HELLISH / VALPURGIA

(14 września 2015, napisał: Przem "Possessed")


HELLISH / VALPURGIA

Jeśli spodziewacie się po tym wydawnictwie nowych nagrań, to będziecie zawiedzeni. Nagrania Valpurgii mają już 22 lata !!! A jaki był sens ich wydania? Z całą pewnością, nie chodziło tu o przypomnienie tych nie tworzących już zespołów, a przynajmniej nie tylko o to. Muzyka zaprezentowana przez oba zespoły po tylu latach nic nie traci, a głód takich old schoolowych dźwięków wydaje się być teraz większy niż kiedykolwiek w przeszłości. Co więcej sama jakość nagrań jest zaskakująco dobra. Dla tych, którzy nie mieli dotychczas sposobności zapoznać się z twórczością Hellish czy Valpurgią dodam jeszcze, że muzyką, którą wykonują oba zespoły to thrash metal podszyty całą masą blackowych wpływów, co daje dość „siarczystą” mieszankę. Jest jeszcze coś, co łączy te dwie hordy. To dwóch muzyków, którzy udzielali się w nich, czyli gitarzysta Leh i wokalista Adrian, który chyba najbardziej jest znany jednak ze swoich dokonań z Empheris. Lecz niech muzyka przemówi sama za siebie.

