Saint Vitus/Orange Goblin/Belzebong – Fabryka, Kraków

(8 listopada 2014, napisał: Pudel)


Data wydarzenia: 05.11.2014


Saint Vitus/Orange Goblin/Belzebong – Fabryka, Kraków

Wybrałem się na ten koncert trochę na wariata – ostateczną decyzję o wyjeździe podjąłem dzień przed imprezą, na szczęście udało mi się w lokalnym muzycznym nabyć bilet kolekcjonerski – nie cierpię tych wydruków z ticketpro i tym podobnych instytucji. Gdy kupowałem bilet żartowałem sobie z panem sprzedawcą, że tłumów to ten koncert raczej nie przyciągnie – jak się okazało myliłem się bardzo, ale o tym później. W każdym razie w środę, 5 listopada zawitałem w stołecznym mieście Krakowie około 14:00, udałem się na chwilkę do centrum, gdzie aktywnie wsparłem islamizację Europy racząc się wyjątkowo smacznym kebabem. Potem szybki obchód rynku, kawa, browarek i pod klub. Pod „Fabryka” znalazłem się oczywiście dobre 1,5 godziny przed koncertem – klub jest jak sama nazwa wskazuje na terenie jakiegoś starego zakładu, w hali produkcyjnej. Czyli inaczej mówiąc – srogie zadupie. Co miało ten plus, że można było w spokoju pod klubem spożyć produkt piwopodobny pt „Tatra mocna” zakupiony w pobliskim, wyjątkowo menelskim sklepie. Czas zleciał mi całkiem sprawnie, głównie dzięki rozmowie na tematy około koncertowe z napotkanym fanem Orange Goblin z Łodzi. Początkowo poza nami pod „Fabryką” nie było nikogo, jednak im bliżej 18:30 ludzi zaczęło przybywać – ale gdy bramy zostały otwarte szału jeszcze nie było. Samo wnętrze klubu zrobiło na mnie jak najlepsze wrażenie – dwa bary, spora sala koncertowa, ogólnie ok. Pierwszy zaczął Belzebong.

 

272

Rozpływałem się kiedyś, bodajże na łamach „Silesian Assault” nad ich występem przed Blood Ceremony w Katowicach, ty razem ich koncert aż tak mnie nie porwał. Może brzmienie nie było aż tak miażdżące, nie wiem. Nie mam nic przeciwko graniu jednego riffu przez 45 minut, ale naprawdę tym razem jakoś zaczęło mnie to tak w ostatnim kwadransie już męczyć. Oczywiście, występ mógł się podobać i kwartet zebrał solidną porcję owacji. No właśnie, ustawiłem się dosyć blisko sceny, co jakiś czas patrzyłem za siebie i z ogromnym zaskoczeniem dotarło do mnie, że klub jest praktycznie pełny!

 

 

276

Ale dosyć o tym, bo oto po krótkiej przerwie na fabryczne dechy wyszli brytole z Orange Goblin. Bez ceregieli zaczęli od mojego ulubionego numeru „Scorpionica” sprzed kilkunastu lat, potem polecieli z mocno przekrojowym setem. Orange Goblin to koncertowa maszyna i tym razem tez nie zawiedli – ogromniasty Ben Ward wie jak rozruszać ludzi, reszta muzyków też się nie oszczędzała, szczególnie basista przystrojony w koszulkę Budgie dawał radę. Szkoda, że – przynajmniej tam gdzie stałem – troszkę ginęła gitara, przez co dźwięk był niecoprzymulony… no i sama muzyka Goblinów jest, jakby to ująć dosyć taka toporna, Ward choć sprawia wrażenie bardzo sympatycznego gościa wokalistą wybitnym też nie jest. Koncert jednak zagrali bardzo dobry, choć obawiam się, że gdyby trwał troszkę dłużej, to znów mogło by się to zrobić nieco nużące. Przyjęcie zespół miał iście królewskie, część ludzi przyjechała głównie na Orange Goblin i raczej ani zespół, ani fani nie mieli prawa być niezadowoleni po tym występie.

