Morbid Execution – Vulgar Devotion
(25 stycznia 2026, napisał: Prezes)

„Vulgar Devotion” to w zasadzie pełny zapis działalności Morbid Execution – wszystko (?), co ten zespół kiedykolwiek nagrał, wrzucone na jedno, dwupłytowe wydawnictwo. Bez selekcji pod „najlepsze momenty”, bez prób wygładzania historii. Jest surowo, jest brudno i jest dokładnie tak, jak być powinno. Dla tych, którzy nie wiedzą – Morbid Execution to twór personalnie związany z Throneum, czyli ekipą nieco bardziej znaną, ale równie podziemną, konsekwentną i także hołdującą muzycznemu prymitywowi. Dokładnie ten sam duch unosi się nad twórczością ME… To plugawy, obrzydliwy, ohydny metal, który nie próbuje się nikomu przypodobać ani udawać, że jest czymś więcej niż bezpośrednim atakiem.
Wydawca – i chyba kiedyś sam zespół – posługuje się tu etykietą „black metal”, ale wiadomo, że to uproszczenie. W praktyce mamy do czynienia z pierwotną metalową siłą, w której mieszają się elementy archaicznego black metalu, wczesnego death metalu i punkowej bezczelności, rodem z czasów, gdy granice między gatunkami dopiero się kształtowały. To metal sprzed kodyfikacji, sprzed reguł i definicji – liczy się ciężar, tempo i agresja, a nie etykieta na okładce.
Wokal to zachrypły, plujący jadem ryk, osadzony w piwnicznym, surowym klimacie, który bardziej przypomina egzorcyzmy w norze, niż klasyczne studio nagraniowe. Riffy często są wolne i przytłaczające, by za chwilę przyspieszyć albo wejść w motoryczne, pędzące do przodu struktury, brzmiące jak Motörhead w wersji „undead zombie”. Do tego dochodzi wyraźnie crustowe tempo i d-beatowy groove, które nadają całości brudnego, ulicznego impetu.
Środki wyrazu są skrajnie proste – to strzały w pysk, a nie próby budowania „zapamiętywalnych momentów”. Nie ma tu melodyjek, refrenów ani chwytania słuchacza za rękę. Jest za to konsekwencja i totalny brak kompromisów. Trzeba też pamiętać, że to zbiór różnych wydawnictw, więc jakość nagrań i produkcja są nierówne – ale wszystkie łączy jedno: surowizna i autentyczność, których dziś często brakuje nawet w undergroundzie.
Mam też wyraźne wrażenie, że po zakończeniu działalności Morbid Execution ich wizję surowego wpierdolu, szczególnie w bardziej dynamicznych fragmentach, w pewien sposób kontynuuje Hate Them All – duch jest podobny, choć forma już nieco inna.
Cóż, cała twórczość Morbid Execution to klasyczny przypadek „love or hate”. Albo odrzuci cię ten brud i prymityw, albo wciągnie bez reszty. Ja jestem zdecydowanie po stronie love. Ten materiał to najlepszy dowód na to, że czasem im mniej wygładzonych dźwięków, tym więcej prawdy w metalu.
Wyd. Old Temple, 2025
Lista utworów:
CD 1:
1. Twisted Maniacs
2. Wizards of Silesia
3. Rusted and Demonized
4. Dreadful Romance
5. Hell’s Driven Anger
6. Remain Breathless
7. Vulgar Darkness
8. Demonic Possession
9. Cult in the Age of Aquarius
10. On the Threshold of the Unseen
11. Straight Way to Hell
12. Total Devotion
CD 2:
1. Antichrist’s Cum
2. Bloody Mtineer
3. Alcoholic Revelation
4. Path to Death
5. Dreadful Funeral
6. The Occult Temptation
7. Mental Desecration
8. Sodomy with the Devil
9. Bestial Lust (Necro Shizma cover)
10. Empire of Horns (outtake, previously unreleased)
11. Empire of Horns
12. Sodomy with the Devil
13. Empire of Horns (rehearsal)
14. Sodomy with the Devil (rehearsal)
Ocena: ???/10
https://oldtemple.bandcamp.com/album/morbid-execution-vulgar-devotion
































