Źrenice – Śnienie
(23 sierpnia 2026, napisał: Prezes)

Źrenice to dla mnie całkowicie nowa nazwa. Przyznam też, że patrząc na logo i okładkę „Śnienia”, spodziewałem się jakiegoś wesołego pagan metalu z fletami i obowiązkowym tańcem wokół ogniska. Tymczasem tego „pagan” nie ma tutaj zbyt wiele, szczególnie w samej muzyce. Właściwie jedynie intro i outro kierują myśli w stronę jakichś leśnych klimatów. Pomiędzy nimi zespół wędruje już zupełnie innymi ścieżkami.
Pierwsze skojarzenie, które pojawiło mi się podczas odsłuchu, prowadzi gdzieś w okolice przełomu wieków. Niski, charakterystyczny kobiecy wokal przypomniał mi czasy, kiedy na naszej scenie, ku zgrozie wszystkich „tru metali”, z powodzeniem rozpychały się różne gotycko-metalowe twory z kobietami za mikrofonem. Moonlight, Delight i te klimaty. I nie chodzi tylko o sam głos – momentami również muzycznie odnajduję na „Śnieniu” coś z atmosfery tamtego okresu. Od czasu do czasu pojawia się również męski wokal, ale pełni przede wszystkim rolę tła dla głosu Kamili. Został przy tym schowany w miksie tak głęboko, że czasami bardziej trzeba się go domyślać, niż faktycznie go słychać.
Skoro już przywołałem polskie gotycko-metalowe granie sprzed dwóch dekad, to muszę wspomnieć o tekstach. Zdarzało się wtedy, że niektóre kapele serwowały takie poetyckie wynurzenia, że ciary na plecach pojawiały się z zupełnie innych powodów, niż życzyliby sobie tego autorzy. Tutaj na szczęście tego nie ma… choć momentami sam nie wiem. Na pewno nie jest tragicznie, ale ta mocno emocjonalna, miejscami nieco egzaltowana forma nie zawsze do mnie trafia.
Muzycznie jest raczej spokojnie. Dominują średnie i wolne tempa, a konkretniejsze przyspieszenia można właściwie policzyć na palcach jednej ręki. Sporo jest łagodnych, nieprzesterowanych gitar, nie ma natomiast klawiszy czy innych instrumentów, które mogłyby dodatkowo podkreślać sugerowany przez oprawę leśno-folkowy charakter. Najbardziej podobają mi się partie gitary prowadzącej i pojawiające się od czasu do czasu solówki. Potrafią fajnie wyłonić się z bardziej jednostajnego tła i na chwilę przyciągnąć uwagę.
Całkiem nieźle wypada również brzmienie, szczególnie perkusji, która jest naturalna, wyraźna i odpowiednio dynamiczna. Trochę gorzej mam z gitarami. Są dla mnie zbyt suche i przy cięższych fragmentach przydałoby się im więcej mięcha i zwyczajnej mocy. Tym bardziej że sama muzyka daje kilka okazji, żeby naprawdę mocniej docisnąć słuchacza.
Ostatecznie największym problemem „Śnienia” jest dla mnie pewna monotonia. Niby wszystko jest na swoim miejscu, słucha się tego bez większego bólu, trafiają się ciekawe partie gitar i kilka naprawdę udanych momentów, ale całość przepływa trochę obok mnie. Nie ma tutaj niczego, co szczególnie by mnie drażniło, ale też niewiele rzeczy sprawia, że po zakończeniu albumu mam ochotę natychmiast włączyć go ponownie. Źrenice nagrały poprawny, całkiem przyjemny debiut, tylko że w moim przypadku na poprawności się skończyło.
Wyd. Via Nocturna, 2026
Lista utworów:
1. Brama Lasu…
2. Neuroza
3. Inni
4. Endymion
5. Stara Chata
6. Czarownica
7. Sam
8. …Lasu Skraj
Ocena: 6/10

