 

296

 

Dla mnie jednak tego dnia liczył się tylko jeden band – Saint Vitus! Gdy zaczynałem słuchać tej grupy jakieś dziesięć lat temu, nie śmiałem nawet marzyć, że zespół zagra kiedyś niecałe 100 km od mojego domu. Obawiałem się przed koncertem o wszystko – w jakiej formie będą nie najmłodsi już przecież panowie? Czy publika dopisze? Czy specyficzna muza, oparta na bardzo przesterowanej gitarze zabrzmi jak trzeba? W każdym razie zespół wszedł na scenę bez żadnych intr i tego typu ceregieli, coś tam postukali, pobrzdękali, Dave Chandler przywitał się z ludźmi… ja ustawiłem się mniej więcej na środku sali, żeby dobrze wszystko widzieć i słyszeć, ale jak tylko w końcu zaczęli od „Living Backwards” to nie było siły i pognałem pod scenę, gdzie już do końca machałem łbem jak powalony, wydzierałem się razem z Wino itd. – a uwierzcie, że już naprawdę mało który koncert wyzwala we mnie tego typu emocje, haha. Zespół zagrał dosyć przekrojowego seta, na początek prezentując obok wspomnianego „Living Backwards” kolejno „I bleed black” i genialne „War is my destiny”. Były dwa numery z ostatniej, bardzo dobrej płyty, było „White Stallions” no i na koniec calutki album „Born too late”, tyle że zagrany od końca. Na sam koniec był jeszcze bis w postaci utworu „Saint Vitus”, który doszczętnie wszystkich pozamiatał. Tak można sobie pisać i pisać, ograniczę się do prostego stwierdzenia: panowie tak przyjebali, że nie było czego zbierać. Wino w całkiem dobrej formie wokalnej, sekcja zawodowa, ale mistrzem ceremonii był zdecydowanie gitarzysta Dave Chandler. Gość wygląda i brzmi jak krzyżówka Iommiego i Hendrixa, ma bardzo specyficzny styl oparty w dużej mierze na sprzężeniach i efekcie wah-wah, grając na gitarze podśpiewywał pod nosem słowa wszystkich utworów, schodził do ludzi, między utworami przemawiał do mikrofonu – mistrz! Liczyłem, że to będzie dobry koncert, ale efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Jeszcze na koniec naszła mnie taka refleksja – wszyscy psioczą na empetrójki, internet itd, sam często to robię. Ale z drugiej strony – czy bez tego wszystkiego zespół, który w zasadzie nie ma i nigdy nie miał u nas porządnej dystrybucji ściągnąłby tylu ludzi na koncert? Zwłaszcza, że średnia wieku publiki była raczej niska, co oczywiście tylko cieszy.

divider

polecamy

Persecutory – Towards The Ultimate Extinction Immolation – Atonement Void Meditation Cult – Utter the Tongue of the Dead Ulcerate – Shrines Of Paralysis
divider

imprezy

House Of Disease #1 CRITICAL NOISE INDUSTRY po raz drugi. The Sky Is & 71TM & Black Tundra w Black Moon BLOODY CHRISTMAS GIG WARFIST / TEMPLE DESECRATION / RITES OF DAATH / INCINERATOR Stellar Darkness Over Poland CRADLE OF FILTH w Polsce Sepultura w doborowym towarzystwie na dwóch koncertach w Polsce Master’s Hammer, Witchmaster oraz Mentor zamykają koncertowy line-up Merry Christless w Warszawie
divider

patronujemy

Trichomes – Omnipresent Creation Premiera nowego albumu Nekron – Psychosis Uerebos – Tormented by Faith Planet Hell – Mission One Nowy NEKKROFUKK!!! Vibrant – The hell is around me Hectic – Exist to Burn Zorormr – Corpus Hermeticum Last Grey Ocean – debiutancka płyta HYPERIAL – Blood And Dust Unsaint – Watch Them Bleed
divider

współpracujemy

Nowy numer Musick gotowy. Radio ProRock Galicja Productions Wydawnictwo Muzyczne Pscho Hellthrasher Productions SelfMadeGod Let It Bleed Godz Ov War PANDEMONIUM – KONKURS SilentiumTenere Pub Korba – Katowice RADIO PANTEON
divider

koncerty