Impure Declaration – Of Veins, Tendons And Bones
(27 sierpnia 2026, napisał: Prezes)

Gruz, gruz i jeszcze raz gruz. Impure Declaration na „Of Veins, Tendons And Bones” nie daje właściwie ani chwili wytchnienia. Zero nadziei, zero optymizmu, tylko zniszczenie, zgnilizna i unoszący się nad wszystkim diabelski klimat. Jest duszno i gęsto, gryzący w oczy dym wypełnia pomieszczenie, a siarka wdziera się do gardła. To zdecydowanie nie jest muzyka, przy której człowiek zaczyna dostrzegać jasne strony życia.
Nawet nie będę próbował rozstrzygać, czy jest to jeszcze death metal, bardziej death/doom, czy może już death/black. Poszczególne elementy wszystkich tych gatunków oczywiście można tutaj znaleźć, ale ostatecznie nie ma to większego znaczenia. To po prostu zajebiście zła i przytłaczająca muzyka. Melodii praktycznie brak, nie ma chwytliwych refrenów czy riffów, które można sobie później pogwizdywać. Zamiast tego mamy muzyczne zniszczenie, a ponad nim unoszą się jeszcze jakieś diabelskie inkantacje.
Osobnym tematem jest wokal. To nie jest zwykły growl czy blackmetalowy skrzek, tylko jakiś piekielny niszczyciel, bestia, krwiożercza diabelska potwora żywiąca się duszami niewinnych. Głos idealnie współgra z muzyką i tylko potęguje wrażenie uczestniczenia w jakimś rytuale, którego finału raczej nie chcielibyśmy doczekać. Trudno wyobrazić mi sobie tutaj jakieś bardziej „normalne” wokale, bo odebrałyby tej muzyce sporą część jej charakteru. Bardzo podobają mi się kontrasty pomiędzy pracą poszczególnych instrumentów. Szybkie, tremolowe gitary potrafią sunąć nad pełzającą w zupełnie innym tempie perkusją, co daje naprawdę ciekawy, niepokojący efekt. Za chwilę wszystko zwalnia, a gitary wspólnie z basem zaczynają pulsować i powoli szarpać trzewiami niewinnych. Oczywiście zdarzają się też szybsze, bardziej rozdzierające fragmenty, ale Impure Declaration nie potrzebuje ciągłego napierdalania, żeby brzmieć ekstremalnie. Czasami właśnie te najwolniejsze partie okazują się najbardziej niszczące. Idealnie dobrano do tego produkcję. Jest surowa i jakby dochodząca gdzieś z głębi otchłani, ale nie należy mylić tego z niechlujnym, gównianym brzmieniem mającym przykrywać muzyczne niedostatki. Tutaj wszystko jest świadomie brudne, duszne i przytłaczające. Jest gruz, ale dokładnie tyle, ile potrzeba – wystarczająco dużo, żeby spuścić słuchaczowi solidny wpierdol, ale nie na tyle, żeby pod tym całym syfem zniknęło to, co faktycznie robią poszczególne instrumenty.
„Of Veins, Tendons And Bones” nie potrzebuje melodii, technicznych popisów ani przesadnego kombinowania. Jego największą siłą jest atmosfera absolutnego zepsucia. Impure Declaration konsekwentnie buduje świat pozbawiony światła, nadziei i jakiejkolwiek drogi ucieczki. Zostają gruz, siarka, zgnilizna i ta piekielna bestia za mikrofonem. Jeśli taki był plan, to został zrealizowany znakomicie.
Wyd. Old Temple, 2026
Lista utworów:
- Intro
- Sulphuric Sciomancy
- Delirious Vision Of Fall
- Marks Concausing Odour
- Rising Upon The Immolated Kingdom Of Seraphs
- Physical Declaration Of Contempt For Natural Order
- Mocking The Transubstantiation Of Lamb’s Blood
- Outro
Ocena: 8/10

































