Witcher – Öröklét
(26 lipca 2026, napisał: Prezes)

Węgierski WitcheR… Jeśli tak jak u mnie pierwsze skojarzenie biegnie w kierunku uniwersum Sapkowskiego, to pudło. „Witcher” oznacza po prostu czarownika i znacznie lepiej pasuje to do zainteresowań tego duetu. W swoich tekstach WitcheR porusza bowiem tematykę dawnych wierzeń ludowych, magii i czarostwa, a „Öröklét”, czyli „Wieczność”, idealnie wpisuje się w ten mistyczny charakter projektu.
Muzycznie zdecydowanie ważniejsze od agresji są tutaj atmosfera i przestrzeń. Jeśli miałbym rzucić jakimiś nazwami, to na myśl przychodzi mi Eldamar, momentami również Summoning. Sporo jest wolniejszych temp i długich, niespiesznie rozwijanych motywów. Melodie oczywiście się pojawiają, ale są melancholijne i raczej dyskretne. Nie ma tutaj jarmarcznego plumkania ani przesłodzonych symfonicznych patentów. Praktycznie cały czas w tle – a często wręcz na pierwszym planie – pobrzmiewają klawisze i delikatne orkiestracje. To właśnie one odpowiadają za ogromną przestrzeń i podniosły charakter tej muzyki.
Gitary i perkusja zostały w miksie trochę za nimi schowane i pełnią raczej rolę fundamentu dla całej tej klawiszowej otoczki. Momentami, gdyby usunąć charczące wokale, spokojnie można byłoby uwierzyć, że słuchamy ścieżki dźwiękowej do jakiegoś filmu fantasy. Tym bardziej że nawiązania do muzyki klasycznej są tutaj całkiem wyraźne, a płytę zamyka przecież interpretacja utworu Schuberta. Generalnie jest w tym wszystkim coś bardzo poetyckiego.
Problem w tym, że przez większość albumu WitcheR porusza się w dość podobnych rejonach. Kolejne długie kompozycje przepływają jedna w drugą i brakuje mi kilku naprawdę spektakularnych melodii albo charakterystycznych motywów, które po dwóch odsłuchach można byłoby sobie zanucić. Niby cały czas jest ładnie, klimatycznie i dostojnie, ale nie ma zbyt wielu momentów, które zdecydowanie wybijałyby się ponad resztę.
Dlatego też mój odbiór „Öröklét” mocno zależał od chwili. Były odsłuchy, podczas których ta jednostajność zaczynała mnie zwyczajnie nużyć. Innym razem dokładnie ten sam album siadał jak ta lala i czterdzieści minut mijało właściwie nie wiadomo kiedy. To chyba po prostu muzyka wymagająca odpowiedniego miejsca i nastroju. Wyobrażam sobie kilkugodzinną samotną wędrówkę gdzieś po górach, najlepiej z dala od ludzi, z „Öröklét” na słuchawkach. W takich okolicznościach ten materiał mógłby zadziałać wręcz idealnie.
Wyd. Filosofem Records, 2025
Lista utworów:
1. Örökség – Heritage
2. Szélhozó – Windbringer
3. Röghöz Kötött – Soil-Bound
4. Öröklét – Eternity
5. Piano Trio No. 2 – Andante Con Moto
Ocena: 7/10


































