Feretro – The Mortuary Destiny of Flesh
(4 października 2025, napisał: Prezes)

Zespół Feretro działa już ponoć od dobrych dwóch dekad, ale dopiero teraz — po demówkach, splitach i EP‑kach — dorzuca do pieca pełnoczasowy debiut. I trzeba przyznać, że jeśli ktoś tęskni za klimatem przełomu lat 80. i 90., to trafił we właściwe miejsce.
Już sam rzut oka na logo i okładkę wystarczy, by wiedzieć, z czym mamy do czynienia. To death metal — klasyczny, posępny, duszny. Od razu na starcie uderza nas „Towards Perishment” – szybki, thrashujący numer, który przypomina początki Death albo stare demówki Pestilence. Potem jednak tempo wyraźnie siada i przez większą część albumu poruszamy się raczej w rejestrach wolnych lub średnich, z solidną dawką death/doomowych walców jak w „The Hour of Death”.
To granie bez zaskoczeń — ale i bez większych wpadek. Feretro nie odkrywają Ameryki, bo nie muszą. Ich riffy są brudne, ciężkie i dobrze rozplanowane, a tu i ówdzie dostajemy klasyczne solóweczki z wajhą, które tylko pogłębiają staroszkolny klimat. Wokalista stara się być dość różnorodny – głównie operuje niskimi, szorstkimi growlami, ale potrafi też zmienić rejestr, dodać nieco ekspresji czy zmodyfikować sposób frazowania. W kilku momentach jego maniera faktycznie przypomina Johna Tardego, ale to tylko jeden z elementów całej palety. Nie ma tu może fajerwerków, ale wokalnie jest konkretnie i z charakterem, co dobrze współgra z całością materiału.
Perkusja? Bez fajerwerków. Klasyczne łupanie, bez blastów i zbędnego kombinowania – ale dokładnie to, czego można się spodziewać po takim materiale. Brzmienie? Surowe, duszne, dość hermetyczne – i choć wszystko ma swój ciężar, to mimo wszystko czuję lekki niedosyt. Może przydałoby się jeszcze więcej kopnięcia w dolnym paśmie, bo czasem chciałoby się poczuć to bardziej w trzewiach.
Na plus wypadają też klawiszowe wstawki – jak z klasycznego, zapomnianego horroru VHS klasy B (patrz: „Epitaph”). Tani efekt? Może. Ale działa. W tym klimacie wszystko takie być powinno.
Czy The Mortuary Destiny of Flesh to płyta, którą będę wspominać za rok? Pewnie nie. Ale jak człowiek ma ochotę na konkretny, grobowy death metal – bez filtrów i udziwnień – to ten album dokładnie to zapewnia. Brakuje tu może czegoś naprawdę charakterystycznego, jest jednak sporo solidnego grania, a to czasem wystarczy…
Wyd. Nihilistic Holocaust, 2025
Lista utworów:
1. Twilight Of Life
2. Towards Perishment
3. The Ancient Horror
4. In Agony
5. The Hour Of Death
6. Time To Die
7. Death’s Cycle
8. Flesh For Worms
9. Epitaph
Ocena: -7/10
https://































