Slaves of evil – Madness of silence
(25 lutego 2015, napisał: Pudel)

No, tego właśnie mi było trzeba! Trio Slaves of Evil, wcześniej występujące pod inna nazwą(którą dobrze że zmienili, bo była znana zagraniczna kapela o takim samym szyldzie) zaprezentowało światu nieco ponad pół godziny death metalu. Niby nic w tym niezwykłego, bo i death metal zawsze w kraju nad Wisłą był ceniony i lubiany, jednak jakoś tak się złożyło, że tak intensywnego, ciężkiego i szybkiego krążka stosunkowo dawno już nie słyszałem. Panowie nie bawią się w oldskule, klimaty, nastroje, tylko – że się wyrażę – napierdalają jak źli w stylu, który określiłbym jako… amerykańsko – polski. No bo gęste riffy, ogólny ciężar i tytaniczna praca perkusji musi się skojarzyć z dokonaniami takich załóg jak Immolation, Suffocation, Morbid Angel miejscami nawet Nile. Ale z drugiej strony klimat całości, także brzmienie nie jest aż tak odległe od tego co proponują bądź proponowały rodzime hordy w rodzaju Hate, Lost Soul, Vader i tak dalej. Z tego co wiem, materiał powstawał dosyć długo. Pewnie dlatego album sprawia wrażenie bardzo przemyślanego, mimo że dzieje się tu naprawdę sporo i nie ma chwili wytchnienia, to materiał wchodzi całkiem gładko. I na całe szczęście równie łatwo nie „wychodzi”, że zarzucę sucharem. To nie jest najoryginalniejsza płyta stulecia, ale na death metalowym poletku myślę że może narobić zamieszania. Niby to już wszystko gdzieś się słyszało, zaskakiwać materiał nie zaskakuje, no ale ryj się sam cieszy jak się słyszy takie srogie riffy jak np. w „Die Carrion!” – czego chcieć więcej? Całość okraszono dobrym brzmieniem, czytelnym, ale trochę jednak surowym. Co do tego brzmienia mam jednak jeden zarzut – wydaje mi się, że płyta jest za głośna, na słabszym sprzęcie czy na słuchawkach może się to trochę „dławić”. Ale to nie jest jakaś straszna wada, słucha się dobrze. Materiał na pewno też by nic nie stracił, gdyby pojawiło się ciut więcej zwolnień, płyta jest zagrana z takim wykopem że brak takowych jakoś strasznie nie przeszkadza, ale odrobinka przestrzeni na pewno by tej muzyce nie zaszkodziła. No ale to dopiero pierwszy album. Wprawdzie ciężko muzyków SoE nazwać debiutantami, ale jeżeli na kolejnych wydawnictwach jeszcze bardziej podniosą poprzeczkę to może się o nich zrobić naprawdę głośno w metalowym światku. Ale już teraz jest więcej niż dobrze, jak już pisałem – to nie jest jakaś rewolucyjna płyta, ale w swojej kategorii jest bliska ideału a i mam wrażenie, że zespół „wstrzelił się” z tym materiałem w odpowiedni moment, bo troszkę takiego grania zaczynało brakować na naszej scenie(przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie). Podsumowując – dla fanów ciężkiego, rasowego death metalu pozycja zdecydowanie godna polecenia, panowie ani o milimetr nie wyściubiają nosa poza deathowe „okopy”, ale w tym co robią są bardzo, ale to bardzo dobrzy.
Wyd. własne zespołu, 2014
Lista utworów:
1. Death countenance
2. The war with god
3. Hell Dwellers
4. The army of the damned
5. Die Carrion!
6. Kill me
7. I’m the witch
8. Insignificant truth
9. The fallen one
10. Slaves of evil
Ocena: 8/10
https://www.facebook.com/slavesofevil

































