Supremo Oculto – Maledictus Factus Sum
(1 sierpnia 2026, napisał: Prezes)

Ameryka Południowa atakuje! Tym razem z Brazylii. Już pierwszy kontakt z Supremo Oculto praktycznie nie pozostawia złudzeń, z czym będziemy mieli do czynienia. Logo? Typowe dla black metalu. Okładka? Mroczna i ascetyczna. Layout? Również. Do tego sakralno-rytualne intro, surowe brzmienie i muzyka głęboko zakorzeniona w klasyce gatunku. Wszystko wydaje się przewidywalne i doskonale wpisuje się w kanon oldschoolowego black metalu. Na szczęście nie oznacza to, że album jest nudny. Wręcz przeciwnie. Choć Maledictus Factus Sum nie próbuje odkrywać gatunku na nowo, potrafi utrzymać uwagę przez cały czas trwania. Sporym atutem jest różnorodność – oczywiście w granicach tej stylistyki. Zamiast nieustannego „leśnego” grzania na jedno kopyto dostajemy materiał, który raz płynie powoli niczym lepka smoła, by za chwilę uderzyć znacznie większą prędkością. Dzięki temu album ma swój rytm i nie zamienia się w jednostajny hałas.
Brzmienie jest surowe i chropowate. Słychać drobne niedociągnięcia, zdarzają się lekkie rozjazdy gitar z perkusją, momentami coś minimalnie „nie siedzi”, ale paradoksalnie działa to na korzyść całości. Nie ma tutaj przesadnej postprodukcji ani studyjnego wygładzania. Szczególnie dobrze wypadają bębny. Są żywe, naturalne, a ciepło brzmiąca stopa bardzo przyjemnie przebija się przez gitarową ścianę dźwięku.
Muzycznie dominuje nieustanna chłosta riffem. Nie chodzi jednak o prędkość, lecz o sposób prowadzenia gitar. Melodii praktycznie tu nie ma, jeśli już się pojawiają, to w śladowych ilościach. Zamiast nich dostajemy kolejne surowe, bezpośrednie riffy budujące gęstą, złowrogą atmosferę. Bardzo dobrze wypadają również wokale. To klasyczne, charczące blackmetalowe skrzeki z pogłosem, momentami dodatkowo zdublowane, co jeszcze bardziej potęguje mroczny klimat. Świetny efekt robią również rozpaczliwe krzyki pojawiające się w „Ashes of the Covenant” – naprawdę potrafią wywołać ciarki. Najbardziej przypadły mi jednak do gustu wolniejsze fragmenty albumu. Choćby „Death Rises”, oparty na prostych, ciężkich riffach, pokazuje, że Supremo Oculto równie dobrze radzi sobie bez ciągłego galopowania. Prostota tych motywów przekłada się na ich siłę oddziaływania. Z kolei zamykający płytę utwór wyraźnie zwalnia tempo i wprowadza odrobinę tajemniczości, a nawet lekko egzotycznego klimatu, stanowiąc ciekawe zakończenie całego materiału.
To bardzo hermetyczne granie, przeznaczone raczej dla wąskiego grona odbiorców. Nie jest to płyta, którą zapamiętuje się dzięki jednej konkretnej melodii czy spektakularnemu riffowi. Bardziej zostaje w głowie jako spójna wizja – surowego, mrocznego black metalu, który mimo bardzo tradycyjnych środków wyrazu potrafi uniknąć monotonii. I właśnie to uważam za największą zaletę Maledictus Factus Sum.
Wyd. Mara Productions, 2025
Lista utworów:
1. Maledictus Factus Sum
2. Damnation’s Throne
3. Crown of the Abyss
4. Cult of Terror
5. Infernal Chains
6. Ashes of the Covenant
7. All Hail
8. Death Rises
9. No Light Shall Remain
Ocena: +7/10


































