Morbid Angel/Azarath/Ogotay-Progresja Music Zone, Warszawa

(25 listopada 2014, napisał: Paweł Denys)


Data wydarzenia: 21.11.2014


Morbid Angel/Azarath/Ogotay-Progresja Music Zone, Warszawa

Czasami człowiek musi inaczej się udusi. Tak sobie na początek tej relacji zacytuję klasyka. Kiedy tylko gruchnęła wieść od trzech koncertach Morbid Angel w naszym kraju, i to zamierzające odegrać na żywo legendarny „Covenant”, wiedziałem, że na którymś koncercie muszę się pojawić. Z racji innych obowiązków, takich jak praca, wybór padł na Warszawę. Jak się miało później okazać, wybór ten okazał się bardzo trafiony. Przede wszystkim pod względem muzycznym, ale i towarzyskim. Na takie koncerty po prostu chce się jeździć i żal z nich wracać do szarej rzeczywistości. Poprzednim razem w Progresji byłem na koncercie Possessed, a więc niejako byłem pewny, że przynajmniej pod kątem organizacji całości, jak i brzmienia wszystko będzie w porządku. Co prawda, nie do końca okazało się to prawdą, ale o tym za chwilkę. Ludzi też było trochę mniej niż na w/w koncercie, ale Morbid Angel zdecydowanie częściej się w Polsce pojawia i tu może być wyjaśnienie całej sprawy. Wiem jednak, że ten kto się nie pojawił, a wahał się do ostatniej chwili lub po prostu położył lagę na ten koncert, może żałować. Takich emocji, jak na tym koncercie to ja już bardzo dawno nie przeżyłem.

 

 

Koncert punktualnie o 19 rozpoczął Ogotay. Natychmiast w uszy rzuciło mi się z lekka średniawe brzmienie, ale w ostatecznym rozrachunku nie było źle. Przede wszystkim widać, że panowie są w doskonałej formie. Zaangażowanie, masa energii produkowanej na scenie i Śvierszcz w doskonałej formie. Tak proszę państwa, to jest bardzo dobry zespół, który na żywo żadnych jeńców nie bierze. Rozrywające na kawałki utwory raz za razem leciały w publikę i jakoś nie zauważyłem, żeby komuś to przeszkadzało. Zresztą, gdyby taki ktoś się pojawił, to czym prędzej należałoby go sprowadzić do parteru i zwyczajnie wyprowadzić z klubu. Uderzyła mnie biegłość techniczna muzyków. Widać, że zespół jest doskonale zgrany. Oglądało się to z dużą przyjemnością. Jedynie te nie najlepsze brzmienie z lekka doskwierało.

 

 

Drugim zespołem tego dnia była kapela, na którą bardzo mocno się nastawiałem. Liczyłem na rozpierdol. Liczyłem, że panowie wyjdą na scenę i rozwalą wszystko w pył. To miał być koncert, na którym latałyby odcięte głowy, ogień buchał by ze sceny i śmierć zawitałaby wśród zgromadzonych w sali ludzi. Tak jednak nie było. Zamiast tego pojawiło się spore rozczarowanie. Nie mogę odmówić muzykom zaangażowania i dobrego zgrania. Co jednak z tego, gdy musiałem się domyślać, jaki akuratnie kawałek panowie grają. Brzmienie było wprost katastrofalne. Wokal ok, bębny też ok, ale gitary były na pewno tylko nie na scenie. Ktoś, kto odpowiadał za ustawienie wszystkich suwaków na konsolecie, powinien przez Azarath zostać nabity na pal i do tego jeszcze podpalony. Zespół przeleciał się po lepszych kawałkach ze swoich płyt, ale zamiast odczuwać z tego radość, odczuwałem jedynie ogromny niedosyt i rozczarowanie. No kurwa mać, to brzmiało jakby na scenie grał jakiś nieopierzony debiutant, któremu spece od akustyki mogą robić jaja jak tylko chcą. Pomimo tego, widać było, że zespół się starał i chciał. To jednak za mało. Może następnym razem? Najlepiej na samodzielnym koncercie.

