Cemetery Whore / Nuclear Holocaust / Hell United / Necrosodomistical Slaughter – Infected By Oldschool
(16 lipca 2016, napisał: Prezes)

Co za zwyrol wymyślił takie wydawnictwo? Ponad godzina bezkompromisowej, oldskulowej jatki, 36 utworów i cztery kapele. Przecież normalny człowiek nie byłby w stanie przyjąć naraz takiej dawki! My tu jednak o normalnych ludziach nie rozprawiamy tylko o porządnych płytach, a ta jest na tyle porządna, że taki poukładany (hehe) człowiek jak ja potrafi ją przesłuchać nawet i trzy razy z rzędu. Wszystko zaczyna się od Cemetery Whore, czyli jedynego zespołu na płycie o którym wcześniej nic nie słyszałem. Ich część to trzy kawałki zatęchłego, mocno już nadgryzionego zgnilizną mięcha. Zaczyna się jak Vader za starych czasów, nawet świdrująca solóweczka podobna, ale później jest już raczej w stronę Autopsy. Mało skomplikowane, ale dobre defowe granie, warto więc sprawdzić ich kolejne wydawnictwa… Jako drugi nasze narządy słuchu atakuje Nuclear Holocaust. Ich część to jedenaście szybkich i krótkich strzałów, które łączą w sobie elementy mocarnego death metalu, nośnego thrashu i szalonego grindcore’a. Dobrze skrojone, niemalże „chwytliwe” riffy i punkowa energia to wybuchowa mieszanka, która niszczy wszystko na swojej drodze i skutecznie złamie kark wszystkim wielbicielom takich crossoverowych klimatów. Druga kapela i drugi killer! Teraz przenosimy się w klimaty bardziej mroczne, bluźniercze. Następny w kolejce jest Hell United, czyli kapela z nieco większym stażem, niż dwie poprzednie. Tutaj mamy dwa kawałki z reha z 2014 roku. Może brzmienie nie powala na kolana, ale za to muza niszczy! Świetne wokale, zajebisty, smolisty klimat i kilka takich riffów, że po prostu z butów wyrywa! Ostatnia część płyty należy do Necrosodomistical Slaughter, czyli mamy powrót do nieco bardziej tanecznych klimatów. Dwadzieścia krótkich, około minutowych strzałów spod znaku oldksulowego grand core’a. Co ważne nie jest to młócka na jedno kopyto, lecz solidna dawka zróżnicowanej, ekstremalnej muzy, w której jest miejsce zarówno dla potężnych zwolnień, jak i mega szybkich galopad. Oczywiście wszystko to podane jest z jajem i odpowiednią dawką humoru, jak na ten rodzaj muzy przystało.
Godzinka mija jak z bicza strzelił, uszy trochę bolą, ale same wołają o kolejną dawkę takich kojących dźwięków. Podsumowując: Splicik że mucha nie siada… oczywiście nie dla normalnych i wrażliwych.
Wyd. Defense records, 2016
Lista utworów:
































