ORDO SANGUINIS NOCTIS – IN THE BLACK TOMB OF TIME

(21 czerwca 2015, napisał: Przem "Possessed")


ORDO SANGUINIS NOCTIS – IN THE BLACK TOMB OF TIME

Słucham już któryś raz z rzędu tego materiału i wciąż jestem skonsternowany. Tym razem Wened totalnie położył wokale, które brzmią jakby były mocno wymuszone i po prostu nie pasują tutaj, sama muzyka jest prosta, melodyjna i tym razem nie jest to zaletą. Słyszałem już wiele zespołów, gdzie proste riffy i moc rozwalały czaszkę, gdzie smoła wylewała się z głośników, lecz Ordo Sanguinis Noctis to zespół, który uderza w nieco inne rejony muzyczne. Jest tu trochę post black metalowych dźwięków wymieszanych z szybkimi i ostrymi partiami, lecz wciąż brakuje w tym wszystkim siarki i mocy. Nie myślcie jednak, że to taki tragiczny materiał, bo tak nie jest. Może dość obcesowo podszedłem do ukazania jego wad, lecz mimo nich muzyka lecąca z głośników miło buja łepetyną i jest przyjemnym przerywnikiem między mocniejszymi ciosami. Trafiają się na „In The Black Tomb Of Time” również bardzo dobre momenty i właśnie to sprawia, że ten materiał jest tak nierówny i ciężko go jednoznacznie ocenić.

Zaczynamy od „Intro” wziętego chyba z jakiegoś horroru i po chwili dochodzą nas pierwsze dźwięki „W czarnym grobowcu czasu”. Banalny riff i pojedyncze uderzenia perkusji szybko się zmieniają w ciekawszą i ostrą mieszankę, którą psuje jedynie wokal. Riff staje się ciekawszy, perkusja napieprza ostro prosty rytm. Po chwili całość zawisa na chwilę i wraz w pojedynczymi uderzeniami perkusji wchodzi w średnie tempo, które o dziwo bardzo ciekawie „gada”, gdyby jeszcze partie perkusyjne były lepiej zaaranżowane, mógłby być z tego cios. Kolejne zawieszenie muzyki i wracamy do wolnego tempa, w którym muzycy czuje się chyba najlepiej. Perkusja staje się ciekawsza, pojawiają się przejścia i fajna praca talerzy. Po chwili na placu boju pozostaje sama gitara, do której dołącza reszta instrumentów. Można było zrobić z tego naprawdę dobry numer, wystarczyło tylko zrobić lepszą aranżację. „Cultus Mortuorum” Zaczyna się podobnie. Zestaw prosty riff i nieco ciekawsze uderzenia perkusji przechodzą w naprawdę ciekawy fragment zachowany w wolnym tempie. Gitara gra tu pierwsze skrzypce, tonacja się obniża, wokal staje się bardziej schowany, co brzmi dużo lepiej. Riff mimo że prosty brzmi świetnie. Nagle muzyka przyspiesza, wchodzi na obroty i tutaj gra perkusisty kolejny raz ulega zbytniemu uproszczeniu, co nie wpływa dobrze na odbiór tego utworu. Muzyka przechodzi w średnie tempo, a jedyne co poza tym ulega zmianie to praca właśnie perkusji, która staję się od razu ciekawsza. Powrót do wolnego tempa kończy utwór. Ostrym uderzeniem rozpoczyna się natomiast „Proroctwo wszechogarniającej Ciemnosci”. Dwa wymieniające się riffy robią całkiem niezłą robotę, a partie perkusji nawet w tych uproszczonych fragmentach zaczynają brzmieć dobrze, może to za sprawą często pojawiających się przejść. Nagle pojawia się zwolnienie, przez moment perkusja gada niczym w starym Samaelu. Nie trwa to długo, tempo przyspiesza, kolejnemu zwolnieniu wtórują pojedyncze dźwięki gitary i ryki wokalisty. Wchodzimy w średnie tempo i nareszcie praca gitary zaczyna pozytywnie zaskakiwać, nie jest skomplikowana, lecz po prostu ciekawa, zmienia się riff, staje się bardziej melodyjny, następuje kolejna zmiana i jakoś tak dobrze wchodzą mi te fragmenty, jedynie ten wokal psuje cały efekt. Kolejnym melodyjnym riffem rozpoczyna się „Blogoslawieństwo wiedźm”, a głowa sama podrywa się do młyńca. Nagle riff ulega zmianie, muzyka przyspiesza, jak dla mnie to jedynie wypełniacz, który na szczęście szybko zastąpiony zostaje innym ciekawszym riffem, by po chwili powrócić do znanych już nam dźwięków. Gdy wydaje się, że utwór dobiegł końca, nagłe uderzenie podrywa słuchacza, a muzyka rozpędza się coraz bardziej nabierając nieco rock’and’ rolowego feelingu. Niepotrzebnie na koniec dostajemy jeszcze nałożone wokale, które najzwyczajniej w świecie rażą. „Warewolf’s Madness” rozpoczyna powoli zagrany riff i perkusja składająca się z samych talerzy, po kilku taktach wchodzimy w średnie tempo. Prostota wali w uszy, lecz tym razem ocieka smołą, a takich fragmentów na tej płycie nie ma zbyt dużo. Nagle praca perkusji zmienia się muzyka staje się znowu typowa dla zespołu, a po chwili otrzymujemy kolejną zmianę riffu ociekającego wręcz melodią, która po chwili zmienia się w świetnie gadający riff, atmosfera zmienia się, staje się niepokojąca, kilka takich zabiegów i wreszcie dźwięki „In The Black Tomb Of Time” nabierają pazura, pojawia się w nich ten pierwotny mrok. „Night Of Archaic Curse” rozpoczyna się bardzo rytmicznie, momentami jest wręcz marszowy, słyszymy demoniczny śmiech. W końcu riff zmienia się, minimalizm muzyczny nie razi, raczej wręcz przeciwnie, przenosi nas całe lata wstecz, do początków polskiego black metalu i myślę, że chłopaki powinni się zdecydować w jaki sposób chcą grać, czy właśnie tak old schoolowo, czy starać się kombinować w prosty sposób. Z czego to ostatnie im średnio wychodzi, zupełnie jakby pracę nad aranżami przerywali w trakcie i nagrali niedokończone kompozycje. Riff zmienia się, pojawia się więcej melodii i to całkiem ciekawej, do tego seria przejść perkusyjnych i lecimy bardzo prosto i rytmicznie, może i dziecko by tak potrafiło i nic to nowego, lecz jest w tym moc i ten zapach siarki, a jak to ktoś kiedyś powiedział „Zagranie fałszywej nuty można wybaczyć, a granie bez serca nigdy”. Więc ja już wole posłuchać tych prostszych fragmentów płyty, gdzie ujawnia się serce muzyków. „Masakra wrogów Imperium” zdecydowanie odstaje od reszty materiału i to na plus. Po kilku taktach prostego i wolno zagranego riffu dostajemy kopa w pysk innym riffem, który świetnie brzmi, a do tego wokale ulegają znacznej poprawie, staja się mocno szalone, wysokie, wykrzyczane w furii, muzyka zwalnia, słyszymy kilka przejść perkusji i wchodzi intro/ outro, po którym riff zmienia tonację , perkusista zaskakuje fajna pracą zestawu, a wokal wciąż szaleje. Wolne tempo przyspiesza, riff dostarcza sporo miłej dla ucha melodii i nie ma w tym już tego co mnie tak momentami drażni na tej płycie, czyli infantylności. Utwór kończą jeszcze wichry i już zaczyna się „The Grand Ritual’. A zaczyna się też całkiem ciekawie pokombinowanym rytmem perkusyjnym, ciekawym riffem i różnymi nawiedzonymi głosami w tle. Dźwięk gitary przybiera na sile, po czym zmienia się, jest ciekawy, a w połączeniu z praca perkusji sprawia wrażenie wręcz transowe. Zmiana tonacji, szybkie piórkowanie i nagle zostajemy z samymi dźwiękami perkusji, w które po chwili wtarga gitara i opętańcze wycie. Dołącza druga gitara i nastrój utworu staje się ciężki i mroczny. Jest to proste granie, lecz właśnie takie ma być i takie do mnie trafia. Jeszcze kilka przejść, kilka taktów i na koniec przez chwilę słyszymy odgłosy nocnego życia lasu.

