Sigihl – Trauermärsche (and a tango upon the world’s grave)
(27 listopada 2014, napisał: Paweł Denys)

Ktoś zalazł wam ostatnio za skórę? Macie kogoś takie na kim chcielibyście się zemścić okrutnie? Coś was boli i wkurwia i nie wiecie jak się tego pozbyć? Pewnie każdy z nas znalazłby na powyższe pytania kilka możliwych odpowiedzi. Ja tymczasem znalazłem sposób na okrutną zemstę, na wywołanie u tych, co to mi za skórę zaleźli uczucia nieziemskiego dyskomfortu. Sigihl i jego debiut nadają się do takich akcji lepiej niż doskonale. Kurwa, słuchanie tej płyty autentycznie boli, a jednocześnie wkurwia. Z pozoru ta płyta pełna jest paradoksów, ale tylko z pozoru. Na początku to wszystko wydaje się nie trzymać kupy. Ten cholerny saksofon gotów jest doprowadzić do szału. Jego cholerne piski i inne bajery autentycznie powodują ból głowy. Trzeba trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Nadmienię jedynie, że nie pojawia się ten instrument w muzyce Sigihl okazjonalnie. On tu jest głównym sprawcą zamieszania. Sama muzyka oscyluje w posępnych rejonach. Gdzieś przemknie nieśmiałe echo black metalu, gdzieś indziej pojawi się partia doom metalowa, ale całość przede wszystkim utrzymana jest w chłodnych i nieprzystępnych rejonach. To wszystko ma wytrącać z równowagi, ma powodować uczucie kompletnego zagubienia. Tylko jednak po to, żeby się z tymi nienormalnymi dźwiękami oswoić, zaakceptować je i odnaleźć w nich coś dla siebie. Absolutnie nie wiedziałem, co tu jest epicentrum tej płyty, dopóki nie wkurwił mnie sąsiad. Wtedy potencjometr poszedł na maksa w prawo i mnie olśniło. Teraz z lubością włączam ten album, gdy tylko nadchodzi potrzeba utemperowania kogoś lub wyładowania negatywnych emocji. Można przy niej się drzeć, można coś rozpieprzyć, a i tak nikt na to uwagi nie zwróci, bo same dźwięki go zatłuką. Nie wiem do kogo ten album tak faktycznie jest adresowany, nie wiem kto z was go przyswoi. Nie chcę jednak tego wiedzieć. To już zmartwienie projektu i wytwórni, aby wypromować wydawnictwo i trafić z nim do odpowiednich osób. Do mnie ten album trafił, ale to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Dochodzenie do powyższych wniosków obfitowało w ból i cierpienie, ale cierpliwość została nagrodzona. Nie słucham tej płyty, jak opętany, ale gdy już zdecyduję się ją włączyć, to nie mogę przestać. Chyba coś nie tak jest z moim zdrowiem psychicznym, jednak nie zamierzam się tym specjalnie martwić. Chcecie wyprowadzić kogoś z równowagi i spowodować rozstrój nerwowy? Włączcie mu „Trauermärsche (and a tango upon the world’s grave)”. Może już się po tym nie podnieść, a więc bądźcie ostrożni.
Wyd. Arachnophobia Records, 2014
Lista utworów:
1. Daymare
2. Non Credo Quia Absurdum Est
3. Christ-off Waltz
4. The Rite of Pain
5. Tango Catholico (REPENT!)
Ocena: 1/10 lub 9/10 (zależy od tego czy będziecie oprawcą czy ofiarą)
https://www.facebook.com/Sigihl?fref=ts
































