Trucizna – Devil’s Glory Among Us
(8 grudnia 2025, napisał: Prezes)

Zacznę może od tego, że mało które wydawnictwo potrafi tak szybko i tak skutecznie przypomnieć człowiekowi, dlaczego black metal wciąż ma w sobie tę pierwotną siłę. EP-ka „Devil’s Glory Among Us” to dokładnie taki przypadek: krótka, zwięzła, wycelowana prosto w twarz, bez zbędnych ozdobników i bez cienia wahania.
Materiał ten to pięć kompozycji, choć tak naprawdę cztery właściwe utwory i kończące całość niepokojące, ambientowe outro, które bardziej zamyka niż podsumowuje. Ale najważniejsza jest treść — a ta jest tu prosta: surowy, bezpośredni i agresywny black metal, który jednocześnie nie boi się odrobiny klimatu. Już otwierający kawałek to czyste, bezkompromisowe pierdolnięcie, takie z rodzaju tych, które nie ostrzegają, tylko od razu wchodzą na pełnej. Za to w trzecim numerze zespół pokazuje drugą twarz: wolniejsze, mroźne, klimatyczne zwolnienia, budujące wrażenie lodowatego oddechu na plecach. To właśnie takie momenty powodują, że mimo prostoty formy, całość nabiera głębi. Daje oddech, ale na pewno nie otuchę. W drugim utworze pojawia się też coś na kształt war metalowego hołdu, bo początek brzmi, jakby duet naprawdę chciał przywołać ducha klasyków gatunku — i trzeba przyznać, że robi to zaskakująco wiarygodnie. Na marginesie tego wszystkiego majaczą klawiszowe plamy, skromne i oszczędne, ale dodające tu i ówdzie mgiełki tajemnicy.
Sam duet jest zresztą interesującym zestawieniem: muzyką zajmuje się Skoll, a część wizualno-liryczno-wokalna to domena JRMR (pod tą ksywą ukrywa się kobieta). I tu trzeba jasno zaznaczyć: wokale robią ogromną robotę. Wściekłe, złowrogie, jadowite — mają w sobie coś wiedźmiego, w końcu damski głos w takiej formule brzmi inaczej… jakby sącząca się trucizna! Dobrze pasuje to do tej muzyki. Podobnie zresztą jak brzmienie… Surowe, charczące, chrzęszczące, ale — co ważne — bez sztucznego zamulania i bzyczenia, które często bywa pułapką tego rodzaju produkcji.
W kilku miejscach pojawiają się charakterystyczne slajdy gitarowe, bardzo proste środki, ale właśnie dzięki takim detalom ten duet osiąga to, o co chodzi: srogi wpierdol. Żadnych zbędnych melodyjek, żadnego kombinowania, żadnej próby bycia czymś więcej niż black metalem — szczere, bezpośrednie uderzenie. W ogóle „szczerość” jest dobrym słowem opisującym ten materiał. Można nazwać to wtórnym, można mówić, że „to już było”, ale jaka to właściwie wada? W takiej krótkiej, czteroutworowej formule to wszystko działa znakomicie. Pytanie tylko, jak Trucizna brzmiałaby na pełnym albumie — bo jeśli utrzymaliby takie napięcie, mogłoby powstać coś naprawdę potężnego.
Na koniec jeszcze mała pochwała dla wydawcy i grafika: książeczka wygląda świetnie, spójnie i profesjonalnie. Under the Sign of Garazel Productions ma nosa do rzeczy, które wyglądają tak, jak powinny wyglądać wydawnictwa tego typu: nieprzyjemnie, mrocznie, ale przy tym estetycznie i… po prostu dobrze.
Przyznaję bez bicia, że pierwszą EPkę tego projektu (?) odpuściłem, ale po przesłuchaniu „Devil’s Glory Among Us” na pewno sięgnę też po debiut. Mi to siadło.
Wyd. Under the Sign of Garazel Productions, 2025
Lista utworów:
1. O, Triumfie!
2. Devil’s Glory Among Us
3. Z ciemności powstałam
4. Blasphemous Blessing
5. Ritual (Part I)
Ocena: -8/10
































