DeadDue – Cycle Of Violence
(11 czerwca 2026, napisał: Prezes)

Przyznam bez bicia – wcześniej o DeadDue nie słyszałem. Nie pomógł też opis promocyjny, bo hasła w rodzaju „nu metal”, „hardcore” i „deathcore” raczej nie należą do tych, które sprawiają, że natychmiast rzucam wszystko i biegnę do odtwarzacza. Do tej EPki podchodziłem więc jak pies do jeża. Okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie.
Już po kilku minutach słychać, że nie jest to typowe granie spod znaku współczesnego metalcore’u. Oczywiście wszystkie charakterystyczne elementy są obecne – siłowe riffowanie, breakdowny, skandowane partie wokalne czy nowoczesne aranżacje – ale podano je z wyczuciem i odpowiednią dawką różnorodności. Nie miałem ani przez chwilę wrażenia, że słucham w kółko tego samego numeru przebranego za kolejny. Co więcej, mimo obecności nu-metalowych czy metalcore’owych wpływów, nie jest to żadne lukrowane granie oparte na łatwych melodyjkach. Brutalności tutaj nie brakuje. Owszem, zdarzają się momenty bardziej przewidywalne. „STFU” działa dokładnie tak, jak powinien działać tego typu numer, ale trudno mówić o większym zaskoczeniu. Z drugiej strony mamy „Die For Me”, gdzie pojawia się sporo ciekawszych rozwiązań gitarowych i aranżacyjnych. W ogóle gitary wypadają tu całkiem interesująco. Szczególnie przypadły mi do gustu nieoczywiste partie solowe, które pojawiają się w miejscach, gdzie wielu wykonawców ograniczyłoby się do kolejnego breakdownu.
Dużym atutem są również wokale. Jest ich sporo rodzajów – hardcore’owe krzyki, skandowane partie, bardziej agresywne wokale, a nawet odrobina całkiem przyzwoitego śpiewania. Pojawia się też dobrze znany patent polegający na dublowaniu czystych wokali przez krzyczane, ale nie jest on nadużywany. Wszystko podano z dużą energią i zaangażowaniem. Do tego dochodzi elektronika – obecna, ale nienachalna. To raczej drobne sample, skrecze i tła, które wzbogacają kompozycje, zamiast próbować je przykrywać.
Brzmienie jest nowoczesne, klarowne i poprawnie zrealizowane. Wokale oraz bębny wysunięto mocno do przodu, ale nie odbywa się to kosztem reszty instrumentów. Całość trwa zaledwie kwadrans, co prawdopodobnie również działa na korzyść materiału. Nie zdąży się znudzić ani wyczerpać własnej formuły.
Naprawdę sam się sobie dziwię, ale ta EPka zwyczajnie mi się spodobała. Może dlatego, że dawno nie słuchałem czegoś podobnego. A może po prostu dlatego, że DeadDue potrafiło wziąć dobrze znane elementy i ułożyć je w sposób bardziej przemyślany niż wielu przedstawicieli tego nurtu. Tak czy inaczej – pozytywne zaskoczenie.
Wyd. self-released, 2026
Lista utworów:
1. .fear.
2. Vile ft. Saltwound
3. STFU
4. Make a Move ft. Grobel
5. Die For Me
6. Don’t Bring Roses To My Grave
Ocena: +7/10
https://www.facebook.com/profile.php?id=61563683757199



































