Hegeroth – Soaked in Rot
(2 sierpnia 2026, napisał: Prezes)

Przyznam, że z Hegeroth mam już pewną historię. Pamiętam, że również poprzedni album nie otworzył się przede mną od razu. Potrzebował czasu, kilku spokojnych odsłuchów i cierpliwości. Z „Soaked In Rot” było bardzo podobnie. To nie jest płyta, która rzuca się na słuchacza chwytliwymi melodiami czy efektownymi patentami. Wręcz przeciwnie – odpycha. Paradoksalnie pomaga jej w tym samo brzmienie. I właśnie produkcja jest dla mnie najbardziej dyskusyjnym elementem tego materiału. Wokale i perkusja zostały mocno wypchnięte do przodu, natomiast gitary często zlewają się w jedną masę. Przez dłuższy czas miałem problem z wyłapaniem pojedynczych riffów czy gitarowych zagrywek, a przecież jest ich tutaj naprawdę sporo i wiele z nich stoi na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowo werbel momentami dość mocno jedzie po uszach. Co ciekawe, sytuacja znacząco poprawiła się, kiedy przesiadłem się z domowego stereo na słuchawki. Odsłuch zrobił się pełniejszy i nagle zacząłem odkrywać kolejne warstwy tej muzyki.
A kiedy już człowiek dokopie się do tych gitar, okazuje się, że Hegeroth przygotował prawdziwy arsenał pokręconych, połamanych, ale też bardzo bezpośrednich i agresywnych riffów. Coraz mocniej utwierdzam się też w przekonaniu, że zespół wykształcił już własny styl grania. Owszem, nadal jest to black metal, ale wystarczy kilka minut, żeby rozpoznać charakterystyczny sposób prowadzenia kompozycji, przechodzenia pomiędzy motywami i budowania napięcia. To już nie jest przypadkowe żonglowanie wpływami.
Bardzo podoba mi się również praca perkusji. Potrafi być brutalna i bezlitosna, by za chwilę przejść w znacznie bardziej pokręcone rytmy z charakterystycznym biciem. Dobrym przykładem jest „Hypocrisy Demands Blood”, gdzie ciekawie pracuje nie tylko sekcja rytmiczna, ale na końcu pojawia się jeszcze bardzo nieoczywista, niemal rockowa solówka gitarowa. Takich drobnych smaczków jest na płycie znacznie więcej, tylko trzeba dać sobie czas, żeby je odnaleźć.
Wokale są różnorodne i bardzo dobrze dopasowane do muzyki. Od tego albumu zajmuje się nimi niejaki Chors, znany co poniektórym ze śląskiego Eclipse. Gość spisał się naprawdę dobrze. Podoba mi się również dwujęzyczna formuła albumu. Część utworów wykonano po angielsku, część po polsku i muszę przyznać, że właśnie te drugie podobają mi się bardziej. Teksty piętnujące religijny dogmatyzm i fanatyzm wypadają w ojczystym języku bardziej naturalnie i przekonująco. Tak sobie nawet pomyślałem, że taki „Święte szlachtowanie” mógłby zabrzmieć jeszcze ciekawiej… po czesku. Musielibyście wsłuchać się w teksty (co jest wykonalne), żeby zrozumieć dlaczego…
„Soaked In Rot” nie jest materiałem łatwym. Nie oferuje zapamiętywalnych melodii ani prostych punktów zaczepienia. Muzyka świadomie odrzuca słuchacza, a specyficzne brzmienie tylko wzmacnia to wrażenie. Ale jeśli poświęci się jej odpowiednio dużo czasu, zaczyna odwdzięczać się naprawdę świetnymi riffami, ciekawymi rozwiązaniami aranżacyjnymi i coraz większą liczbą detali, których początkowo w ogóle nie słychać. To kolejna płyta Hegeroth, która nie daje nic za darmo. I chyba właśnie dlatego satysfakcja z jej odkrywania jest tak duża.
Wyd. własne, 2026
Lista utworów:
1. You May Call Me a Witch
2. The Act of Lust
3. Błogosławieni ślepi
4. The Nails
5. Hypocrisy Demands Blood
6. Święte szlachtowanie
7. The Degrees
8. The Swing
9. Gdybym istniał
Ocena: 8/10


































