Deconstructing Sequence – Tenebris Cosmicis Tempora
(29 maja 2026, napisał: Prezes)

Deconstructing Sequence od samego początku nie był projektem łatwym w odbiorze, ale mam wrażenie, że na „Tenebris Cosmicis Tempora” duet poszedł jeszcze krok dalej w stronę muzycznej hermetyczności. To chyba najbardziej ekstremalny i najmniej „przyswajalny” materiał w historii zespołu. Jeśli ktoś liczy na chwytliwe melodie, wpadające w ucho motywy czy jakieś wygodne punkty zaczepienia, to raczej powinien poszukać ich gdzie indziej. Tutaj dostajemy głównie zwartą, odhumanizowaną ścianę dźwięku, opartą na bardzo technicznym i agresywnym black/death metalu.
Dominują szybkie tempa, blasty i pokręcone gitarowe konstrukcje, ale jednocześnie całość podszyta jest bardzo specyficznym, wręcz monumentalnym klimatem. Co jakiś czas pomiędzy tym całym chaosem przebijają się bardziej podniosłe, niemal patetyczne motywy, które nadają muzyce rozmachu i budują poczucie obcowania z czymś większym niż zwykłe ekstremalne napieprzanie. W tym ogromną rolę odgrywają orkiestracje, elektronika i rozmaite sample. Na szczęście nie ma tu żadnego jarmarcznego plumkania w stylu tych wszystkich przesadzonych symfonicznych tworów z końca lat 90. Owszem, pewne inspiracje tamtym okresem momentami da się wyłapać, ale wszystko użyte jest z wyczuciem i raczej jako element tła niż główny wabik dla słuchacza. Co ciekawe, wiele z tych elektronicznych i orkiestrowych dodatków momentami wręcz ginie w miksie. Dopiero przy uważniejszym słuchaniu zaczyna się odkrywać kolejne warstwy i smaczki ukryte pod gitarowym natłokiem. Kosmiczny klimat charakterystyczny dla wcześniejszych materiałów nadal jest obecny, ale mam wrażenie, że tym razem ustąpił trochę miejsca bardziej industrialno-mechanicznej aurze. Spomiędzy tej kanonady morderczych i szybkich riffów wyłaniają się potężne i pełne patosu motywy, jednak częściej kojarzące się z jakąś nieludzką maszynerią niż z otwartą przestrzenią kosmiczną.
Na tym tle szczególnie wyróżnia się „Wulfsige Walbend”, chyba najbardziej zapamiętywalny fragment całej płyty. To właśnie tutaj spośród agresywnych riffów i monumentalnych sampli wyłaniają się motywy, które faktycznie zostają w głowie na dłużej. Nadal nie jest to oczywiście żaden przebojowy numer w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale na tle bardzo monolitycznej całości daje słuchaczowi nieco więcej punktów zaczepienia.
Wokal również dobrze wpisuje się w ten klimat. Skrzek jest bardzo jednostajny i dla części słuchaczy pewnie okaże się monotonny, ale akurat tutaj działa to na korzyść całości. Ta ciągła, niemal mechaniczna wokalna agresja dodatkowo podkreśla odhumanizowany charakter albumu. Zwolnienia czy bardziej przestrzenne momenty oczywiście się trafiają, jednak są znacznie rzadsze niż wcześniej i raczej pełnią funkcję krótkiego oddechu przed kolejną falą dźwiękowego przeciążenia.
Mam też wrażenie, że poprzedni album był bardziej wielowymiarowy i oferował więcej wyraźnych punktów zaczepienia. „Tenebris Cosmicis Tempora” działa bardziej jak jeden wielki monolit – trudniejszy, cięższy i bardziej bezwzględny. Ale właśnie za tę konsekwencję i bezkompromisowość trudno tego projektu nie doceniać.
Wyd. Black Lion Records, 2025
Lista utworów:
1. A Journey Through the Event Horizon
2. Echoes of a Dying World
3. Wulfsige Walbend
4. The Last Terraform – A Eulogy of a Failed Dream
5. Cyber Angels – Masters of Opression
6. The Final Battle for Dominance in the Binary Realms
7. The Undying Void
8. Ethereal Descent into Chaos
9. Torn Between Worlds
10. Igniting the Skies of Creation
Ocena: -8/10


































