Silent Vault -The Primal Storm
(27 listopada 2013, napisał: Paweł Denys)

Tym razem do recenzji przypadł mi materiał debiutantów z Silent Vault. Nie dziwota, że dotychczas nic o nich nie słyszałem, bo okazuje się, że to bardzo młody twór, który stawia dopiero pierwsze kroki w świecie metalowych dźwięków. Jak na przywitanie ze sceną i słuchaczami, trzeba to od razu napisać, nie jest źle, ale szału też nie ma. Sami muzycy określają swoją twórczość jako blackend doom metal i w tym stwierdzeniu jest bardzo dużo prawdy. Z jednej strony atmosfera, której nie powstydziliby się wykonawcy black metalowi, a z drugiej strony pełno tu ciężkich doomowych riffów, które spokojnie mogłyby być odrzutami z sesji takiego np. My Dying Bride. Zresztą skojarzeń z ekipą z Anglii jest tu całkiem sporo, ale o bezmyślnym kopiowaniu mowy być nie może. Jak na debiut materiał prezentuje się całkiem znośnie, ale jeszcze sporo pracy przed zespołem, aby ich muzyka nabrała ogłady i wskazanego rozmachu. Jeszcze to wszystko jest nazbyt kawdratowe i bardzo kurczowo trzyma się sprawdzonych od lat patentów. Zdarza się też zespołowi serwować ewidentne pomyłki w obrębie utworów i niestety nie wszystko tu trzyma jednakowy poziom. O ile te mocniejsze fragmenty są całkiem znośne i nieźle dają po uszach, o tyle bardziej klimatyczne momenty trącą lekką pretensjonalnością. Poza tym pojawiają się tu takie kwiatki, jak „pogadanka” w „Lost in Time”, która w założeniu pewnie miała wnieść do utworu sporo mistycyzmu, a wyszło z tego niezłe kwadracisko. Tych mitycznych kwadratów jest tu całkiem sporo i nie do końca udaje się Silent Vault trzymać napięcie w poszczególnych trackach, ale też nie można z pełną stanowczością stwierdzić, że to jest ewidentnie zły materiał. Nie jest, ma bardzo obiecujące fragmenty, ale przez większość czasu czuć wyraźnie staż zespołu i pozostaje mieć jedynie nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej. W sumie mógłbym postawić czapkę gruszek, że tak właśnie się stanie, bo jakiś potencjał na „The Primal Storm” jest wyraźnie słyszalny. Tym razem jest tak sobie, bez większych uniesień. Co przyniesie przyszłość, to się okaże. Na razie przesłuchałem ten krótki materiał, opisałem go i raczej tylko tyle z tego będzie. Na kolejny materiał jednak poczekam i gdy tylko się pojawi sprawdzę, czy zespół się rozwinął i wyciągnął wnioski.
Wyd. Self-released, 2013
Lista utworów:
1. Baptize In Lies
2. Lost In Time
3. My Name is Winter
4. Disciples of Fire
5. My Name is Winter ft. Ozcar (vocals)
Ocena: 6/10
































