Devin Townsend Band – Ass Sordid Demos II
(4 grudnia 2004, napisał: Ancient)

Devin Townsend nie pozwolił fanom odetchnąć po ostatnich płytach DTB i SYL wydając zbiór swych wczesnych materiałów demo. Usłyszymy tu materiały z lat 91 i 92 oraz kilka "luźnych utworów" na końcu krążka. No ale tak najpierw delektujemy się dźwiekami "Grey Skies" z 1991 roku. Na tą część płyty składa się sześć utworów, które mogą słuchacza conajmniej zaskoczyć. Ludzie, którzy spodziewają się tu usłyszeć pierwowzór "Accelerated Evolution" czy "Terria" raczej się zawiodą. Słyszymy tutaj rockowe granie z garścią Heavy/Thrash Metalu. Utwory raczej do najszybszych nie należą, do najbardziej przemyślanych także nie, ale są odegrane nietypowo, zaskakująco, z kopem i z jajem. Wystarczy posłuchać np. "San Pablo Train" aby usłyszeć dobre pomieszanie dosyć debilnych i zabawnych wstawek z szybką i ostrą pracą gitar. Późniejszy "Roadkill" jest czymś na kształt pseudo ballady o absurdalnym tekście, która zamienia się w rockowe monstrum.
Chyba jednak najlepszym utworem w tej części płyty jest "Ascent to the Summit of Black Mountain", który najbardziej odpowiada późniejszym wcieleniom Devina. Melodyjne gitary, dobre wokalizy, umiarkowana praca perkusji i otoczka perfekcji.
Napewno "Grey Skies" nie jest tym czego się spodziewa fan Kanadyjczyka. Wystarczy wspomnieć chaotyczną pracę gitar w "Bury the Wrong"… są rzeczy, które rozczarowują, ale pomimo to te sześć utworów miażdży.
Siódmym numerkiem na płycie jest oznaczony "Sunmud/Woman", który jest pierwowzorem wykorzystywanego wielokrotnie na koncertach intra "Velvet Krevorkian". Po tym wstępie od razu słychać troszkę inne granie – dziwne łamane wokale, niecodzienna praca perkusji, skąpe użycie gitar, więcej elektroniki. No ale im dalej słuchamy tym jest lepiej, kolejny "I Am" jest czymś na kształt dokonań Townsend’a z czasów "Terria". Spokojny, zrównoważony, długi, monumentalny utwór jest perełką na tej płycie. Jednak najbardziej zaskakującym utworem w tej części płyty jest numer 10 – "Friends". Obok muzyki słyszymy tutaj różnego rodzaju nagrania na automatyczną sekretarkę, które są zabawne, obraźliwe, niepoprawne politycznie i dobrane z zajebistym pomysłem. Muzyka w tym utworze jest raczej kiczowata, ale dzięki tym podkładom i nagranych z wielkim dystansem wokali tworzy bardzo spójną całość. Chociaż sądzę, że ci wszyscy ludzie musieli się nieźle zdenerwować na lidera Strapping Young Lad za użycie ich wypowiedzi w tym utworze i w takim kontekście.
Ten też utwór kończy drugą część płyty, na którą składa się pierwsze demo Noisescapes.
Teraz mamy cztery utwory. Najpierw słyszymy szybki, agresywny "Thick Stock", który zajeżdża Thrash’em. Kolejny stonowany "Cold" jest czymś co przypomina nam dokonania z okresu "Ocean Machine/Biomech". Raczej wolny, ale agresywny i wywarzony kawał dobrego Rock’a. "Soft" natomiast jest czymś co znowu zahacza najbardziej o "Terria". Całą płytę zamyka "Amsterdam", utwór raczej chaotyczny. Począwszy od akustycznych gitar, urywkach wywiadu, a skończywszy na agresywnym wokalu, który przy akompaniamencie samej gitary wyrzuca z siebie dziwne wyrazy. ;)
Cały krążek jest warty polecenia każdemu kto interesuje się dokonaniami Kanadyjczyka. Kawał dobrej, nietuzinkowej muzyki.
Lista utworóó
Grey Skies -1991:
1. Black & White
2. Bury the Wrong
3. San Pablo Train
4. Roadkill (again)
5. Rain
6. Ascent to the Summit of Black Mountain
Noisescapes pierwsze demo – 1992:
7. Sunmud/Woman
8. I am
9. Ernie’s Room
10. Friends
Misc 1992-93
11. Thick Stock (with TM Stevens)
12. Cold
13. Soft
14. Amsterdam (with Will Riley)
Ocena: 10/10

