Split rozpoczyna Hellish z utworem „Lucyfer”. Średnie tempo z podjeżdżającą wysoko gitarą i nagle rozlega się ryk Adriana, perkusja zaczyna grać rytmicznie, mocno zaznaczając akcenty, ciekawy riff prowadzi nas do przyspieszenia, w którym wszystko zmienia się na chwilę począwszy od riffu a na zagęszczeniu pracy perkusji skończywszy. Następnie muzyka przechodzi z powrotem w średnie tempo, gdzie na pierwszy plan wysuwa się melodia. Wokal niejako prowadzi dialog sam ze sobą różnicując sposób emisji dźwięków. Efekt jest niesamowity. Pojawia się solówka, zagrana w klasyczny sposób i rzucająca o glebę, a muzyka staje się ostrzejsza. Kolejne przyspieszenie zagęszcza dźwięki. Gitara szybko piórkuje, wokal staje się ochrypły i kolejny raz wracamy do bardziej melodyjnego fragmentu. „He Want’s Your Soul” rozpoczyna się dużo szybciej. Perkusja dość charakterystycznie akcentuje i wraz z przyspieszeniem ulega znacznemu uproszczeniu. Przejście i zmiana riffu prowadzą nas przez średnie tempo, do kolejnego przyspieszenia, w którym Adrian prowadzi kolejny raz dialog na dwa wokale. Muzyka wraca do średniego i rytmicznego tempa. Kolejna zmiana, gitara staje się bardziej oszczędna, rytm perkusji skomplikowany, a wokal dużo czystszy. Pojawia się solówka, jej dźwięki intensyfikują się, następują coraz szybciej po sobie. Muzyka wciąż w szybkim tempie mknie przed siebie, perkusja znowu się upraszcza i już zaczyna się „Possessed”. Po początkowych kombinacjach z rytmiką, muzyka wkracza w szybkie i mocno akcentowane tempo. Prosty riff zmienia się wraz ze zwolnieniem muzyki, stopy pracują w ciekawy i szybki sposób. Przejście i lecimy z czystym wokalem i mocnymi akcentami stóp, by wrócić do szybszego tempa i nagłym zaskoczeniem jest totalne zwolnienie zahaczające o muzykę progresywną. Gitara wydaje minimalistyczne dźwięki, wokal Adrian jest niesamowicie zróżnicowany, a ten demoniczny śmiech powoduje, że włosy na plecach stają dęba, do tego pięknie nagłośniony bas i ciekawa praca perkusji… Efekt po prostu rozpierdala. W końcu wracamy do średniego tempa zagranego z pazurem, wokal schodzi czasami do growlu i kolejne przyspieszenie zaskakuje pracą gitar, pojawią się solówki, ciągnące się przez dłuższy czas a przy tym wymiatające wszystko na swojej drodze, a ja jestem zabity…. „The Second War In Heaven” rozpoczyna się bardzo rytmicznie, bas świetnie pulsuje na pierwszym planie, wokal dość czysto wprowadza nas klimat, pojawia się solówka, na której tle praca perkusji się intensyfikuje, zmiany następują po sobie szybko zaskakując delikatnymi dźwiękami przerywanymi ostrymi uderzeniami perkusji. Riff miażdży ciekawą melodią, wokal kolejny raz dostosowuje się do dźwięków muzyki operując całą gamą środków. Ostre przyspieszenie ciągnie za sobą ogromny ciężar dźwięków i ponownie refren przetacza się po nas niczym nawałnica. Sposób aranżacji tego utworu zahaczającego momentami o doom metal wręcz zabija. Każdy dźwięk jest tu wyważony i idealnie dobrany, a sącząca się melodia wręcz prosi się o śpiewanie wraz z wokalistą. Gitarowe pasaże zachwycają i nagle pojawia się solówka, jej dźwięki powtarzają się w kółko przez chwilę, a praca perkusji okresowo się natęża. Chwila ciszy i kolejne ciężkie uderzenie przechodzi w refren. Perkusja gra szybko i prosto, by po chwili skomplikować swoje dźwięki. Pojawia kolejne zwolnienie, czysty wokal i te gitary, które tak zachwycają swoją prostotą, a wokalista operuje swoim głosem z całą masą ekspresji. „Hell Fuckin’ Metal” po kilku taktach i rykach lecimy w średnim tempie, które wręcz zaskakuje ciężarem. Riff jest dość skomplikowany i szybko zagrany, lecz muzyka już przyspiesza na moment by wrócić do pierwotnego tempa. Wokal operuje prawie deathowym growlem. Wraz z kolejnym przyspieszeniem pojawia się solówka. Jej dźwięki wydaja się chaotyczne, lecz to tylko złudzenie, a muzyka zwalnia, bas staje się doskonale słyszalny i wpływa mocno na ciężar muzyki. Gitary niszczą odgywanymi partiami, a znane nam już fragmenty muzyki przeplatają się w kółko. Praca perkusji idealnie się w nie wpasowuje. Nagle bas przejmuje pierwsze skrzypce i to już koniec. Teraz lecimy z utworami z próby. Tutaj dźwięk jest wciąż bardzo czytelny, lecz brzmienie już dość płaskie, cóż przecież to reh, więc nie ma co narzekać. „Bloodred Skies” rozpoczynają dźwięki przesterowanej gitary i wyważone uderzenia perkusji. Całość powoli się rozpędza, co jakiś czas słychać zajebiste wstawki gitarowe i lecimy. Ochrypły wokal dopełnia dźwięki ciekawie pracującej gitary. Muzyka nabiera szybkości. Pojawiają się bardziej melodyjne fragmenty, a perkusja dość często wybija skomplikowane rytmy. Z drugiej strony jako przeciwwaga są też ciężkie zwolnienia, z dużym zróżnicowaniem wokalnym. Nagle pojawia się solówka, pędzi przed siebie idealnie współgrając z muzyką i riffem, który jest nie mniej skomplikowany, a przy tym bardzo melodyjny. Perkusja rozpoczyna utwór „Horns Of Satan” i gdy dołącza do niej gitara, tempo zmienia się na ultra szybkie. Prosty riff i takaż sama praca perkusji zwalniają wraz z wejściem wokalu, lecz zwolnienie to nie jest duże. Nagle zaskakuje prawdziwe zwolnienie z ciekawymi rytmami i zajebistą gitarą i zaczyna się refren. Tu melodia wiedzie prym, a głowa sama buja się do niej. Po refrenie muzyka ostro przyspiesza i upraszcza się zyskując przy tym na brutalności. Trwa to przez chwile i wracamy do bardziej melodyjnego fragmentu i kolejnego refrenu. Kilka przejść i solówka zaczyna prowadzić nas przez gąszcz dźwięków talerzy, po czym następują kolejne przejścia i następna solówka tym razem skacząca po tonacjach i wracamy do dużej dawki melodii podanej w szybkim tempie. Teraz nastała już kolej na Valpurgię i „Last Journey”. W dźwięki gitary wbija się ryk wokalisty a chwile po nim perkusja. Riff zapętlą dźwięki,, by przejść w bardziej melodyjne obszary, perkusja w prosty sposób podkreśla średnie tempo. Nagle przetacza się po nas huragan przyspieszenia, a muzyka staje się dużo brutalniejsza i bezkompromisowa, by powrócić po chwili w bardziej melodyjne granie. Zmienia się tonacja, talerze odzywają się gęsto, a gitara rozpoczyna swoje pasaże, a wszystko to podszyte jest ciekawą melodią. Nagle dźwięki zyskują na ciężarze, lecz po chwili słyszymy już ten bardziej melodyjny fragment i krzyki wokalisty. „At The Mountain Of Madness” rozpoczyna ciekawy riff, który nieco zahacza o dokonania Hellhammer, reszta instrumentów i wolne tempo tylko potęgują to wrażenie. Riff się zmienia, a wraz z nim praca perkusji, wokal staje się bardziej chaotycznym elementem tła. Muzyka przyspiesza do średniego tempa, które jest bardzo rytmiczne i nie pozbawione melodii. „Countness Bathory” to cover … no tak starego dobrego Venomu. Valpurgia odgrywa go z werwą i w duchu oryginału, a dym i siarka wręcz unoszą się z głośników. Szkoda, że nagrania Valpurgii pochodzą z próby z przed 22 lat, niestety słychać to mimo sporej ich czytelności. Dźwięk jest zbasowany, zabrudzony i w pewnym stopniu niestety ma wpływ na odbiór muzyki. Na koniec jeszcze utwór o jakże wymownym tytule „Bitch!”. Tutaj wpływy Venom są silnie wyczuwalne. Jest w tym utworze cała masa punka i energii. Otwierający riff brzmi jakby stworzyli go Brytyjczycy, praca perkusji to istny dynamit bez zamartwiania się o jakieś techniczne dodatki. Pojawiająca się solówka idealnie wpisuje się w tą konwencję, a muzyka w szybkim tempie mknie przed siebie zabierając słuchacza w ten rock’and’rollowy świat.