Ordo Sanguinis Noctis moim zdaniem za bardzo pospieszyli się ze swoim debiutem. Jak już wcześniej pisałem, ten album jest nierówny. Brak mu dobrej aranżacji, świetne fragmenty mieszają się ze skocznymi, z zapychaczami, a wrażenie pozostaje takie, że zespół sam do końca nie wie, w którą stronę zmierza. Często dźwięki talerzy zbyt brzęczą, lecz to już kwestia produkcji. Ja rozumiem garażowe brzmienia, lecz jak na garaż, to dźwięk jest zbyt czysty i brak mu tej surowizny, a jak na studyjną produkcję jest zbyt wiele niedociągnięć. O wokalu już pisałem wcześniej, dlatego gdy w końcu zabrzmiał dobrze, odbiór muzyki stał się znacząco lepszy. Moim zdaniem zespół ma potencjał do stworzenia czegoś dużo lepszego, lecz na to przyjdzie nam jeszcze poczekać. Zasmuca jedynie fakt, że zespół nie potrafią utrzymać nerwów na wodzy i wydaja tak niedopracowany materiał, czyniąc sobie tym więcej złego niż dobrego.

 

 

Wyd. Putrid Cult, 2015

 

Lista utworów:

  1. Intro
  2. W czarnym grobowcu czasu
  3. Cultus Mortuorum
  4. Proroctwo wszechogarniającej Ciemności
  5. Blogoslawieństwo wiedźm
  6. Warewolf’s Madness
  7. Night Of Archaic Curse
  8. Masakra wrogów Imperium
  9. The Grand Ritual

 

Ocena 6 / 10

 

 

https://www.facebook.com/OrdoSanguinisNoctis

http://badtothebone.otwarte24.pl/Oferta-sprzedawcy/

 

 

divider

polecamy

PLANET HELL – 2019 MISSION TWO CELL – ANCIENT INCANTATIONS OF XARBOS Martwa Aura / Odour of Death – Credo in Mortem BLACK MASS – WARLUST
divider

imprezy

polska trasa Three Dead Fingers Bratnia Krew – trasa koncertowa Velesar Taake i Kampfar dwukrotnie wystąpią w Polsce Smog, seks, siarka i śmierć cz. I ATROPHY FEST Blasfemia Fest I Black Metal Night Festival – Szczecin Pół wieku w chaosie – urodziny Pawulona Abbath w Polsce Into The Abyss Festival V Mystic Festival 2020 PÓŁ WIEKU W CHAOSIE
divider

patronujemy

ROCK N’SFERA 3 i 4 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation Premiera nowego albumu Nekron – Psychosis Uerebos – Tormented by Faith Planet Hell – Mission One Nowy NEKKROFUKK!!! Vibrant – The hell is around me Hectic – Exist to Burn Zorormr – Corpus Hermeticum Last Grey Ocean – debiutancka płyta HYPERIAL – Blood And Dust Unsaint – Watch Them Bleed
divider

współpracujemy

Ukazał się 27 numer Musick VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Radio ProRock Galicja Productions Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty