Structure of Reason – Speculum
(10 lipca 2013, napisał: Paweł Denys)

Z progresywnym rockiem nie zawsze miałem po drodze. Mniej więcej siedem na dziesięć płyt okazywało się po prostu niestrawnymi kupami. Odnosiłem wręcz wrażenie, że każdy chce grać muzykę, która jest wypełniona solówkami o nieskończonej długości i na siłę robić z siebie super wrażliwego muzyka, która ma milion pomysłów i jest super instrumentalistą. Wychodziła z tego wybitnie nadęta kupa, którą na domiar złego grali ludzi z przerośniętymi ambicjami. Nie odnosi się to oczywiście do wszystkich, ale akurat w tego rodzaju graniu najłatwiej było popaść w przynudzanie i przerost formy nad treścią. Znaleźć we współczesnym progresywnym graniu coś wartego uwagi, co nie odrzucało by od siebie już przy pierwszym przesłuchaniu, to prawdziwa sztuka. Ten kto jednak nie szuka nie może spodziewać się nagrody. Choć akurat osobiście nie odnalazłem naszego rodzimego Structure of Reason, to czuję się po wysłuchaniu „Speculum” jak nowo narodzony. Ktoś wreszcie pokazał, że prog rock nie musi mieć twarzy tysiąca dźwięków, aby ciągle być prog rockiem i jednocześnie zaskakiwać swoją muzyką. Krakowianie posiadają cechę, która obecnie nie jest mocno widoczna wśród wykonawców progresywnych. Mianowicie, potrafią pisać wpadające w ucho piosenki, które może i iskrzą się paletą barw, ale w żadnym wypadku nie są próbą udowadniania, jakimi to oni nie są wybitnymi muzykami. Cały materiał płynnie przelatuje przez uszy i pozostawia po sobie doskonałe wrażenie, naturalnie się rozwija, nie ma niepotrzebnych dłużyzn. Wszystko oparte jest o bardzo dobre riffy gitar i melodię, która bardzo obficie skrapla każdy utwór. Kiedy potrzebna jest jakaś solówka, to oczywiście się pojawia, ale nie trwa za długo i jedynie jest dopełnieniem kompozycji. Utwory zamykają się w przedziale 5-6 minut, co samo w sobie udowadnia, że Structure of Reason wiedzą czym jest umiar. Wiedzą też jak zarazić muzyką i jednocześnie pozostawić uczucie niedosytu, które zdecydowanie jest lepsze niż przeżarcie się i rzyganie. „Speculum” z pewnością nie sprawi wam sensacji żołądkowych. Może za to sprawić wam dużo radości i dać wiele pozytywnej energii. Zaznaczę jednak, że metalu tu praktycznie nie ma wcale. Jedynie jakieś pojedyncze riffy, które mogą budzić skojarzenia z Dream Theater, ale jest tego na tyle mało, że raczej nie będę polecał materiału metalowcom o twardych głowach. Ta muzyka wymaga otwarcia na subtelne dźwięki, które jednak mają w sobie bardzo fajny rockowy pazur. Niespełna półgodzinny materiał przekonał mnie do tego zespołu prawie w całości. Dlaczego prawie? Dlatego, że ten materiał ma jeden, ale za to spory minus. Już wyjaśniam o co chodzi. Wokalista zespołu operuje polskim językiem i robi to bez żadnej pretensjonalności. Teksty są mądre, przemyślane i dają do myślenia. Pasują do muzyki zespołu ja ulał. Niestety na koniec albumu panowie serwują anglojęzyczną wersję utworu „Credo”. Ja się pytam po co?!?!? Nijak to nie pasuje do tej płyty. Burzy jej obraz i jest w/g mnie nachalną próbą puszczania oka do zagranicznego, czy co zdecydowanie gorsze, radiowego odbiorcy. Panowie, dajcie sobie spokój z takimi eksperymentami. Wasza muzyka z polskojęzycznymi tekstami ma wystarczający potencjał, aby zagościć w odtwarzaczach miłośników bardzo dobrego rocka progresywnego. Udowodniliście też, że ten gatunek nie jest skostniały i wypełniony bufonami. Brawa!
Wyd. Structure of Reason, 2012
Lista utworów:
1. Speculum
2. Po drugiej stronie
3. Credo
4. Iluzjonista
5. Credo ( wersja anglojęzyczna)
Ocena: 8+/10
































