Blackfield – Blackfield
(20 grudnia 2004, napisał: Majesty)

Od jakiegoś czasu Listę Przebojów Trójki okupowała formacja zwana Blackfield. Pod tą nazwą ukryli się Steven Wilson (m.in. Porcupine Tree) i izraelski muzyk rockowy Aviv Geffen. Nagranie zatytułowane tak samo jak nazwa zespołu w porywach zajmowało nawet pierwsze miejsce. Prosta piosenka z miłą dla ucha melodią, a jednak coś odróżniało ją od reszty utworów. Jaka może być całość płyty, którą promuje taki utwór? Nazwisko Stevena Wilsona to renoma sama w sobie, ale… zobaczymy.
Płyta wygląda obiecująco – na okładce butelka z tajemniczą zawartością opisana "Blackfield", kolorystyka utrzymana w jesiennych tonacjach. Muzyka balansuje na pograniczu artrocka z elementami… popu. Jakkolwiek by to nie nazwać, jakimkolwiek stylem nie określić, jest to artrockowe brzmienie zawarte w popowej konwencji. Na szczęście (jeśli stwierdzeniem tym na wstępie zraziłam kogoś do tej płyty) te "elementy popu" nie mają negatywnego wpływu na poziom artystyczny płyty. "Blackfield" ukazuje, że trwające mniej niż pięć minut piosenki o budowie "zwrotka-refren-zwrotka…" mogą być niegorsze niż długie progrockowe suity. Wilson i Geffen dopracowali wszystko. Z dokładnością wręcz przesadzili – odrobina niedoskonałości uczyniłaby krążek jako całość ciekawszym. Każdy utwór to osobny rozdział, ale wspólny mianownik sam nasuwa sie dość szybko. Środek ciężkości został przesunięty na ładne, nieskomplikowane melodie. Poziom kompozycji przez cały czas pozostaje mniej więcej taki sam. Wyróżnienie przyznaję "Glow" i "Cloudy Now" – z trudem, bo inne numery naprawdę niewiele im ustępują i wszelkie "faworyzowania" to kwestia gustu.
Minusy "Blackfield"? Zdecydowanie za krótki materiał. Dziesięć utworków trwających średnio cztery minuty to trochę za mało. Poza tym w trakcie słuchania czas mija naprawdę szybko. Niektóre wersje albumu zostały wzbogacone druga płytą, ale niedosyt pozostaje.
"Blackfield" to z jeden z najciekawszych "około artrockowych" albumów wydanych w 2004 roku. Skromna, ale przemyślana aranżacja muzyki Wilsona i Geffena z powodzeniem równoważy bogate instrumentarium progresywnych suit i wnosi powiew świeżego powietrza do artrockowego światka. Melodie wdzierają się w pamięć i pozostają w niej na długo. Ocenę trochę obniżam – jakość bez zarzutu, ale (jak już wspomniałam) ilość mała. Może następnym razem Blackfield zaserwuje nam trochę większą dawkę takiej muzyki…
Lista utworóó
1. Open Mind
2. Blackfield
3. Glow
4. Scars
5. Lullaby
6. Pain
7. Summer
8. Cloudy Now
9. The Hole In Me
10. Hello
[bonus CD]
1. Perfect World
2. Where Is My Love?
3. Cloudy Now (live)
4. Video track: Blackfield
Ocena: 8/10
