Pogavranjen – Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem
(19 kwietnia 2016, napisał: Paweł Denys)

Moja dotychczasowa znajomość z muzyką Pogavranjen nie była jakoś szczególnie zażyła. Ot, przesłuchałem jakieś fragmenty poprzednich wydawnictw, trochę się w nie wciągnąłem, ale nie na tyle, żeby zechcieć wejść w to głębiej. Z tego też powodu nie spodziewałem się jakichś wielkich wrażeń po najnowszej produkcji, której na imię „Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem”. Początkowe odsłuchy zdawały się potwierdzać moje przypuszczenia, ale też miałem świadomość, że jest to z pewnością materiał, któremu zdecydowanie warto się uważnie przyjrzeć, dać mu czas i uważnie się wsłuchiwać. Nie jest to z pewnością muzyka, która od samego początku rzuca się z nożem na słuchacza celem poderżnięcia gardła. Pogavranjen woli skrupulatnie, krok po kroku przejmować kontrolę czyniąc z odbiorcy niemalże fanatycznego wyznawcę. Nie ma innej opcji, albo pokochacie ten album bezwarunkowo albo zostaniecie z głupią miną i nic z niego nie zrozumiecie. Trzeba sporo samozaparcia, aby dotrzeć do sedna tej płyty, ale już teraz mogę wam zaręczyć, że warto. Warto uważnie wsłuchiwać się w każdy pojedynczy fragment, warto odkrywać po kolei niesamowite pomysły, które zostały tu zawarte. Ten zespół nie ma żadnych ograniczeń, gra dokładnie to co chce i jak chce. Niby czuć tu jeszcze black metal, ale odnosi się to bardziej do klimatu całości niż czysto muzycznej strony całości. Ta jest zdecydowanie awangardowa. Praktycznie nie ma tu utworu, który nie zaskakiwałby czymś nietuzinkowym, olśniewającym wręcz. Imponuje mi z jaką gracją Pogavranjen ucieka przed pułapkami, jakie tak otwarta forma muzyczna jest w stanie zastawić przed mało uważnymi twórcami. Niedaleka jest przecież droga pomiędzy geniuszem zaklętym w dźwiękach a śmiesznością. Tej drugiej, na szczęście, tutaj nie odnajdziecie. Czuć tutaj ogromną konsekwencję, czuć wielką chęć wyrywania się ze sztywnych ram, czuć olbrzymią ochotę do burzenia zastanego porządku i zbudowania na jego zgliszczach nowej jakości. Kto pewnie mi zarzuci, że zbytni ponosi mnie entuzjazm, ale wybaczcie, mam to gdzieś. Nie jestem absolutnie w stanie pisać o zawartości ” Jedva Čekam Da Nikad Ne Umrem” na chłodno. Za dużo tu emocji, za dużo znakomitej muzyki, która jak mało co potrafi zniewolić. Kręte są ścieżki, po których chce nas prowadzić Pogavranjen, ale warto zaryzykować. Warto poświęcić albumowi sporo czasu, a zwróci on się wam z nawiązką. Odkrywania i słuchania jest tu na wiele długich sesji. Z każdym kolejnym przesłuchaniem będzie w was rosło przeświadczenie, że oto macie do czynienia z płytą, która za kilka lat będzie wymieniana obok największych dokonań metalowej awangardy. Tak się jedynie na koniec zastanawiam, czy przypadkiem Pogavranjen już nie przerosło kilku bandów? To już jednak ocenicie sobie sami, a ja tymczasem zakładam ponownie słuchawki i uciekam przed otoczeniem w świat kreowany przez chorwacki ansambl. Szykują się kolejne godziny mocnych wrażeń.
Wyd. Arachnophobia Records, 2016
Lista utworów:
1. Keres
2. Maitreya
3. Parahaoma
4. Xolotl
5. Kalpa
6. Olam Ha – ba
Ocena: +8/10
http://www.facebook.com/Pogavranjen
