall, Bloodisle, Faith Lost Jungle Rot i Une Misere na wspólnym koncercie w Polsce koncerty Mastemey Behemoth: Trasa “Ecclesia Diabolica Baltica” Prog In Park III Foad Fest III Philip H. Anselmo & The Illegals “Pantera Set” w Warszawie Wszystkie zespoły MYSTIC FESTIVAL 2019 znane Moonspell i Rotting Christ w Polsce Deströyer 666 i Dead Congregation w Polsce
divider

patronujemy

ROCK N’SFERA 3 i 4 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation Premiera nowego albumu Nekron – Psychosis Uerebos – Tormented by Faith Planet Hell – Mission One Nowy NEKKROFUKK!!! Vibrant – The hell is around me Hectic – Exist to Burn Zorormr – Corpus Hermeticum Last Grey Ocean – debiutancka płyta HYPERIAL – Blood And Dust Unsaint – Watch Them Bleed
divider

współpracujemy

VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Nowy numer Musick gotowy. Radio ProRock Galicja Productions Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty