Bloodstained – Headless kingdom

(13 stycznia 2016, napisał: Paweł Denys)


Bloodstained – Headless  kingdom

Bloodstained sroce spod ogona nie wypadli, co oznacza tyle, że grają już kilka latek, ale dla mnie opisywany tu album to dopiero pierwszy kontakt z muzyką tego zespołu. Mieszanka metalu i hard core’a nie jest może tym, co mnie najmocniej w muzyce pociąga, ale kilka płyta na półce mam i zdarza mi się do nich raz na jakiś czas wracać. W większości jednak zdarza się tak, że tego typu dźwięki są w stanie znudzić mnie bardzo szybko i to na tyle, że więcej nie mam ochoty ich słuchać. Trudno mi trafić na zespół, który będzie się parał taką mieszanką i nagra na tyle ciekawą płytę, że zechcę słuchać jej dłużej niż trwa napisanie recenzji. „Headless Kingdom” nie będzie się zaliczać do moich faworytów. Wątpię nawet, czy wrócę do niej jeszcze kiedyś. Zbyt mocno mnie ta płyta wymęczyła i to w negatywnym znaczeniu. Jeszcze początek wydawał się całkiem dziarski, tak więc miałem nadzieję na kilka ciekawych fragmentów, które bez większego problemu spowodują wzrost ciśnienia i przyśpieszą tętno. Tego właśnie od takiej muzyki oczekuję. Nie interesują mnie fajerwerki, wydumane aranżacje. Ma być ogień i siłowa, ale nagrana i zagrana z polotem muzyka. Tutaj tak nie jest. Trochę nad tym faktem ubolewam, bo też nie mogę odmówić zespołowi umiejętności i wiedzy z czym się takie dźwięki powinno jeść. Za dużo tu jednak momentów, gdy muzyka staje się jedynie tłem i skupić się na niej jest coraz trudniej. Nie wystawia to zespołowi najlepszego świadectwa, tym bardziej, że tak jak napisałem na początku nie są to nowicjusze. Wydawać by się mogło, że skoro już kilka latek grają, mają na koncie kilka wydawnictw mniejszych lub większych, to zdążyli już na tyle wypracować swoją formułę, że bez trudu nagrają muzykę wyrywającą z butów. Nie, nie nagrali takiej płyty. Nagrali płytę, która tylko w nielicznych momentach jest naprawdę interesująca, naładowana energią aż miło. W pozostałej części muzyka leci sobie, a zainteresowanie tym co wylatuje z głośników maleje proporcjonalnie do czasu trwania całości. Gdzieś widocznie został popełniony błąd, ale za bardzo nie chce mi się teraz dociekać, w którym momencie do tego doszło. Wiem za to na pewno, że „Headless Kingdom” nie zainteresuje osób, które okazjonalnie sięgają po tego typu muzykę, a więc również mnie, ale ci, którzy żyją mieszanką metalu i hard core’a na co dzień z pewnością odkryją tu więcej plusów niż ja. Jest to, według mnie, album jeden z wielu, który nie ma w sobie praktycznie niczego, co mogłoby spowodować wywindowanie akcji samego zespołu o kilka poziomów wyżej. Raczej czeka jeszcze Bloodstained dużo pracy, aby skutecznie wbić się w świadomość metalowej, i nie tylko metalowej, publiki.

 

Wyd. własne, 2014

 

Lista utworów:

 

1. Headless Kingdom
2. Inglorious
3. After Dusk
4. Sweet Home Hell
5. Liar
6. Addicted To Fear
7. Bitter Taste of The End
8. 40%
9. Treat Evil With Evil
10. Breviary

 

Ocena: 6/10

 

 

https://web.facebook.com/bloodstainedh8/?fref=ts

 

 

divider

polecamy

Angrrsth – Donikąd OCCULTUM – APOKATASTASIS SZNUR – DOM CZŁOWIEKA Dira Mortis – Ancient Breath of Forgotten Misanthropy
divider

imprezy

Black Night By Mara vol V Nervosa i Warbringer na wspólnym koncercie w Polsce Percival: „Wild Hunt Live” na dwóch letnich koncertach Paradise Lost wystąpi we wrześniu w Krakowie Black Waves Fest po raz szósty! Korpiklaani i Equilibrium na trzech koncertach w Polsce Katatonia i Sólstafir wystąpią w Warszawie Samael w Polsce Wolves In The Throne Room dwukrotnie wystąpi w Polsce MYSTIC FESTIVAL 2021 Archgoat na jesień w Polsce Misery Index NIE wystąpi w Poznaniu
divider

patronujemy

NEAGHI – Whispers of Wings Taranis „Obscurity” ROCK N’SFERA 5 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation
divider

współpracujemy

Sklep Stronghold Musick Magazine nr 31 VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty