LUCTUM – ASHES OF THE TITANS

(16 sierpnia 2021, napisał: Robert Serpent)


LUCTUM – ASHES OF THE TITANS

Luctum to twór, który został powołany do życia za oceanem, a w skład którego wchodzą muzycy doświadczeni i znani z innych kapel (projektów). Szczerze mówiąc lista zespołów jest pokaźna, a najbardziej znana jest z pewnością Uada.
Panowie postanowili stworzyć album, a dzięki prężnie działającej Morbid Chapel Records mamy okazję słuchać efektów tego pomysłu płynących z fizycznego nośnika.
Debiut Luctum to siedem kompozycji o łącznym czasie trwania nieco ponad 40 minut. Muzycznie to black metal utrzymany raczej w średnich tempach, z tendencją do zabaw hamulcem ręcznym, nie pozbawionym jednakże szybszych „wybryków”, które doskonale równoważą wspomniane wolniejsze partie.
Jeden z drugim powie: „o kurwa, kolejny black metalowy przynudzający gniot”, a ja powiem, że „Ashes ot the Titans” to kawał porządnej czarnej sztuki. Płyta zaskakująco do siebie przyciąga i śmiało można rzec, że nie bardzo chce uwolnić ze swych macek.
Nie da się ukryć, że jej atutem jest „ogranie” muzyków, słychać ewidentnie, że panowie z  niejednego pieca chleb pożerali i umiejętności nabyte w przeszłości są uzewnętrzniane i z pełną gracją demonstrowane na debiutanckim krążku Luctum.
Kawał świetnej roboty odwalił niejaki TG, który jest osobnikiem odpowiedzialnym za partie gitary basowej. Tenże bas przez cały czas trwania albumu uroczo chrupie i dudni. Istotnym jest, że pozostali członkowie Luctum nie odstają w żaden sposób od kompana i nie odgrywają swoich partii na przysłowiowy „odpierdol”. Dzięki temu Luctum żyje swoim życiem i oferuje słuchaczowi więcej niż można było początkowo zakładać. Piszę tak, bo mniej więcej takie odczucia mi towarzyszyły, gdy zaczynałem swoją przygodę z tym albumem. Co z tego, że Luctum nie odkrywa nowych ścieżek w czarnej sztuce? Co z tego, że namacalnie słychać fascynację norweskimi zespołami z początku lat 90-tych minionego stulecia? Na „Ashes of the Titans” słychać również pasję płynącą z gry, słychać ducha tamtych lat i wreszcie słychać kawał solidnego najczarniejszego metalu.

Bardzo pozytywnie mnie ten krążek zaskoczył i wypada mieć nadzieję, że to nie jest jednorazowy strzał, a początek czegoś więcej od Luctum. Szukajcie i raczcie się, fani czarnej sztuki nie będą zawiedzeni.

 

Wyd. Morbid Chapel Records, 2020

 

Lista utworów:

 

1. Neglect
2. Dithyrambic Awakening
3. Fortress of Avarice
4. Kronos Devouring His Son
5. Theriomorphic Divinations of Heiress Nocturna
6. The Rotting House
7. Feeding on the Flesh of a Memory

 

Ocena: 8/10

 

https://www.facebook.com/LuctumBlackMetal/

divider

polecamy

Angrrsth – Donikąd OCCULTUM – APOKATASTASIS SZNUR – DOM CZŁOWIEKA Dira Mortis – Ancient Breath of Forgotten Misanthropy
divider

imprezy

Trasa „Szczodre Gody” Arcturus na dwóch koncertach w Polsce Mystic Festival 2022 Opoczno Strikes Again – Dom Zły, Angrrsth, Sarmat, 2020 Besatt • Dimidium Mei • Chanid • Lilla Veneda Black Waves Fest. As I Lay Dying, Dying Fetus i Emmure na wspólnym koncercie w Polsce Black Night By Mara vol V Nervosa i Warbringer na wspólnym koncercie w Polsce Black Waves Fest po raz szósty! Katatonia i Sólstafir wystąpią w Warszawie Samael w Polsce Wolves In The Throne Room dwukrotnie wystąpi w Polsce Archgoat na jesień w Polsce
divider

patronujemy

Premiera albumu „Szczodre Gody” Velesar NEAGHI – Whispers of Wings Taranis „Obscurity” ROCK N’SFERA 5 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation
divider

współpracujemy

Sklep Stronghold Musick Magazine nr 31 VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty