Rabid Bitch of the North – Green Eyes
(14 lutego 2016, napisał: mielony)

Trzy ziemniaczki z Irlandii od dobrych 10 lat działają sobie powolutku, w swoim tempie. Raz na jakiś czas wypuszczą parę kawałków, nie bawią się w longplaye i najwyraźniej dobrze im z tym. Mi też, bo Green Eyes jest pierwszym materiałem Wściekłej Kurwy z Północy z jakim się zapoznałem. Grecka wytwórenka Alone Records wydała im to na siedmiu calach, a jak ktoś nie będzie miał okazji obadać w tej formie, to może chociaż sobie sprawdzić klip, jaki nagrali do utworu tytułowego. Całkiem fajnie pocina sobie to trio, w ich żyłach płynie staroszkolny heavy metal i takie właśnie granie uprawiają. 10 minut metalu niezależnie od gatunku można sobie spokojnie łyknąć, nawet jeśli do wybitnych nie należy. Na szczęście Rabid Bitch trzyma porządny poziom i elegancko słucha się tego nawet kilka razy z rzędu. Szybkie gitarki, piskliwy głosik, charakterystyczne bębny i wieczór zrobiony. Lubię takie krótkie formy, dwa kawałki to odpowiednia ilość, żeby mieć ogólny pogląd na twórczość danej trupy muzycznej, a po odsłuchu Green Eyes wiem, że jeśli kiedyś przyjdzie mi jeszcze zetknąć się z tymi wariatami, to spokojnie mogę odpalać to w ciemno. Nawet mimo tego, że heavy metalu słucham od wielkiego dzwonu, ale w końcu w tak niewielkich dawkach na pewno nie zaboli, a może być przyjemnym przerywnikiem między rzygami i demonami. Jeśli nie masz awersji do oldschoolowego heavy i chciałbyś cofnąć się w czasie o 30 lat, to łap śmiało.
Wyd. Alone Records, 2016
Lista utworów:
1. Green Eyes
2. Your Misery
Ocena: 7/10

































