Revontulet – Hear Me
(14 stycznia 2015, napisał: mielony)
Na początek wyznanie: należę do tych betonów, co to wolą obadać kolejny black czy deathmetalowy album zamiast próbować docenić symfoniczne pitolenie z wyjącą laską. Prosto z mostu: absolutnie nic mi się na tym ruskim krążku nie podoba. Fujarki, wiolonczele i skrzypce smęcą przez blisko godzinę, akompaniuje im wprawdzie typowo metalowe instrumentarium, ale i na tym poletku nie dzieje się nic ciekawego. No i ta panna. Po prostu nie trawię takiego połączenia. Być może miłośnicy symfonicznego metalu coś tu dla siebie znajdą, ale nie wiem czy wielu z nich ma ochotę wykraczać poza Nightwish czy Epica, więc potencjalne grono odbiorców zdaje się być niezwykle wąskie. Dlaczego daję najniższą notę? Bo mogę. Bo ta płyta zepsuła mi humor z samego rana. Bo nie mam siły doszukiwać się w niej pozytywów. W porządku, brzmienie jest porządne, okładka prawdopodobnie nie jest najgorsza na świecie, ale nie oszukujmy się, to drobnostki. Żółć rozlana, stało się. Przesłuchałem z recenzeckiego obowiązku, wy już nie musicie. To nie jest żaden „grower”, tego się nie docenia z czasem. Pamiętajcie jednak, że „Hear Me” w internetach zebrało parę „dyszek”. Geniusz, którego prostak nie docenił.
Wyd. Arcus Records, 2014
Lista utworów:
1. Blizzard
2. Infernal Angel
3. Suomi
4. Rainheart
5. Velvet Night
6. The Painist of the Darkest Night
7. Eternal Autumn
8. Hear Me
Ocena: 1/10
































