Infector – Let the infection begin
(7 marca 2020, napisał: Pudel)

Upór z jakim Defense records wydaje kolejne płyty thrashowych średniaków jest w jakimś sensie godny podziwu, szczególnie, że gatunek ten po trwającym chwilę „odrodzeniu” kilka lat temu przeżywa obecnie cięższe chwile. Infector z całej tej masy wyróżnia się nazwą na czasie ;) oraz nieco egzotycznym pochodzeniem – może Kuba nie jest absolutnie białą plamą na mapie światowego metalu, jednak raczej żadna kapela z tej wyspy większej kariery nie zrobiła. Czy z Infectorem będzie inaczej? Śmiem wątpić, choć spokojnie – nie ma tu tragedii. Trzech panów łoi generalnie tak jak pan autor niniejszej recenzji lubi – ostro do przodu, mieszając klasyczny thrash zza wielkiej wody z crossoverem spod znaku DRI czy Municipal Waste, dobijając do jeszcze brudniejszych rejonów Toxic Holocaust czy europejskich kapel (szczególnie ekipe pod tytułem Kreator tu czasem można usłyszeć). Niedomaga trochę brzmienie – gitary i wokale niby są ok, ale chyba na Kubie loudness war jeszcze nie minęło, bo wali to z głośników jak Gang Albanii z Golfa dwójki, co na dłuższą metę może nieco męczyć. No i bębny niestety brzmią trochę sztucznie. Znów” bez tragedii, ale przyzwyczajeni jesteśmy do nieco lepszego soundu. Muzycznie to progresji i artyzmu tu raczej nie znajdziemy, całkiem sporo tu za to zapieprzania do przodu, skandowanych, wykrzyczanych refrenów („Blind Faith”) i generalnie dziesiątek patentów, które słyszeliśmy już setki razy, nieraz zagranych lepiej, często też gorzej… Tekstowo też raczej nie wychodzimy tu poza sztampę, jest upadek ludzkości, choroby, zła religia, Czernobyl (wiadomo, że to nie podręcznik historii, ale tyle bzdur upchnąć w jednym tekście to jest jakaś sztuka – za to jest tu bardzo fajna solówka i partia basu, to niech im już będzie…). Na całe szczęście ma to jednak kopa i jak najbardziej posłuchać można. Inna sprawa, że płyta chwile u mnie poleżała i po właczneiu zwyczajnie nie pamiętałem czy już ją recenzowałem – musiałem sprawdzić na stronie – niewiele z tego wszystkiego w szarych komórkach się zagnieżdża. Niemniej jednak jest to kawałek solidnej, odmózdżająco – relaksacyjnej łupaniny, może bez wielkich ambicji, za to z wyraźnie słyszalnym (młodzieńczym?) zaangażowaniem. Przy jakichś zakupach u szanownego wydawcy można do koszyka dorzucić, wstydu nie będzie – a i z kolejnymi odśłuchami płyta nawet jeśli nie zyskuje, to na pewno nie traci.
Wyd. Defense records, 2019
Lista utworów:
1. Shrine of Desperation
2. Deranged
3. Blind Faith
4. Let the Infection Begin
5. Fallout of Mankind
6. The Void of Consciousness
7. Poser’s Holocaust
8. Chernobil
9. Thrashard
Ocena: -7/10

