 

 

Morbid Angel. Na świecie miliony kapel gra death metal, ale oni się jedyni i niepowtarzalni. Że niby to wyświechtany slogan? Myślcie co tylko chcecie, ale po tym koncercie tylko się utwierdziłem w tym przekonaniu. To co zobaczyłem i usłyszałem tego wieczora w Progresji było iście nieziemskim przeżyciem. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy i uszy, to ogromna chęć do grania całego zespołu. David Vincent w genialnej formie. Kurwa, ten facet to wzór death metalowego wokalisty. Ja doprawdy nie wiem, po co inni się w tym fachu męczą, skoro od startu są na przegranej pozycji. Trey oczywiście w swoim świecie, ale co ten facet wyprawia z gitarą, to przechodzi ludzkie pojęcie. Dzielnie mu sekundował Thor, który skupiony na graniu swoich partii, robił to z zacięciem godnym wyższej sprawy. Absolutnym bohaterem był jednak Tim Yeung. Mistrzowsko zagrał każdą partię. Wyczyniał za bębnami takie rzeczy, że nie raz i nie dwa dolna szczęka pierdolnęła mi z impetem o glebę. Dobra dość pisania o muzykach, czas skupić się na utworach. Cały „Covenant” na żywo to potęga jeszcze większa niż słuchanie płyty w domowym zaciszu. „Rapture” już od pierwszych dźwięków wgniótł w podłogę, a zespół z każdą kolejną sekundą tylko dociskał. Istnym huraganem był „Pain Divine”. Ludzie, jak to brzmiało! Moc do potęgi entej. Dalej wcale nie było gorzej, a nawet coraz lepiej. „World of Shit”, „Vengeance Is Mine” czy np. fenomenalnie zagrany „Angel of Disease” to klasyki, ale tu nabrały dodatkowej mocy. W głównej mierze dzięki formie zespołu. Istny ament. Emocji, jakie przeżyłem przy okazji odegrania „God of Emptiness” nie jestem w stanie oddać słowami, a więc nawet nie będę się wysilał. To jednak nie koniec. Dalej poleciały kawałki z bogatej dyskografii zespołu, a sam zespół grał jak natchniony. Kulminacją wszystkiego był „Immortal Rites” i „Fall From Grace” przy których to samokontrola poszła do konta. Te 80 minut minęło bardzo szybko. Zdecydowanie za szybko! Takie koncerty mogłyby trwać w nieskończoność. Koncert roku? Dla mnie na pewno, a kto nie był niech żałuje, że tak się powtórzę. Wieczór do zapamiętania na bardzo długi czas.

 

 

Na koniec chciałbym podziękować ludziom, z którymi się nagadałem, napiłem piwa i miło spędziłem czas. Do następnego razu!

divider

polecamy

Angrrsth – Donikąd OCCULTUM – APOKATASTASIS SZNUR – DOM CZŁOWIEKA Dira Mortis – Ancient Breath of Forgotten Misanthropy
divider

imprezy

Trasa „Szczodre Gody” Arcturus na dwóch koncertach w Polsce Mystic Festival 2022 Opoczno Strikes Again – Dom Zły, Angrrsth, Sarmat, 2020 Besatt • Dimidium Mei • Chanid • Lilla Veneda Black Waves Fest. As I Lay Dying, Dying Fetus i Emmure na wspólnym koncercie w Polsce Black Night By Mara vol V Nervosa i Warbringer na wspólnym koncercie w Polsce Black Waves Fest po raz szósty! Katatonia i Sólstafir wystąpią w Warszawie Samael w Polsce Wolves In The Throne Room dwukrotnie wystąpi w Polsce Archgoat na jesień w Polsce
divider

patronujemy

Premiera albumu „Szczodre Gody” Velesar NEAGHI – Whispers of Wings Taranis „Obscurity” ROCK N’SFERA 5 ATERRA – AV CULTIST ‚Chants of Sublimation’ Trichomes – Omnipresent Creation
divider

współpracujemy

Sklep Stronghold Musick Magazine nr 31 VooDoo Club MORBID CHAPEL RECORDS Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Godz Ov War
divider

koncerty