Jedno muszę przyznać. Takich wydawnictw jak ten split życzyłbym sobie o wiele więcej na naszym rynku wydawniczym. Hellish zaprezentował tutaj bardzo zróżnicowany materiał, który mimo to jest dość spójny, a poszczególne partie instrumentów, czy wokal nieraz zaskakują aranżacjami i pomysłowością. Szkoda tym większa, że działalność zespołu została wstrzymana i kto wie czy chłopaki jeszcze się zejdą by cos nagrać. Natomiast materiał Walpurgii już nie jest tak spójny nawet w zakresie poszczególnych utworów. Słychać dość wyraźnie, że zespół nagrywając te dźwięki wciąż był w trakcie poszukiwań swojej odrębnej tożsamości muzycznej. Słychać również w ich muzyce potencjał, którego nigdy nie wykorzystali. Jak już wcześniej wspomniałem, jakość tych nagrań pozostawia trochę do życzenia, lecz nie spodziewajmy się cudów. Ważne, że słychać dokładnie, co zespół gra, można dobrze rozróżnić instrumenty i aż się łza w oku kreci wspominając tamte czasy tape tradig, otrzymane nagrania, na których nierzadko ledwo co było słychać, a cieszyły bardziej niż dzisiejsze wydawnictwa i te święta metalowej braci zwane koncertami, na które czekało się nieraz miesiącami….. Ech lepiej już kończę, bo mi się na wspominki rzuciło. A Was gorąco namawiam do nabycia tego limitowanego do 200 sztuk wydawnictwa i zapoznania się z tym kawałkiem naszego rodzimego undergroundu.

 

 

Wyd. Morbid Chapel Rec. , 2015

 
Lista utworów:
Hellish:
01. Lucifer
02. He Want’s Your Soul
03. Possessed
04. The Second War In Heaven
05. Hell Fuckin’ Metal
06. Bloodred Skies (reh.)
07. Horns Of Satan (reh.)

Valpurgia:
08. Last Journey
09. At The Mountain Of Madness
10. Countness Bathory (Venom cover)
11. Bitch!

 

Ocena: Hellish: +8/ 10

             Valpurgia: -7/ 10

 

 

 

hellishband@o2.pl

www.morbidchapelrecords.blogspot.com

https://www.facebook.com/morbidchapelrecords

 

 

 

divider

polecamy

Martwa Aura / Odour of Death – Credo in Mortem BLACK MASS – WARLUST Entropia – Vacuum Moonreich – Fugue
divider

imprezy

Killsound metal fest. Black Waves Fest vol.4 DESTROYERS wraca na Śląsk po ponad 25 latach! koncerty Frightful SeaFall, Bloodisle, Faith Lost Jungle Rot i Une Misere na wspólnym koncercie w Polsce koncerty Mastemey Behemoth: Trasa “Ecclesia Diabolica Baltica” Prog In Park III Foad Fest III Philip H. Anselmo & The Illegals “Pantera Set” w Warszawie Wszystkie zespoły MYSTIC FESTIVAL 2019 znane Moonspell i Rotting Christ w Polsce Deströyer 666 i Dead Congregation w Polsce
divider

patronujemy

ROCK N’SFERA 3 i 4 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation Premiera nowego albumu Nekron – Psychosis Uerebos – Tormented by Faith Planet Hell – Mission One Nowy NEKKROFUKK!!! Vibrant – The hell is around me Hectic – Exist to Burn Zorormr – Corpus Hermeticum Last Grey Ocean – debiutancka płyta HYPERIAL – Blood And Dust Unsaint – Watch Them Bleed
divider

współpracujemy

VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Nowy numer Musick gotowy. Radio ProRock Galicja Productions Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty