Shadow Rebels – Black & White Times
(10 maja 2026, napisał: Prezes)

Z tego, co kilka lat temu pisał o wcześniejszych płytach Pudel, Shadow Rebels raczej nie wykonuje tutaj żadnego gwałtownego stylistycznego skrętu. Nadal dostajemy mieszankę hard rocka, klasycznego rockowego grania, lekkiej psychodelii i tego retro feelingu, który od początku był znakiem rozpoznawczym Izraelczyków. Muzyka płynie sobie spokojnie, bez napinki i bez prób wymyślania gatunku od nowa. Są fajne riffy, trochę hammondowych klawiszy, trochę solówek, czasem pojawiają się nawet motywy zahaczające o muzykę klasyczną czy wschodnie klimaty – jak choćby w „Tomorrow”. Wszystko to brzmi przyjemnie, naturalnie i dość swobodnie.
Problem polega na tym, że mimo całej tej poprawności niewiele zostaje w głowie na dłużej. To granie, które bardzo dobrze sprawdza się jako tło – można przy nim siedzieć, coś robić, nawet trochę pobujać głową – ale po zakończeniu płyty trudno przypomnieć sobie konkretne motywy czy utwory. I nie musi to być od razu zarzut, bo nie każda rockowa płyta musi przecież zmieniać życie. Shadow Rebels potrafi stworzyć odpowiedni klimat, a kilka elementów działa naprawdę dobrze. Na przykład perkusja – prosta, ale efektowna i bardzo dobrze wyeksponowana w miksie. Brzmienie w ogóle jest całkiem soczyste i gitarowe, z wyraźnie zaznaczonym basem, co dodaje muzyce przyjemnej miękkości i pulsowania.
Największym problemem pozostaje jednak wokal. W przypadku death czy black metalu wiele można ukryć za ścianą hałasu, skrzeków i charczenia, ale tutaj trzeba po prostu umieć śpiewać. I choć wokalista Shadow Rebels ma całkiem szeroki wachlarz możliwości i momentami potrafi zabrzmieć naprawdę ciekawie, to w wyższych partiach zaczyna się problem. Nie zawsze trafia czysto, a sama barwa głosu bywa zwyczajnie drażniąca. Dla mnie to właśnie ten element najmocniej odrzuca od całości i skutecznie odbiera chęć częstego wracania do tego materiału.
Do kompletu dochodzi jeszcze dość ubogie wydanie – prosty digipack i okładka, która raczej nie przyciąga wzroku. Ostatecznie „Black & White Times” to po prostu solidna, momentami przyjemna rockowa płyta, która pewnie znajdzie swoich odbiorców, ale mnie specjalnie przy sobie nie zatrzymała.
Wyd. Another Side Records, 2025
Lista utworów:
1. Nobody’s Land
2. Cry
3. Tomorrow
4. Deepest Gloom
5. In the End of the War (album version)
6. Water Spirit
7. Plastic Duck
8. Black & White Times
Ocena: -6/10



































