Solitude – Reach for the sky
(20 listopada 2016, napisał: Pudel)

Tym razem wybieramy się w podróż do Japonii, w którym to odległym wyspiarskim kraju bohaterowie niniejszej recenzji bohatersko grają heavy metal nieprzerwanie od dwudziestu już lat. Przy czym jednak „Reach for the sky” to dopiero ich drugi duży album (a trzecie wydawnictwo w ogóle). Płyta ukazała się oryginalnie w 2015 roku, nakładem wytwórni Spiritual Beast… której właścicielem jest wokalista zespołu, Akira. Chyba warto przypomnieć, że dzięki tej właśnie wytwórni Japończycy mieli okazję zapoznać się z dokonaniami naszych kapel takich jak Horrorscope, Never, Darzamat czy Crystal Viper. W każdym razie płyta Solitude poza Japonią ukazuje się dopiero teraz, pod koniec listopada, dzięki działaniom kanadyjskiego Test Your Metal Records. Album zaczyna się delikatnym gitarowym wstępem, ale później następuje już konkretny metalowy atak. Zespół raczej w tym pierwszym numerze się nie spieszy, dominują średnie tempa, przy których gitarzysta ma okazję się wykazać solidnym riffowaniem i solami. Jest to granie jednocześnie klasyczne, ale też nie takie wprost z 1984 roku. Konkretny ciężar i skupienie się bardziej na riffach niż na nośnych refrenach i melodiach trochę przypomina mi to, co robił Saxon na wysokości na przykład „Killing Ground”, ale słychać też tutaj trochę późniejszego Accept czy Judas Priest z płyt z Owensem. Specyficzny jest wokal Akiry – gość śpiewa przepitym, zachrypniętym głosem, raz zbliżając się do Dirkschneidera („Blow”), to znów do Lemmiego (np. w bardziej melodyjno – rockowym numerze tytułowym). Nie jest to na pewno wokal wybitny, ale jakoś tam się wyróżnia na tle gości usiłujących śpiewać zdecydowanie wyżej niż powinni. Ogólnie widać i słychać, że muzycy naprawdę się starali, żeby ta płyta była dobra – co nie dziwne, skoro od poprzedniego albumu minęło sześć lat. Utwory są dosyć zróżnicowane, wolniejsze przeplatają się z szybszymi, jest też numer instrumentalny. W zasadzie po prostu nie ma się do czego tu przywalić. Problem tylko taki, że choć kapeli nie sposób odmówić zaangażowania a muzyce energii to nie jest to rzecz porywająca. Jest solidna, dobra, ale czegoś brakuje by uznawało się ten krążek jako coś naprawdę wybijającego się z tysięcy wydanych do dziś płyt z heavy metalem. Nie oznacza to jednak, że to pozycja z cyklu „posłuchać – zapomnieć”. Im jestem starszy, tym bardziej doceniam takie solidne rzeczy, które może nie zabijają, ale jak się za te 10 lat do nich wróci, to na 99% nadal będą tak samo dobrze się broniły. Także w muzyce dobre solidne rzemiosło jest potrzebne, na samej kreatywności i innowacjach daleko się nie zajedzie (szkoda, że nie rozumieją tego polscy pracodawcy, ale to zupełnie inny temat). „Reach for the sky” to doskonała płyta, żeby sobie ją włączyć po robocie, walnąć browara i pokiwać łbem. Warto chwilkę poświęcić tej płycie, jeśli ją przypadkiem gdzieś dorwiecie, niby nic wielkiego, ale jest kawał naprawdę dobrego grania w klasycznym stylu, jednak bez popadania w nadmierne sentymenty i udawania, że muzyka skończyła się wraz z wydaniem „Master of Puppets”.
Wyd. Spiritual Beast (2015)/Test Your Metal (2016)
Lista utworów:
1. Venom’s Angel
2. Blow
3. Reach for the Sky
4. Don’t Need Mercy
5. Escape for the Crime
6. You Got My Mind
7. On the Edge of Sorrow
8. December
Ocena: 7/10
































